wtorek, 15 czerwca 2021


Od 22 lat w polskich szkołach są organizowane lekcje WDŻ - wychowania do życia w rodzinie. Zajęcia z tego przedmiotu wprowadzono w 1999 roku, za rządów Jerzego Buzka, gdy Ministrem Nauki był Andrzej Wiszniewski z AWS. W treściach programowych podkreślono potrzebę edukację młodzieży w zakresie: życia seksualnego człowieka, świadomego i odpowiedzialnego rodzicielstwa, podstawowych wartości rodziny. Zajęcia były obowiązkowe z wyłączeniem uczniów, których rodzice zgłosili pisemnie dyrektorowi szkoły sprzeciw udziału ich dzieci w tych lekcjach. W 2014 roku za rządów Ewy Kopacz (KO, PSL) rozszerzono zakres nauczania WDŻ o życiu w fazie prenatalnej oraz metodach i środkach świadomej prokreacji (Dz.U. z 2014 r. poz. 395). Nauczaniem WDŻ objęto dzieci szkół podstawowych od klasy czwartej, do trzeciej klasy gimnazjum, a po reformie, do klasy ósmej szkoły podstawowej.     

Zmiany w nauczaniu od 2015 roku

Od początku nauczanie WDŻ natrafiało na duży opór środowisk "katolickich". Pojawiły się nieprzychylne opinie hierarchów kościelnych, a z czasem hejt w Internecie. Lekcjom WDŻ przyklejono
opinię lekcji propagowania "ideologii LGBT", szkolenia jak zmienić płeć, namawiania do uprawiania wolnego seksu, stosowania środków antykoncepcyjnych, czy poronnych. Z lekcjami WDŻ wiązano również zagrożenie znacznym wzrostem donosów na księży-pedofilów. Hejt skierowany przeciw lekcjom WDŻ nabrał rozpędu po dojściu do władzy PiS. Poza ideologią LGBT, pojawiły się oskarżenia dotyczące zorganizowanej obrony konstytucji, sterowanej przez "lewackich" nauczycieli, szerzenie postaw liberalnych, czy atakowanie księży, którzy jak to powiedział Pan Rydzyk po prostu "zbłądzili". Ostatnio członkowie rządu PiS poszli dalej. Ideologią nazwano ochronę przyrody, mówienie o dewastacji Puszczy Białowieskiej, a zwłaszcza przeciwdziałaniu znęcania się nad zwierzętami. 
 

Integracja młodzieży pod znakiem błyskawicy

Próba zideologizowania nauczycieli natrafia na duży opór środowiska nauczycielskiego. Strajk w 2019 roku najdobitniej pokazał. że przejęcie władzy nad ich umysłami nie będzie takie proste. Co gorsza przeniesienie nauki do internetu -  w okresie pandemii, a zwłaszcza wprowadzonego lockdownu nie zablokowała autonomicznego rozwoju dzieci. To właśnie wówczas młodzież najodważniej włączyła się do protestów (zwłaszcza po prowokacji związanej z całkowitym zakazem aborcji). Jak na Białorusi, młodzi ludzie stali się najbardziej aktywnymi uczestnikami spontanicznych manifestacji mimo, że upolityczniona polska policja niezgodnie z prawem prześladowała nastolatków za udział i "organizację" protestów. Na szczęście sądy stosowały prawo oczyszczając młodzież z zarzutów stawianych im przez ubezwłasnowolnioną policję.
 

Potrzeba zmian z punktu widzenia PiS

Marszałek Terlecki, który pod groźbą wydalenia do Rosji zmusza Panią Cichanouską, niedoszłą prezydent Białorusi, do określonych zachowań względem opozycji, już rok temu takimi samymi metodami usiłował "przywrócić do porządku" nauczycieli. Tak według tego Pana powinna wyglądać demokracja. Jego słynne słowa tuż po wyborach prezydenckich były oczywiste. "Reforma edukacji była niewystarczająca, a dowodem tego jest fakt, że młodzi ludzie nie popierają Prawa i Sprawiedliwości" - to jasny przekaz. Wynika z tego, że Polska edukacja ma wrócić do okresu zarządzania metodami z okresu stalinizmu. A może w kontekście jego słynnego wpisu na Twitterze powrócą zsyłki na Syberię? Oczywiście na takie reformy nie zgadzają się związki zawodowe nauczycieli, a przewodniczący ZNP Bronicław Broniarz ostrzega MEiN kolejnymi strajkami nauczycieli. Dolaniem oliwy do ognia wydaje się decyzja ministra Czarnka o konieczności przywołania do pracy, znienawidzonego przez uczniów, dyrektora jednego z łódzkich liceów, który zakazał na terenie szkoły noszenia znaku błyskawicy. Szkoły przecież nie są uczniów, ani nauczycieli, czy lokalnych samorządów. Według pana ministra Czarnka to jego prywatny folwark, w którym może robic co chce.
 

Propaganda w szkołach

W tak upolitycznionej polskiej szkole najbardziej cierpi edukacja dzieci. W jednych rejonach w szkołach uczy się o noblistkach: Tokarczuk, czy Szymborskiej, w innych pomija istnienie tych słynnych na całym świecie Polek. Gdzieniegdzie wręcz atakuje się za ich antypolską postawę. Przykładem kreowania takiej szkoły nienawiści jest chociażby usunięcie z zestawu lektur książki "Sposób na Elfa" autorstwa Marcina Pałasza. Pracownicy MEiN-u wykreślili tę książkę za antykatolickie wprowadzanie do szkół ideologii science fiction. Oczywiście nikt z ministerstwa nie przeczytał tej książki, która nie dotyczy fantastyki, ale mówi o przygodach pieska o imieniu Elf. Jednocześnie do lektur obowiązkowych wprowadzane są czysto fantastyczne broszury o tym, że Jarosław Kaczyński od dziesiątków lat walczył z komunistami u boku prokuratora Piotrowskiego i sędziego Kryże. Podobno powstał nawet film propagandowy o biografii prezesa, który jest tak infantylny, że jego upublicznienie zablokował ponoć sam prezes.  


Czego mogą nauczyć się dzieci na lekcjach WDŻ?

W efekcie wojny propagandowej jakiej są w szkołach poddawane nasze dzieci, lekcje WOS, czy WDŻ są dowolną interpretacją szkoły i nauczyciela prowadzącego te zajęcia. Ramy programowe są oczywiście skorelowane z oczekiwaniami większości rodziców. Uwzględniają ich preferencje polityczne, wyznaniowe, czy kulturowe. Wiadomo, że w jednych szkołach lekcje WDŻ przypominają bardziej lekcje wychowawcze. W innych nauczyciele usiłują przekazywać dzieciom przydatną dla nich wiedzę. Na lekcje zapraszani są pedagodzy szkolni, seksuolodzy, etycy i księża. Niestety są też szkoły w których uczy się dzieci, że od prezerwatyw można dostać raka, a dotknięcie brudnej klamki skutkuje zajściem w ciążę

Badania nad stanem wiedzy zdobytej na lekcjach WDŻ

Żeby móc ocenić jakość nauki przekazywanej uczniom na lekcjach WDŻ, Grupa "Ponton" przeprowadziła badanie* młodzieży w wieku 15-22 lata w temacie wiedzy seksualnej. "Ponton" to działająca od 20 lat nieformalna grupa wolontariuszy działająca przy warszawskiej Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. Zajmują się oni edukacją seksualną. Prowadzą telefony poradniczo - interwencyjne. Zajmują się badaniami poziomu świadomości seksualnej dzieci i młodzieży. Opracowali oni ankietę, która została dostarczona online ponad 11 tysiącom respondentów w całej Polsce. 
 

Ankieta

Ankieta obejmowała pytania, które najczęściej pojawiają się na lekcjach WDŻ. Kompleksowe wyniki badań zostaną opublikowane jesienią 2021, ale już teraz można nakreślić kilka najważniejszych wniosków. Oto podstawowe wnioski wynikające z ankiety Grupy "Ponton", uzupełnione o nasze obserwacje i opinie zaprzyjaźnionych nauczycieli, zarówno byłych jak i jeszcze pracujących:   

1. Ideologiczny charakter zajęć

Przede wszystkim młodzi ludzie podkreślają, że lekcje wychowania do życia w rodzinie są przekazem ideologii, a nie wiedzy opartej o opracowania naukowe. Tematyka antykoncepcji, czy "pierwszego razu" jest z zasady traktowana lakonicznie przez nauczycieli przedmiotu. Dzieje się tak ze strachu przed utratą pracy przez nauczyciela lub narażenia się na szykany ze strony dyrektora szkoły. Natomiast nauczyciele ze złamanym kręgosłupem moralnym opowiadają dzieciom niestworzone rzeczy, wyzsane z palca, lub oparte o hejt. Nawiązują przy tym do haseł ruchów anty szczepionkowych. 
 


2. Na lekcjach WDŻ "wieje nudą"

Niemerytoryczne treści przekazywane na lekcjach, budowane na osobistych przekonaniach nauczycieli, stają się po prostu monotematyczne. Praktycznie po dwu kolejnych lekcjach uczniowie wyłączają swoją percepcję, a lekcje traktują jak spowiedź nauczyciela z dokonanych przez niego życiowych wyborów. Zamiast uzyskać wiedzę w temacie seksu, seksualności, czy planowania rodziny dowiadują się, że antykoncepcja jest przyczyną pojawienia się raka. Takie nauki tak mieszają w głowach dzieci, że mają one znaczne problemy psychicznej oceny sytuacji, gdy choroba nowotworowa dotknie kogoś z ich najbliższych., zwłaszcza małoletnich. Aby uchronić się od niepotrzebnych stresów na lekcjach WDŻ dzieci, dla własnego bezpieczeństwa, całkowicie wyłączają swoją aktywność. W tym czasie odrabiają zaległe prace domowe, rozmawiają między sobą na różne tematy, traktując nauczyciela jak powietrze. Z czasem uczniowie proszą rodziców o wykreślenie ich z lekcji WDŻ, podobnie jak zaraz po komunii lub po bierzmowaniu, rezygnują z religii.

3. Kontrproduktywa edukacja

Dzieci podkreślają, że lekcje wychowania do życia w rodzinie są źle zorganizowane. Prowadzą je nauczyciele, którym po prostu brakuje godzin do pełnego etatu. Nauczycielem WDŻ najczęściej jest wychowawca, nauczyciel plastyki, muzyki, historii, chemii. Co gorsza nauczycielami są również katecheci w tym księża! Głód wiedzy uczniów w zakresie programu nauczania WDŻ w żadnym stopniu nie jest zaspokojony. Odpowiedzi na nurtujące ich pytania muszą czerpać z Internetu lub od znajomych. Niestety w Internecie nie wszystko znajdą. Ciężko dowiedzieć się czegoś o "złym dotyku" czy pierwszej wizycie u ginekologa, czy urologa. Największy strach u nauczycieli powodują pytania dotyczące LGBT, lub tożsamości seksualnej. Niektórzy nauczyciele wprost odpowiadają, że chcą jeszcze trochę popracować w zawodzie i na takie "prowokacyjne pytania" nie będą odpowiadać.   

4. Lęk przed ciążą

Jednym z efektów wychowania do życia w rodzinie jest wpojony dziewczynkom strach przed ciążą. Na lekcjach WDŻ dowiadują się, że w ciążę można zajść wszędzie bo plemniki są "transportowane" przez wiatr i wodę. Do zapłodnienia może dojść przy kontakcie z brudną klamką, dotykając kranu w toalecie czy siadając na desce klozetowej, na której mógł usiąść wcześniej chłopak. Trauma jest tak silna, że dziewczynki odmawiają wspólnych toalet z chłopcami podczas obozów harcerskich. Również siadanie na trawie, bez kocyka według niektórych nauczycieli WDŻ prowadzi do ciąży. Ciężko ocenić u jakiego procenta kobiet, które pobierało takie "nauki" nie będzie miało trwałych urazów psychicznych.



Jest naprawdę źle

Naprawdę jest źle! - mówi po pobieżnej analizie ankiety Antonina Lewandowska, wolontariuszka Grupy "Ponton", konsultantka w zespole Rzecznika Praw Obywatelskich. Jest przerażona, że według pomysłów ministra Czarnka od przyszłego roku szkolnego lekcje WDŻ będą obowiązkowe dla wszystkich uczniów. Uprzedza - "to będzie katastrofa!". Wypaczenie wiedzy na temat współżycia seksualnego, transseksualności, relacjach z partnerami, trwałych związkach, ślubie i posiadaniu własnych dzieci  to zguba dla powstawania w przyszłości zdrowych relacji rodzinnych. Wywoływanie u młodzieży wstrzemięźliwości seksualnej przed ślubem przy pomocy bezproduktywnych bajek, kłamstw i zastraszania, prowadzi donikąd. To że dla MEiN wychowanie do życia w rodzinie ma być "priorytetem polskiej szkoły" jeszcze nic nie znaczy. Sam nakaz by lekcje WDŻ były w środku planu lekcyjnego nie wywoła chęci uczestniczenia dzieci i młodzieży w nudnych i niemerytorycznych lekcjach. Zmienić trzeba przede wszystkim zasady prowadzenia tych lekcji. Konieczne jest ich odpolitycznienie i usunięcie z nich treści ideologicznych i religijnych. Takie lekcje muszą prowadzić nauczyciele, którzy na swoich lekcjach wykorzystują opracowania naukowe, a na niektóre zajęciach zapraszają specjalistów w danej dziedzinie. W przeciwnym razie wiedza ta będzie pozyskiwana przez dzieci z internetu, głównie poprzez filmy pornograficzne i fora na których są narażeni na bezpośredni kontakt z pedofilami.  

Przysposobienie do życia w rodzinie

Nasze społeczeństwo okres PRL-u traktuje jako zarządzaną odgórnie maszynę służącą indoktrynacji społeczeństwa. To dość osobliwe spojrzenie na przeszłość cechuje głównie współczesnych populistów, którzy chcą pozyskać elektorat tworzony na ich kłamstwach. Oczywiście nie oznacza to, że w PRL-u nie było typowych przedmiotów ideologicznych. Do takich należał ówczesny WOS. Oficjalnie była to forma kontynuacji nauki historii współczesnej, ale tak na prawdę była to rejestracja światopoglądu uczniów, a w zasadzie poglądu ich rodziców. Jednak co do przygotowania do życia rodzinnego okazuje się, że w tym zakresie nie było tak źle jak teraz. To nie była resocjalizacja, ale przysposobienie do dorosłego życia. Seksualność człowieka nie była głównym elementem tego nauczania. Podręczniki z tego okresu były autorstwa lub pod redakcją znanej pedagog teorii opiekuńczych Janiny Maciaszkowej (1923-1991). W swoich pracach podkreślała opiekuńczo-wychowawczą rolę edukacji w szkole.  
 
Szkoła musi w sposób merytoryczny odpowiadać na pytania uczniów. Nie może kreować opinii, ale pokazywać źródła wiedzy i ułatwiać dzieciom dotarcie do nich. Nauczyciel ma tłumaczyć ważną i trudną tematykę w oparciu o najnowszą wiedzę naukową. Samo słowo nauczyciel pochodzi od nauki, nie od propagandy ideologii partii, która chwilowo sprawuje władzę! 
 
 

Podręczniki z czasów PRL-u

Kilkanaście lat temu dotarliśmy do podręcznika dla zasadniczej szkoły rolniczej. Podręcznik pochodził z lat 60. ubiegłego wieku i był przeznaczony wyłącznie dla dziewcząt, tak jakby wówczas klasy na tych lekcjach były podzielone na dziewczyny i chłopców.  Podręcznik przygotowywał uczennice do bycia dobrą gospodynią w gospodarstwie rolnym. Oprócz podstawowych informacji na temat zapobiegania ciąży, małżeństwa, opieki nad noworodkiem i wychowywania dzieci, były w nim poruszane tematy dotyczące zachowania higieny w "domu i obejściu gospodarskim", zasad zachowania czystości w pracach ze zwierzętami, przygotowywania i przechowywania pokarmu, robienia przetworów na zimę,  leczenia, udzielania pierwszej pomocy i zaopatrywania ran, szycia, naprawy urządzeń domowych, itp. Z pewnością podręcznik był pisany w formie poradnika dla przyszłych kobiet, które kończyły już swoją edukację. Tak było na wsiach w latach sześćdziesiątych. Z tych podręczników z pewnością kobiety korzystały jeszcze nie raz w dorosłym życiu. Chociażby przy kompletowaniu wyprawki czy pierwszej kąpieli swojego dziecka.  
 

WDŻ przedmiotem fakultatywnym

Z pewnością lekcje wychowania do życia w rodzinie nie mogą być fikcją. Nie mogą być również prowadzone przez przypadkowych nauczycieli, którym brakuje godzin do etatowego pensum. Ze względu na różnice ideologiczne i wyznaniowe, uczniom, a w zasadzie ich rodzicom powinno się zapewnić prawo wybory różnych przedmiotów fakultatywnych. Dotyczy to takich przedmiotów jak: religia, religioznawstwo, WDŻ, filozofia, etyka. One nie mogą być przedmiotami alternatywnymi. Przecież znajomość tych zagadnień wzbogaca wykształcenie dziecka. Również przedmioty te nie mogą się wykluczać. Powinny stanowić kompleksową ofertę nauczania w szkole.
 

Zarys programowy nauczania WDŻ

Przede wszystkim lekcje WDŻ nie powinny być lekcjami Kamasutry. Udział lekcji o seksualności człowieka w całości ramy programowej przedmiotu powinien być wyważony. Z uwagi na intymny i wstydliwy charakter zagadnienia, lekcje te powinny być prowadzone przez wyspecjalizowanych nauczycieli nie uczących na codzień w danej szkole. To z pewnością ośmieli uczniów w zadawaniu kłopotliwych pytań. Antykoncepcja powinna być omawiana z wyróżnieniem zwyczajów kulturowych, czy religijnych. Omawiając temat LGBT, czy transseksualności większy nacisk powinien być nakładany na tolerancję, niż techniczne aspekty tego zagadnienia. Dużo miejsca na lekcjach WDŻ powinno się poświęcić "złemu dotykowi", zagrożeniu pedofilią i przemocą w rodzinie. Dziecko musi mieć pewność, że pedofilia nie jest jego winą, ale winą zboczeńca bez względu na to, czy jest w sutannie, czy w fartuchu lekarza. Musi wiedzieć, że przestępcą seksualnym może być nauczyciel, wujek, ojciec, sąsiad, kolegą ze szkoły, czy jakiś obcy człowiek zapraszający go na lody. Podczas lekcji WDŻ należy uzbroić dzieci w wiedzę jak przeciwdziałać przemocy i gdzie mogą zgłosić dokonane na nich przestępstwo. 
 
 

Miłość i  szczęście

Temat związków, ciąży, czy świadomego rodzicielstwa powinien być omawiany z podkreśleniem radości płynących z założenia własnej rodziny. Nie wolno dziewczynek wprowadzać w traumę strachu przed ciążą. To nie są słupki statystyczne niechcianych ciąż, ale żywi ludzie! One kochają swoje mamy i same chcą być mamami. Czasem ich mamy są w ciąży. Czy to znaczy, że mają mieć za to do nich pretensje o to, że siadły na gołej trawie? Również księżom katolickim, którzy przecież oficjalnie nie mają własnych rodzin, żon i dzieci, nie wolno być nauczycielami WDŻ, a już bezwzględnie nie mogą oni być cenzorami konspektów i ram programowych nauczycieli etyki, czy wychowania do życia w rodzinie. Tak przez lata było w jednym z dużych miast w Polsce, To skutecznie zahamowało w szkołach normalną edukację w tych przedmiotach. 

*Uwaga:
Należy zauważyć, że Grupa "Ponton" zajmuje się organizowaniem edukacji seksualnej dzieci w szkołach. Istnieje więc ryzyko, że ich badania, a zwłaszcza wyciągane wnioski mogą być obarczone nieobiektywnym spojrzeniem na niektóre odpowiedzi respondentów.

Jeśli chcesz, zostaw po sobie ślad w komentarzu, będzie nam miło go przeczytać. Pamiętaj jednak , że w Internecie również obowiązują zasady savoir-vivre. Komentarze łamiące netetykietę (tj. wulgaryzmy, spamowanie, etc.) będą usuwane.

Subskrybuj posty | Subskrybuj komentarze

- Copyright © Inside Your Life | blog lifestylowy - Skyblue - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -