wtorek, 6 lutego 2018


Ze zbieraniem grzybów jest jak z łowieniem ryb. Nie wiadomo czy bardziej lubimy je zbierać czy jeść. Z pewnością pojawia się u nas coś na miarę odwiecznie nam towarzyszącego instynktu łowieckiego dotyczącego zdobywania pożywienia. Trochę na wyższym poziomie niż walka o karpia wigilijnego w gigantycznej kolejce w markecie.


Zbieranie grzybów w mojej rodzinie to tradycja kultywowana z pokolenia na pokolenie


Zbierania grzybów nauczyli mnie rodzice. Oni nauczyli się od dziadków. Można więc powiedzieć, że jest to u nas zajęcie rodzinne. Kiedyś było nawet źródłem dochodów. Wówczas to dziadkowie jeździli na grzyby na miesiąc bądź dłużej w Bory Tucholskie. Konkretnie w okolice Zalewu Koronowskiego do  jednego z ośrodków wczasowych położonych bezpośrednio nad Zalewem.

Takie położenie umożliwiało dostęp do kilku okolicznych lasów typowo grzybowych i przerób grzybów na miejscu. To bardzo ważne, bo zbiór grzybów to tylko połowa sukcesu. Ich przetworzenie jest niemniej ważne. Grzyby trzeba przecież obrać. Posortować - na te co się nadają do zrobienia w occie i na takie przeznaczone do gotowania oraz suszenia.

Aby cały proces się powiódł trzeba mieć odpowiednią kuchnię i suszarkę do grzybów. Nie przypominała ona dzisiejszych suszarek z marketu. Przypominała bardziej blaszane pudło do wędzenia ryb do którego dziadkowie wkładali popularną wówczas farelkę i przykrywali ręcznikiem. Grzyby nadziewali na grube druty stalowe które dodatkowo grzały grzyby od środka. Taka suszarka mogła "przerobić" kilka wiader grzybów jednej nocy. Po takim miesięcznym pobycie dziadkowie wracali do domu z kilkoma workami 110l grzybów suszonych. Wówczas naturalną koleją rzeczy było to iż je sprzedawali. W ten sposób uzupełniali sobie niezwaloryzowane renty i pozwalało im to spokojnie dożyć do kolejnego wyjazdu za rok.

Teraz ten las jaki zapamiętałem z pobytów z dziadkami ogromnie się zmienił. Nie żeby nie było tam grzybów, ale dawne szkółki leśne wyrosły a niektóre lasy wycięto, zwłaszcza w ostatnich miesiącach. Na szczęście ten rejon ominęła ubiegłoroczna trąba powietrzna. Za to był tam kataklizm w 2003 roku i pięć lat później. Z murowanych domków kempingowych nic nie zostało.


Dziadek mówił, że sezon grzybowy jest "dobry" gdy w pół godziny uzbiera się dwa 20l wiaderka grzybów. Tak zwanych podgrzybków. Gdzieniegdzie nazywają je czerwonymi łepkami. Kilka razy jeździliśmy w te lasy i nigdy nie widziałem już takiej ilości grzybów. No może raz na jednej z wysepek, gdzie można było dopłynąć jedynie kajakiem. Na tej bezludnej wyspie zebraliśmy cztery wiadra borowików. Jakaż była duma z powrotu do przystani. Zazwyczaj ludzie płyną w tamto miejsce na ryby bo w pobliskim jeziorku połączonym wąską rzeczką można ponoć złapać sielawę.


Vademecum grzybiarza


Grzyby najlepiej zbiera się we wrześniu i październiku. Teraz lata są suche więc wcześniej można je jedynie znaleźć w terenach podmokłych i nad zbiornikami wodnymi. Bory Tucholskie w okolicach Zalewu Koronowskiego to tereny zalewowe. Zaporę wybudowano w 1960 roku. Gdy się poziom wody podniósł w okolicy powstało wiele oczek wodnych nad którymi są tereny bagniste. Tam grzyby rosną nawet w suche lato. Wystarczy wycieczka wokół takiego jeziorka i mamy wiaderko czy dwa koźlarków, rzadziej krawców.

Kożlarze. Kożlarze to grzyby, które lubią brzozy. Są twarde i rzadko kiedy robaczywe. Kiedyś można było je zbierać w młodych przecinkach wśród wysokich traw. Brzózek już dawno nie było, ale grzyby jeszcze tam rosły przy młodych świerkach i jodłach przez które trudno się przecisnąć. Takie szkółki leśne są wymarzonym miejsce dla maślaków i kani.

Maślaki. Niestety zbierając maślaki trzeba się trochę poczołgać i nakłuć. Warto jednak znieść te niewygody gdy maślaki nie są robaczywe. Niestety, te grzyby łatwo "łapią" robaki i do tego strasznie brudzą ręce. Dziadek nie lubił ich zbierać. Robił to jednak (niechętnie) gdy pojawiało się od babci zamówienie na grzyby do marnowania. Maślaki świetnie się do tego celu nadają. Obierał je ze śliskiej i klejącej osłonki kapelusza (jeszcze w w lesie) by nie brudzić pozostałych grzybów w wiadrze. Maślaki to grzyby stadne. Jak znajdziesz jednego to wiadomo że wkoło będzie ich więcej. Koźlarki i krawce też tak rosną ale maślak to pewniak. Podobnie jak kurki.

Kurki. Bardzo lubię zbierać kurki. Co roku pierwszy zbiór kurek idzie na pyszną pizzę. Kurki łatwo pomylić z grzybami niejadalnymi. Mają jednak swoisty zapach - tak samo zresztą jak kanie. Kurki i kanie to jedyne grzyby blaszkowe jakie zbieram. No jeszcze późną jesienią zbieramy czasem opieńki, ale tylko jak nie ma innych grzybów.


Borowiki. Nie wartościuję grzybów. Jednak z pewnością borowiki są wyjątkowe. Często można je spotkać pod dębami. Czasem idąc ścieżką widzimy jak w oddali rośnie dąb. Na 50% będzie tam borowik zwany też prawdziwkiem. Są też tak zwane siniaczki. Tak nazywają się prawdziwki piaskowe. Rosną one na piaszczystym podłożu. Najczęściej w przeoranych przecinkach ściółki. W wielu lasach dobrzy gospodarcze lasu robią takie przecinki by uniemożliwić przenoszenie się ognia w przypadku pożaru ściółki. W tych przecinkach można znaleźć takie grzyby. Kaszubi na te grzyby mówią hubale. Mają jasnopomarańczowe łepki a pod spodem są ciemne. Jak się przetnie szybko sinieją. Dużo ilości tych grzybów zebrałem kiedyś nad samym morzem - na Wyspie Sobieszewkiej. Można je marnować lub suszyć. Pasują do rosołu tak jak borowiki. Muszą być też dobre do marnowania tak samo jak kurki i maślaki.

W piaskach lubią rosnąć jeszcze inne grzyby nadające się do marnowania - gąski zielone. Ciężko pomylić tego grzyba, bo blaszki pod spodem mają ten sam kolor co łepki. Te grzyby rosną niedaleko Końskich i w lasach pod Piotrkowem. Trzeba jednak umieć je zbierać. Nie zawsze są widoczne spod piasku. Jak zobaczycie w takim miejscu dziwnie wyglądający wzgórek, to może to być znak, że właśnie tam schowały się w piasku.

Oczywiście najwięcej, na masową skalę zbiera się podgrzybków, zajączków lub sitarki (sitaki). Podgrzybki różnią się od zajączków tym że mają gładkie, świecące kapelusze. Zajączki mają łepki matowe. Mogą być zielone lub ciemnobrązowe. Sitarki mają większe dziurki w gąbce pod kapeluszem. Pewnie przez to łatwo są atakowane przez robaki. Ten grzyb prawie na pewno jest robaczywy,. Chyba że jest młody. Sprawdzając go nie wystarczy przeciąć nóżkę. Lepiej od razu naciąć kapelusz. W innym przypadku do domu przyniesiemy wiadro robaków, które chętnie migrują po wiaderku. W ten sposób zarażą inne zdrowe grzyby.


Podgrzybki nawet duże, stare "kapcie" są często zdrowe. To zależy od roku. Sprzymierzeńcem w zwalczaniu robaków na tym grzybie są chrząszcze - żuki. Gdy taki zamieszka w grzybie skutecznie ochroni go przed robakami.  Późną jesienią po pierwszych przymrozkach kiedy w lasach jest coraz mniej grzybów przestajemy grymasić i zbieramy co jest. Najczęściej zbieram wówczas kanie na Wigilię.

Kanie (zwane też sowami) jak już wspomniałem najlepiej poznać po zapachu. Jest z rodziny pieczarek więc pachnie swoiście. Niektórzy mylą je z najgroźniejszym grzybem trującym w lesie sromotnikiem - muchomorem zielonym. Pamiętaj jednak, że gdy masz wątpliwości co do gatunku grzyba to zawsze lepiej będzie zostawić tego grzyba w lesie.  Nigdy nie wsadzaj go do wiadra z myślą, że potem kogoś zapytasz. Grzyby się kruszą, a nawet mały kawałek muchomora może zabić lub spowodować nieodwracalne zmiany w wątrobie.

Kania - sowa jest przede wszystkim w brązowe kropki. Tym się różni kolorystycznie od muchomora sromotnikowego. Smażona smakuje jak kotlet schabowy, od kilku lat jest naszą potrawą Wigilijną. Suszymy ją i delikatnie wkładamy do plastikowego pojemnika. Przed Wigilią delikatnie wyjmujemy i tak jak kotlety sojowe moczymy w mleku lub bulionie. Następnie smażymy.

Grzyba można też "sprawdzić" gdy po przełamaniu dotkniemy go językiem. Jak szczypie to znaczy, że coś jest nie tak. Tak łatwo rozpoznać szatany (goryczaki). To jedyny grzyb z  gąbką pod spodem, który nie jest jadalny. Zawiera żywicę która wywołuje ostry rozstrój żołądka. Szatan wygląda jak prawdziwek, z tym że ma blado brązowy kapelusz, żółtawą nóżkę i jasnoróżową gąbkę pod kapeluszem. Czasem przypomina koźlarka, jednak koźlak różni się ciemno brązowymi kropkami na gąbce i nóżce.

Podobno moja prababcia zbierała w listopadzie grzyby listopadówki i olszówki. Nigdy jednak nie miałem odwagi iść w jej ślady. Dopiero niedawno przekonałem się do opieniek. Głównie ze względów kulinarnych. Przygotowane na masełku są bardzo smaczne.


Zbierając grzyby pamiętajmy, że chłoną one bardzo zanieczyszczenia. Po awarii w Czarnobylu zbieranie grzybów było przez kilka lat zakazane. Dlatego nie zbierajmy grzybów które rosną wzdłuż dróg o dużym ruchu samochodów. Będziemy mieć wówczas grzyby nasiąknięte ołowiem ze spalin samochodowych. Najmniej zanieczyszczone są grzyby są z głębi lasu. Z tą myślą warto poszukać własnych miejsc z dala od smogu i spalin.

Na grzyby jeździliśmy do wielu lasów. Praktycznie wszędzie są jakieś duże kompleksy leśne.
Jeszcze są, chociaż wiele wykarczowano.

Oczywiście największe ilości grzybów są w mało uczęszczanych puszczach. Nie znaczy to jednak, że za grzybami musimy robić setki kilometrów, o ile zbieramy grzyby na własne potrzeby. Mam też mieszane uczucia co do wycieczek na grzyby w większym gronie. Zwłaszcza, że najczęściej towarzyszy im popijawa. Lepiej wówczas iść ze znajomymi po prostu do knajpki, niż udawać wyjazdowe grzybobranie.

W ostatnich latach zbieram grzyby nie dalej niż 50 km od domu a mieszkam w dość dużym mieście. W lasach, gdzie jak mówią "nie ma grzybów" mam swoje miejsca i zagajniki, które nigdy mnie nie zawodzą. Poza tym ciężko szukać grzybów w lesie, którego się nie zna. Wówczas skupiamy się na tym by nie zabłądzić, a nie na szukaniu miejsc, gdzie rosną grzyby.

W internecie możemy znaleźć strony na których są zaznaczane miejsca występowania grzybów. Za bardzo im nie wierzę bo kto zdradzi swoje sprawdzone lasy? :-) Za granicą na grzyby raczej nie chodziłem. Jednak znajomi którzy mieszkają w Szwecji często tam zbierają grzyby. Przypominają one nasze hubale. Oczywiście grzybów nie wyrywamy z korzeniami. Ja najczęściej odcinam ogonek w miejscu gdzie rosną. To gwarantuje, że nowe po kilku dniach  wyrosną w tym samym miejscu.



Co do przetwarzania zebranych grzybów, to oprócz suszenia grzyby gotuję i zamrażam. Mam dość duży zamrażalnik więc mam sporo namrożonych grzybów, które wykorzystuję do sosów lub jako samodzielne dania. Część grzybów suszymy: borowiki, kanie i podgrzybki. Grzyby w occie nie cieszą się u nas dużym powodzeniem.

#gdzie na grzyby #borowiki #podgrzybki #grzyby #kanie #koźlaki #kurki #maślaki #Bory Tucholskie


Jeśli chcesz, zostaw po sobie ślad w komentarzu, będzie nam miło go przeczytać. Pamiętaj jednak , że w Internecie również obowiązują zasady savoir-vivre. Komentarze łamiące netetykietę (tj. wulgaryzmy, spamowanie, etc.) będą usuwane.

Subskrybuj posty | Subskrybuj komentarze

- Copyright © Inside Your Life | blog lifestylowy - Skyblue - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -