wtorek, 2 stycznia 2018


Planując wakacje, czy wypad za miasto zastanawiamy się gdzie jechać. Góry, morze, jezioro? O ile nad wodą wolimy raczej ciepłe dni to w górach jest zawsze doskonała pogoda. Poza tym góry są na każdą kieszeń. Możemy sobie wybrać sanatorium z basenem w Złockiem, ale również nieco tańszy apartament w Wiśle, pokój w Sromowcach, czy przespać się w schronisku na Przehybie.  Można też wziąć karimatę i poszukać noclegu na łonie przyrody "na dziko" lub przy schronisku. Są też bazy namiotowe jak chociażby moja ulubiona baza namiotowa SKPB "Pod Wysoką" w Jaworkach, gdzie można spać w wojskowych namiotach 12-sto osobowych. To świetne miejsce. Pod samą Wysoką nocowało się kiedyś w owczarni, która niestety spłonęła. Spało się na sianie we własnych śpiworach, a wokół były setki owiec wraz z gazdami i psami pasterskimi. Możliwość obcowania z przyrodą i ludźmi, którzy żyją tam na co dzień od pokoleń. Mają własną gwarę i zwyczaje. Pamiętam, jak w Gorcach juhasi porozumiewali się między sobą jodłując, lub grając na trombicie. Tak samo jak w Koniakowie podczas występów dla turystów. Do tego piękna stylowa architektura. Największe wrażenie zrobiły na mnie domy w Lipnicy Wielkiej pod Babią Górą. Długie budynki, gdzie pod jednym dachem jest część mieszkalna, obora i stodoła. Chyba właśnie dlatego wolę Beskidy od Sudetów. Bo tam czuć duszę gór.

Moja wyprawa w Beskidy


↪ Wycieczki w góry najczęściej zaczynałem na stacji kolejowej w Wilkowice-Bystra. Łatwo tam dojechać bo pociągi bezpośrednie do Żywca ciągle jeżdżą z wielu zakątków Polski. Jak miałem dobry czas to na chwilkę zaglądałem do Muzeum Juliana Fałata. Potem chodnikiem przez wieś do kolejki na Szyndzielnię  (1026 m n.p.m.) i do góry gondolą. Z doświadczenia wiem, że chociaż to nie jest ciężka droga, to jako pierwsza górka "do zdobycia" po zimowym letargu  kosztuje najwięcej potów. Dlatego wolę na nią wjechać. Na Szyndzielni jest schronisko, ale wolę uciec od ludzi na pobliski Klimczok.Tu można poczytać skąd wzięła się nazwa Klimczok. Otóż w XVII wieku góra ta była kryjówką zbójników, którym przewodzili bracia Klimczakowie. Wojciech, Mateusz i Jan. Wspomagali oni ubogich rabując okolicznych bogaczy niczym Janosik z Terachovej. Podobnie jak Janosikowiwokół nich  też narosła legenda. Z tym, że w tym przypadku zasługi trzech braci połączono w jednego legendarnego Klimczoka.

↪ Z Klimczoka schodzimy na dół do Szczyrku. By ponownie wspinać się na najwyższą górę Beskidu Śląskiego - Skrzyczne (1257 m n.p.m.). Górę te widzieliśmy już po wyjściu z pociągu. Ma na szczycie charakterystyczną wierzę RTON. Do podejścia w górę mamy blisko 600 m więc leniuszki mogą ponownie skorzystać z kolejki, tym razem krzesełkowej. Na szczycie mamy schronisko, zazwyczaj bardzo zatłoczone, hałaśliwe, z dużym tarasem z którego można oglądać miasto Żywiec, Jezioro Żywieckie i góry Beskidu Żywieckiego. Przy dobrej pogodzie w oddali za miastem widać Beskid Mały i oddalony Beskid Makowski. 


↪ Teraz kierujemy się wzdłuż grzbietu góry w stronę Baraniej Góry. Kiedyś grzbiet góry był gęsto zalesiony. Teraz to całkiem odsłonięte tereny w kikutami korzeni pamiętających czasy, gdy był tu świerkowy bór. Las ten "został zabity" w dwóch etapach. Najpierw w 2004 roku przeszła tamtędy trąba powietrzna, pustosząc hektary lasu. Historię dopełnił kornik i od 2008 roku można powiedzieć, że las przestał istnieć. Z uwagi na odsłonięty teren latem trzeba pamiętać o napojach, a w chłodne dni zabezpieczyć się przed wiatrem. Po drodze mijamy Malinowską Skałę, z przeuroczą jamką idealną na zjedzenie posiłku. Skręcając w kierunku Przełęczy Salmopol dojdziemy do kilku jaskiń. Najbardziej znaną jest Jaskinia Malinowska. To 10 metrowa szczelina o wejściu 2,5 metra na 60 cm zabezpieczona metalowymi drabinkami. Wewnątrz sporych rozmiarów sala 9,5 metra na 13,5. Zejście do jaskini dość trudne. Wymaga latarki i odpowiedniego sprzętu wspinaczkowego. Jest to miejsce raczej dla zaawansowanych turystów. Na pierwszą półkę skalną prowadzi metalowa drabinka oparta o skałę (nie przymocowana). Dalej zejście bez sprzętu alpinistycznego jest praktycznie niemożliwe.

↪ Amatorom jaskiń polecam niedawno odkrytą i już udostępnioną Jaskinię Żółtodzioba na terenie Bielsko Białej. Wracając na szlak grzbietowy omijamy Zielony Kopiec i Magurkę Wiślaną.  Schodząc w kierunku Węgierskiej Górki można byłoby zobaczyć skałki na  Magurce Radziechowskiej. Mijając Baranią Halę wchodzimy w obszar rezerwatu okalającego obszar źródliskowy na zachodnim zboczu Baraniej Góry (1220 m n.p.m.). Na szczycie mamy wybudowaną wierzę widokową. Źródła pod Barania Góra dają początek Białej i Czarnej Wiśle. Obie Wisełki łączą się w Jeziorze Czerniańskim w jedną Wisłę, naszą najważniejszą rzekę. Jest to jezioro sztuczne wybudowane w 1973 roku. Od nazwy rzeki bierze też nazwę miasto Wisła.  

Wisła to duże i rozciągnięte miasto. Będąc w okolicy koniecznie trzeba tam zajrzeć. Przede wszystkim to miasto dla sportowców. To tu urodził się i stawiał swoje pierwsze kroki Adam Małysz. Na zmodernizowanej skoczni narciarskiej w Wiśle Malince odbywają się cyklicznie zawody na które przyjeżdżają najlepsi skoczkowie z całego świata. Podobnie jak w Szczyrku, w Wiśle jest kilka ośrodków narciarskich. Wisła to również centrum, gdzie trenują kolarze. W okolicy sporo jest tras kolarskich. Zarówno dla kolarzy szosowych jak i górskich. Na Stożku jest nawet specjalna rynna do zjazdu na rowerach. Często są organizowane zawody kolarskie zwłaszcza na Kubalonce. Są też tam trasy biegowe i narciarstwa biegowego. W Wiśle jest również bogato wyposażone centrum przygotowań paraolimpijskich. Czynny wypoczynek umożliwiają baseny oraz hale sportowe. 

Wisła to również miejsce, gdzie mają swoją rezydencję urzędujący prezydenci Polski. Zameczek został wzniesiony na przełomie 1929 i 1930 roku dla prezydenta Ignacego Mościckiego. To kompleks trzech budynków i drewnianego kościółka w którym odbywają się msze w obrządku katolickim i nabożeństwa kościoła ewangelicki-augsburskiego. W rejonie Wisły jest dużo więcej ewangelików niż katolików. W pobliskim Dzięgielowe jest Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Odbywają się tam cykliczne spotkania młodzieży i zjazdy ewangelików. Są też domy dla emerytowanych księży i ich rodzin.
↪ Zwiedzanie centrum Wisły można połączyć ze szlakiem granicznym Beskidu Śląskiego. W tym celu najlepiej dojechać do Ustronia do kolejki linowej (krzesełka) na Wielką Czantorię (978 m n.p.m.). Potem dość długą, ale ciekawą trasą dojść przez Przełęcz Be3skidek, Soszów Mały i Wielki do Stożka Wielkiego (978 m n.p.m.). Ze stożka obok skał Kiczory schodzimy do Kubalonki i Wisły.
↪ Celem kolejnego dnia wędrówki będzie malownicza wieś Koniaków położona na grzbiecie góry z jej najwyższym wzniesieniem Ochodzita (894 m n.p.m.) i sąsiadujący z nim Koczym Zamkiem. Droga przez wieś i sam dojazd to nie lada wyzwanie zimą. Niezalesiony grzbiet góry jest łatwym celem zamieci śnieżnych. Koniaków wraz z Istebną i Jaworzynką tworzy tak zwaną trójwieś. Razem z okolicznymi osadami jest to dość gęsto zaludniony obszar. Mieszka tam ponad 20 tyś. ludności. Mieszkańcy bardzo dbają o zachowanie folkloru. W ośrodku kultury działa prężny zespół muzyczny. Przed laty najbardziej rozpoznawalną postacią tego rejonu był Józef Broda, nauczyciel folkloru i muzyk. Teraz schedę po ojcu przejął muzyk ludowy Joszko Broda. W okolicy jest duża ilość wyciągów narciarskich (Ochodzita, Złoty Groń). Latem odbywają się tam zawody kolarskie tak zwana Pętla Beskidzka.

↪ Koczy Zamek jest ostatnim wzniesieniem grzbietu. Za nim jest obniżenie oddzielające Beskid Śląski od Beskidu  Żywieckiego. Tak zwana Brama Koniakowska. Z Koniakowa kierujemy się na południe w kierunku Zwardonia. Kiedyś schodząc do Zwardonia można było z góry podziwiać jak wzdłuż potoku przemieszczał się pociąg ciągnięty przez parowóz. Teraz ten widok zakłóca droga szybkiego ruchu łącząca autostradę w Żylinie z drogą szybkiego ruchu w Żywcu. Niestety jest niemal w całości ukończona jedynie po stronie Słowackiej. W Polsce mamy do czynienia z "drogą szybkiego ruchu" dwukierunkową, a w okolicy Milówki od lat nic się nie robi w tej kwestii. Po stronie słowackiej mamy piękną autostradę biegnącą tunelami i mostami. Wstyd, że w Milówce nie można zrobić prostej drogi na krótkim kilkukilometrowym odcinku.  


↪ Następnego dnia docieramy szlakiem granicznym do Wielkiej Raczy (1236 m n.p.m.). Kocham widok z tej góry. Niestety, ostatnio mam pecha i niemal nic z niej nie widać. To na Wielkiej Raczy zakochałem się w  Małej Fatrze. To pasmo górskie południowe. Z daleka wygląda jak pęknięta góra. Dopiero na miejscu okazuje się, że to są dwie różne góry odwrócone do siebie skalistymi przepaściami. Wielki Rozsutec i Mały Rozsutec. Schronisko na Wielkiej Raczy miało kiedyś na samym szczycie boisko do siatkówki, podobne do tego co jest obecnie na Rysiance. Z tą różnicą, że było to boisko na samej granicy. Piłkę wyautowaną trzeba było gonić na Słowacji lub w Polsce. A są tam spore spadki i piłka szybko "ucieka".


↪ Dalej podążamy szlakiem granicznym, ale tym razem kierujemy się na wschód. Na wysokości Rezerwatu Śrubita usłyszałem niedawno huk pił mechanicznych. Nic dziwnego, dobra zmiana walczy widać z rezerwatami przyrody. Robiły tyle hałasu że spłoszyły nawet niedźwiadka, który zaufał znakom informującym o rezerwacie. Co ciekawe - sądząc po używanym przez pracowników języku, drwale byli zza wschodniej granicy. Przy Przełęczy Przegibek nie omieszkałem zajrzeć do schroniska. Tym bardziej, że była burza i planowałem dalej iść niebieskim szlakiem, który dawno temu nazwałem złośliwym jak teściowa. Szlak ten ma zrywy, wije się pod górę, po czym łagodnie opada i ponownie stromo wznosi w górę. Można się nieźle nasapać. Natomiast na Przegibku dawno, dawno temu jadłem najwspanialszą ogórkową z ryżem. Teraz dostałem grzybową. Była ok. Po męczarni teściowej docieramy do Bacówki na Rycerzowej (1226 m n.p.m.). Pamiętam jak otwierali tę bacówkę. Gdy pachniała żywicą, i miała takie śmieszne, niebieskie lampki. Dziś to bardzo klimatyczne miejsce gdzie można wybrać się na koncert kogoś z Krainy Łagodności. Prowadzą też tam cykliczny wrześniowy festiwal Gitarą i Grulem . Często występuje tam Cisza jak ta. Lata siedemdziesiąte czyli lata komuny były czasami gdy budowano zbiorniki wodne (Wisła Czarne) czy bacówki turystyczne (Rycerzowa, Krawców Wierch, Wierchomla, Maciejowa). Dziś tylko niszczą nieremontowane -  jak to schronisko w Wiśle nad Zaporą, na Przysłopie, czy jak Sanatorium w Żegiestowie. Oczywiście na imprezę z Gitarą i Grulem musimy zabrać ze sobą namiot bo schronisko ma jedynie 25 miejsc noclegowych.

↪ Podążając w stronę Pilska odwiedzamy kolejną bacówkę na Krawców Wierchu (1038 m n.p.m.). 
Ponieważ droga nam się dłużyła po muzykowaniu na Rycerzowej pytaliśmy idących z przeciwka o atrakcjach w tej bacówce. Przewijała się jedna, ciągle ta sama kwestia. Pyszne pyzate racuszki od pyzatej dziewuszki. Brzmiało to tak jakby się wszystkie osoby mijane na szlaku umówili. Dosłownie każdy kolejny napotkany wędrowiec to mówił. Po opuszczeniu bacówki trafiliśmy na spore pokłady błota na szlaku. Niby jest to grzbiet góry, a błoto po kolana. Trzeba było się osuszyć i odpocząć przed Pilskiem więc skręciliśmy na Rysiankę (1322 m n.p.m.). Lubię to schronisko zwłaszcza w zimie. Często go odwiedzam gdy załatwimy sobie nocleg w szkole w Złatnej. Na Rysiance i sąsiadującej Lipowskiej (1324 m n.p.m.) są fajne ośle łączki z wyciągami, gdzie bez tłoku można się pobawić na snowboardzie lub nartach. Kiedyś przy schronisku były dwa psy rasy chow chow które były wspaniałą atrakcją dla dzieci. Nawet można było spotkać pocztówki z tymi psami siedzącymi przed schroniskiem. Widać, że właściciele lubią psy, bo i teraz jest tam całkiem spora gromadka chętnie towarzysząca turystom. Niemal na samo Pilsko poszedł z nami biały, miejscowy kundelek.


Pilsko (1557 m n.p.m.) i Babia Góra (1725 m n.p.m.) to najwyższe góry Beskidu Żywieckiego. Łatwe do zdobycia latem przy dobrej pogodzie. Jednak przy gorszej widoczności, a zwłaszcza zimą są niezwykle niebezpieczne. Przede wszystkim dlatego że mają bardzo rozłożyste wierzchołki. Nawet latem można pogubić się na szczycie zwłaszcza, gdy jest mgła lub niski poziom chmur. Już niejedna grupa niedzielnych turystów pogubiła się całkowicie schodząc na Słowację zamiast do Polski. Dlatego radzę bardzo uważać i nie sprawdzać granic swojej pewności siebie. 

Szczyt Pilska leży po stronie Słowackiej. Dlatego często mówi się że leży on nie w Beskidzie Żywieckim, ale w Beskidzie Orawskim. Przez Pilsko przebiega Wielki Europejski Dział Wodny co oznacza, że woda ze strumieni z tej góry wpada do Morza Bałtyckiego lub Czarnego. Wierzchołek pokryty jest labiryntem wysokiej kosówki. To utrudnia orientację bez kompasu. W 1980 roku podczas grudniowego treningu na Pilsku zgubiła się grupa źle ubranych (niedopasowanych do warunków pogodowych) 16 sportowców. Błąkali się po szczycie do zmroku, a w nocy temperatura spadła do 12 stopni poniżej zera. Trzy osoby zmarły z wychłodzenia, pozostałe miały silne odmrożenia. To jednak nie uczy respektu. Co roku góra zbiera śmiertelne żniwo. Podobnie było ostatnio w lutym 2017 roku (gdy osoby zmarły z powodu wyziębienia).

↪ Z Pilska czeka nas spore zejście. Idąc szlakiem granicznym zejdziemy 750 metrów w dół (Przełęcz Glinne) by potem powoli piąć się w pasmo Babiej Góry. Przy złej pogodzie można ominąć wierzchołek idąc czerwonym szlakiem przy schronisku na Hali Miziowej. Zimą jest tam sporo narciarzy, bo to bardzo popularne miejsce dla narciarzy. Do Hali Miziowej z Korbielowa prowadzi wiele wyciągów i tras zjazdowych. Od Pilska do Babiej Góry nie ma za bardzo miejsc noclegowych, poza bazą namiotową Katowickiego SKPB na wysokości Głuchaczek i na Jaworzynie. Jest też Schronisko we wsi Głuchaczki, nieco oddalone od szlaku. W drodze na Babią Górę możemy zaoszczędzić trochę drogi skrótem przez Słowację (żółty szlak). Nawet w PRL-u pozwalano tamtędy chodzić turystom. Przy dobrej pogodzie i w miarę dobrej kondycji oraz odpowiednim stroju (buty trekingowe!) możemy wybrać się najpierw do schroniska na Markowych Szczawinach by następnie wejść na szczyt Babiej Góry jednokierunkową Percią Akademika.  To całkiem nowe schronisko. Poprzednie po prostu zgniło po 100 latach użytkowania. Nie nadawało się już do remontu więc je rozebrano i postawiono nowe w 2010 roku. W nowym schronisku są nawet pokoje z łazienkami, co absolutnie w niczym nie przypomina dawnego, ciemnego, zagrzybionego schroniska. 

Perć Akademika to taki przedsmak Tatr. Z uwagi na niebezpieczeństwo lawin szlak jest okresowo zamykany. Perć Akademika to z pewnością jeden z trudniejszych szlaków w Beskidach. Może oprócz wejścia na Trzy Korony. Jednak w niczym nie przypomina przewieszek na Małym i Wielkim Rozsutcu. Jedyne co może dodawać niektórym adrenaliny to skalna półka z asekuracją łańcuchem i kilka klamer na skale po której wchodzimy by się nie poślizgnąć. Babia Góra przypomina mi miniaturę masywu Chopoka w Niskich Tatrach. Jest to najwyższy szczyt poza Tatrami. Mówiąc Babia Góra odnosimy się zazwyczaj do masywu, bo sam szczyt jest nazywany Diablak od niemieckiej nazwy Diabelski Szczyt. Głównie dlatego, że przypomina usypaną przez babę stertę kamieni. Jednak dla mieszkańców Orawy to święta, kapryśna góra. Ja nazwę wiążę z nieco innym szczegółem. W 1967 roku na szczycie Diabelskiej Góry wmurowano tablicę (stalową) dla upamiętnienia 55 rocznicy odwiedzin tego miejsca przez Włodzimierza Lenina. Lenin przykuty do skały stanowił natchnienie dla potrzebujących 🚾 wędrowników, którzy zapomnieli lub nie chcieli skorzystać z mało sympatycznego wychodka w dawnym schronisku na Markowych Szczawinach. Wychodek przy skałce z przykutym Leninem świetnie do tego pasował. Polska tablica chyba się nie zachowała, ale jest za to tablica która była po stronie słowackiej.


Zawsze po zaliczeniu Babiej Góry mam dylemat. Czy schodzić i podziwiać Orawy, czy iść dalej górami w stroną Turbacza. Kiedy pierwszy raz byłem na Orawach byłem zafascynowany architekturą. Te domy podłużne z częścią mieszkalną, oborą i stodołą w jednym ciągu. Praktycznie ludzie nie musieli wychodzić na dwór by oprzątać zwierzęta, dać im jeść. W wielu domach wzdłuż elewacji jest weranda. Umożliwia to łatwe przechodzenie między pomieszczeniami zimą co dodatkowo ogrzewało wnętrze. Taka weranda była w schronisku na Markowych Szczawinach, taka jest na w schronisku na Rysiance, czy na Wierchomli. Podobne rozwiązanie widziałem również w Stefanowej w Małej Fatrze. Tam taka weranda wzdłuż domu też występuje na wielu posesjach. 

↪ Wybieramy czerwony szlak i podążamy w kierunku Rabki. Po drodze mijamy Policę (1369 m n.p.m.) i schronisko na Hali Krupowej. W dalszym ciągu podążamy Wielkim Europejskim Działem Wodnym dzielącym wody na te co płyną do Bałtyku i do Morza Czarnego. 2 kwietnia 1969 r. na stokach Policy rozbił się samolot PLL LOT. W katastrofie zginęli wszyscy pasażerowie wraz z obsługą. Razem 53 osoby, w tym znany językoznawca Zenon Klemensiewicz. Zdarzenie to upamiętnia krzyż ze stosownym napisem. Na krzyżu umieszczono dodatkową tabliczkę wykonaną z resztek poszycia samolotu. Przy okazji umieszczono też tabliczkę  z informacją o oddziale partyzanckim działającym w tym rejonie (jakby miał jakiś udział w tej katastrofie...). Taki słup ogłoszeniowy. Przyczyną katastrofy był błąd nawigacji pilota i złe wyposażenie lotniska w Krakowie.
Na Policy znajduje się też Jaskinia Oblica. To najdłuższa i zarazem najgłębsza jaskinia w całym Beskidzie Żywieckim. Długości korytarzy 416 m, głębokość 21 m.




↪ Za Rabką Zdrój dojdziemy do trzeciej bacówki wybudowanej w latach osiemdziesiątych na polanie Przysłop pod Maciejowej. To świetne miejsce wypadowe do zimowych wycieczek na Turbacz (1310 m n.p.m.).  Tenis na śniegu, czyli w rakietach na Turbacz. To oferta organizowana przez przewodników z Krakowa. Rakiety śnieżne to w skrócie połączenie mini raków z wielką płetwą. Do tego kijki trekingowe i zima w górach nie jest śnieżna. Świetnie pokonuje się kopny śnieg jak i zlodowaciałe kałuże, których nie brak w drodze na Turbacz. Oczywiście na biegówkach będzie szybciej, no ale tylkow przypadkach gdy ktoś potrafi pokonywać wzniesienia. W końcu trochę trzeba iść pod górę. Poza sezonem zimowym trasa z Rabki na Turbacz jest najwyższym punktem polskich maratonów MTB.

O ile bacówka na Maciejowej ma klimat górski, to schronisko na Turbaczu bardziej przypomina hotel. Zwłaszcza zimą. Latem, znaczna część życia schroniskowego przenosi się na dwór, czy jak to mówią Krakusy "na pole". Najwspanialszy jest wypas owiec na halach w pobliżu schroniska. Jodłowanie juhasów, dobry widok na Tatry i Pieniny. Przy dobrej pogodzie możemy zobaczyć też Babią Górę i Małą Fatrę z jej wszystkimi szczytami. Najlepsze zdjęcia wychodzą gdy Tatry wyłaniają się spod pierzynki chmur. Patrząc w drugą stronę, gdy nie było lasu, można było zobaczyć przez lornetkę Kraków. Turbacz to najwyższy szczyt w Gorcach należący do Beskidów Zachodnich. W pobliżu schroniska znajduje się przekaźnik RTON i telefonii komórkowej. Z drugiej strony budynek muzeum- gdzie możemy poznać historię schroniska i ruchu oporu podczas II Wojny Światowej.



↪ Z Turbacza kontynuujemy naszą wyprawę po górach do szczytu Lubania (1211 m n.p.m.) i znajdującej się na nim bazy namiotowej.  Na Lubaniu mamy wieżę widokową i bliżej do Pienin i Jeziora Czorsztyńskiego. Widać nawet Beskid Sądecki i Przehybę. Zazwyczaj z Lubania przez Krościenko wędrowaliśmy dalej na Przehybę (Prehybę  1158 m n.p.m.) i dalej na Jaworzynę Krynicką. Tym razem zejdziemy na dół w Pieniny. Po drodze znajduję potwierdzenie, że pies w górach powinien mieć założony kaganiec. No chyba, że nie jada jaszczurek tak jak nasza sunia. Ona na szczęście boi się wszystkiego i patrzy się na nas przy każdym nieznanym jej zwierzęciu, a nawet krzaczku. Potrafi zjeżyć się na widok dziwnie wyglądającego korzenia, a co dopiero kolorowej salamandry. Pewnie dlatego wejście w Pieniny z psem jest zabronione. Dlatego fundujemy sobie apartament w Sromowcach Wyżnych, aby zostawiać sunię gdy będziemy wybierać się w góry.

Wczasy w Sromowcach Wyżnych to strzał w dziesiątkę. Można spędzić tam dwa tygodnie i każdego dnia robić coś innego. Zacznijmy od Zalewu Czorsztyńskiego i zamku. Przyznam, się że ciężko jest oglądać coś co zostało tak bardzo zmienione. Pamiętam jak wyglądała budowa i jak wyglądał dawny Czorsztyn. Żal mi tamtego widoku. Nawet brałem udział w protestach przeciw budowaniu tamy. Zwłaszcza że to jedyny obszar w Polsce gdzie mogą być trzęsienia ziemi. No ale skoro było to potrzebne...


Zapora w Niedzicy powstała w 1997 roku. Budowano ją niemal 30 lat. Odkryto przy tym sporo jaskiń, które trzeba było zacementować. Jezioro ma 9 km długości i około 1,5 km szerokości. Dunajec jest bardzo kapryśną rzeką. Odprowadza wody z Tatr, Podhala i Gorców. W tym rejonie często notowano powodzie. Tama uchroniła mieszkańców już przed kilkoma. Na wycieczkę po zalewie może zabrać nas ośmioosobowa gondola. Rejs wyrusza z przystani przy zamku Czorsztyńskim i trwa niecałą godzinę. W tym samym dniu możemy zwiedzić ruiny zamku w Czorsztynie i zamek w Niedzicy. Zamek ten znamy z filmu Janosik. Niedzica była też świadkiem pierwszych rozmów między Jarosławem Kaczyńskim, a Wiktorem Orbanem. Jeszcze nie wybudowano tam muzeum poświęconego "pertraktacjom na szczycie". Z rozmów pamiętam jedynie jak Orban podkreślał że Niedzica to zawsze było miasto węgierskie podobnie jak połowa Spiszu i Podhala. Wyjeżdżając z Niedzicy w stronę Białki Tatrzańskiej możemy natknąć się przy drodze na chwasty w postaci niezwykle groźnej rośliny - barszczu Sosnowskiego.

 

Pieniny


Pieniny nie są ani dużymi, ani rozległymi górami. Najwyższa góra Trzy Korony ma zaledwie 982 m n.p.m. W Pieniny możemy dostać się dwoma wąwozami. Na Przełęcz Szopkę Wąwozem Szopczańskim (szlak żółty) lub na górę Łączną Wąwozem Gorczyńskim zwanym też Wąwozem Marcelowym. Podejście jest dość ostre, a wejście na sam wierzchołek (Okrąglica) jest po platformach metalowych. Od 20 kwietnia do 31 października pobierane są opłaty za wyjście na platformę widokową Trzech Koron. Nie jest łatwe przeżycie dla osób z lękiem wysokości. Narażeni są do chodzenia po metalowych kratkach nad 500 metrową przepaścią. Tego z pewnością nie przeżyłaby nasza sunia. Ona nie lubi chodzić po ażurowych, metalowych kratkach. Przekonaliśmy się o tym niejednokrotnie w Słowackim Raju.

↪ Z Trzech Koron ścieżka biegnie na szczyt Ostrego Wierchu, a następnie na Zamkową Górę. Ta ostatnia połączona jest z resztą masywu wyłącznie dzięki wąskiej Zamkowej Przełęczy i stanowi jeden z najbardziej nieprzystępnych szczytów w całym paśmie. Strome urwiska Zamkowej Góry sprawiły, że w XIII wieku zbudowano na niej warownię, mającą zapewnić Bolesławowi Wstydliwemu i jego żonie, św. Kindze schronienie przed najazdami tatarskimi.

↪ Dużo pewniej osoby z lękiem wysokości będą się czuć na Sokolicy (747 m n.p.m.) mimo 300 metrowej przepaści. Prowadzi na nią Sokola Perć. Stworzył ją ksiądz Walenty Gadowski, ten sam taternik, który wyznaczył słynną Orlą Perć w Tatrach. Na Sokolicy jest słynna z reklam sosna karłowata wisząca nad przepaścią. Z Sokolicy  widzimy w dole przełom Dunajca i łodzie flisackie z których skorzystamy innego dnia. Po drugiej stronie Dunajca widzimy Drogę Pienińską. Prowadzi ona po stronie Słowackiej ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru. Dalej do Szczawnicy idziemy szlakiem przez Czerteź i Czertezik. Na drugi brzeg dostaniemy się łodzią.

↪ Kolejnego dnia możemy poznać zachodnią część polskich Pienin wyruszając bezpośrednio z Sromowców Wyżnych czerwonym szlakiem na Przełęcz Trzy Kopce. Potem dalej grzbietem na zachód. Z Koziej Góry widać świetnie Tatry, a nawet Babią Górę.


↪ Następny, czwarty dzień naszych wczasów w Pieninach poświęcimy na spływ Dunajcem. Jest to program obowiązkowy zwłaszcza, że na 50% właścicielem apartamentów, które wynajmujemy jest flisak. Spływ zaczyna się na przystani flisackiej w Kątach na terenie Sromowców Wyżnych. Tratwy flisackie są wygodne i udziela się atmosfera jaką tworzą dowcipni flisacy. Spływ Dunajcem nie oddaje wprawdzie tego co możemy doświadczyć podczas raftingu, ale jest tego namiastką. Możemy również wybrać spływ kajakiem, czy pontonem, ale skąpanie się w zimnej wodzie nie należy chyba do przyjemnych. Co innego rafting w ciepłych krajach Turcji, czy Czarnogórze. Spływy flisackie to przede wszystkim połączenie zwiedzania i poznawanie kultury Podhala. Z tratwy flisackiej możemy podziwiać to co zobaczymy w drodze ze Szczawnicy do Czerwonego Klasztoru. Ten szlak to Droga Pienińska, która obecnie jest po stronie Słowackiej została wybudowany w XIX wieku. Jej pierwszy odcinek od mostu na Grajcarku do przełomu Dunajca przy Leśnickim Potoku został wybudowany z inicjatywy twórcy Szczawnickiego Uzdrowiska Józefa Szalaya w 1875 roku. Spacer brzegiem Dunajca był najważniejszą atrakcją uzdrowiska. Można było podziwiać nie tylko widoki ale i rozbawionych turystów spływających tratwami. Dziś jest dodatkowa atrakcja w postaci tras przygotowanych dla kajakarzy górskich. Drogę Pienińską W XIX wieku prawy brzeg Dunajca należał do Węgier. Mimo to budowę sfinansowano i dokończono z pieniędzy Krakowskiej Akademii Umiejętności. Droga wzdłuż rzeki w wąskim wąwozie wymagała w wielu miejscach prac związanych z drążeniem skał. Dzięki temu dziś mamy atrakcyjną 12 kilometrową drogę edukacyjną z tablicami informacyjnymi i ławeczkami aby można było odpocząć i posłuchać szumu Dunajca. Niestety często panuje na niej spory ruch turystów i rowerzystów - ciężko się odprężyć i cieszyć bliskością przyrody. 

↪ Wyruszając z przystani w Kątach możemy podziwiać łowiska wędkarzy i miejsca, gdzie nad rzeką zadomowiły się bociany czarne. Wkrótce dopływamy do Sromowców Niżnych. Tam mamy najpiękniejszy widok na Trzy Korony które górują nad domami niczym Giewont nad Zakopanem. Widać miejsca, gdzie latem plażują wczasowicze, a dzieci kąpią się w rzece. 

↪ Płyniemy pod wybudowaną w 2006 roku kładką wantową, która po zniesieniu granic umożliwiła przechodzenie turystów ze Sromowców Niżnych do Czerwonego Klasztoru po stronie Słowackiej. Przy kładce po stronie Słowackiej jest sporo sklepów, gdzie można kupić towary za złotówki. 

↪ Wkrótce rzeka przyspiesza i bardziej się pieni, a my podpływamy bliżej gór. Gołym okiem widać platformy widokowe i ludzi na wysuniętej do przodu Okrąglicy najwyższym szczycie Trzech Koron. Wpływamy w wąwóz, a rzeka wije się wśród skał. Flisacy z upodobaniem przepytują turytów z której strony opłyniemy kolejną górę. Szczegóły wycieczki nie ujawniam z uwagi na tych którzy mają jeszcze przed sobą spływ Dunajcem. Osiemnastokilometrową trasę pokonujemy w trzy godziny. 

W linii prostej to zaledwie 6 kilometrów i 36 metrów w dół. 

Sezon flisacki trwa od 1 kwietnia do 31 października. Flisacy pływają codziennie z wyjątkiem święta Bożego Ciała i pierwszego dnia Świąt Wielkanocnych w godzinach:  
     
kwiecień:           9.00 - 16.00
maj - sierpień:   8.30 - 17.00
wrzesień:           8.30 - 16.00
październik:       9.00 - 15.00 

Spływ kończy się w Szczawnicy przy ujściu potoku Grajcarek. Na miejscu jest parking skąd za grosze busy zabiorą nas z powrotem do Sromowców.


Mimo że Szczawnica to dość ruchliwe miejsce warto poświęcić przynajmniej jeden dzień naszych wczasów. Ze Sromowców dostaniemy się tam łatwo, bo busy ciągle kursują wożąc turystów korzystających z uroków spływu Dunajcem. Do atrakcji należy centrum i Park Zdrojowy. Źródła mineralne możemy skosztować zarówno w górnym, jak i dolnym parku. Są też liczne sanatoria zdrojowe. W Szczawnicy jest również Muzeum Pienińskie i Park Wodny Solar. Jednak chyba największą atrakcją jest Park Rozrywki Palenica. Głównym wyciągiem obsługującym turystów jest czteroosobowa kolej linowa krzesełkowa o długości 780 metrów. Do tego dochodzą trzy wyciągi orczykowe o długości odpowiednio 333, 310 oraz 258 metrów. Dla miłośników snowboardowej deski stworzono jeszcze jeden wyciąg orczykowy, krótki, bo zaledwie liczący 100 metrów. Ogólnie tras narciarskich jest dużo więcej - w sumie ponad kilka kilometrów, które cechują się zróżnicowanym stopniem trudności. Par rozrywki jest czynny cały rok. Gdy nie ma śniegu chętni na szusowanie przesiadają się do wózków i podobnie jak na Szyndzielni zjeżdżają specjalnymi rynnami grawitacyjnymi na dół z Palenicy. Po zjeździe jesteśmy wciągani wraz z wózeczkiem na górę i zabawa zaczyna się od nowa. Czas zjazdu trwa 4 minuty. W tym czasie pokonujemy 600 metrową trasę i ponad 20 metrów w pionie. Na wózek mogą się zabrać dwie osoby. Korków nie ma bo wyciąg obsługuje 354 wózki na godzinę. 

Po tych atrakcjach możemy wieczorem wybrać się do Muzycznej Owczarni w Jaworkach. W menu jest muzyka dla każdego. Od dobrego jazzu po poezję śpiewaną. Koncertują tu Skaldowie, Hanna Banaszak, Nigel Kennedy, The Animals, Andrzej Sikorowski, Mikroklimat, Grażyna Łobaszewska, tercet : Napiórkowski, Karolak, Czerwiński, Tadeusz Woźniak, Lora Szaferan, Breakout, Leszek Możdżer, Elżbieta Adamiak czy zespół Bez Jacka i wielu innych. 

Szóstego dnia "wczasów" w Sromowcach polecam dzień na Termy w Bukowinie Tatrzańskiej. Termy Bukovina zapewniają całodzienny zestaw rozrywek. 

↪ Siódmego dnia wracamy w góry. Jedziemy ponownie do Jaworek skąd za Owczarnią wyruszymy na szlak w Małe Pieniny. Jak sama nazwa wskazuje Małe Pieniny są wyższe i zajmują dużo większy obszar. Wzdłuż potoku Białej Wody wspinamy się wśród skałek do grzbietu granicznego. W górnej części szlaku mamy Rezerwat Biała Woda. Wapienne skałki urozmaicają bazaltowe ostańce. Świadectwa że niegdyś na tych terenach ok. 100 mln lat temu był wulkan. Rezerwat stworzono w 1963 roku by uchronić go przed niepożądaną działalnością gospodarczą. Udokumentowane osadnictwo Białej Wody sięga czasów Bolesława Chrobrego. Od drugiej połowy XIV wieku przybyli tu Wołosi, którzy przynieśli z sobą kulturę pasterską. Powstała spora wieś zamieszkała przez Rusinów. Po wojnie Biała Woda była ofiarą akcji Wisła. W 1947 r. wysiedlono Rusinów, a zabudowania spalono. Widoczne są jeszcze na terenie rezerwatu resztki fundamentów i zdziczałe drzewka owocowe.

↪ Dochodząc do szlaku granicznego kierujemy się w stronę Wysokiej (1050 m n.p.m.) najwyższej góry Małych Pienin. W dole widzimy bardzo fotogeniczne skałki w Rezerwacie Zaskalskie-Bodnarówka. To kolorowe skały zbudowane z fliszu karpackiego. Wokół szczytu Wysokiej znajduje się rezerwat Wysokie Skałki. Górę porasta gęsty las i łatwo tam zejść ze szlaku. Kiedyś wiódł on granicą i był przez to bardzo niebezpieczny. Przy szczytowe piargi utrudniają wspinaczkę na szczyt, na którym dodatkowo są barierki utrudniające wejście. Wyczulam wszystkich by uważali tam na oznakowanie szlaku bo można się mocno potłuc. Z Wysokiej zejdziemy do Wąwozu Homole - jednego z najpiękniejszych beskidzkich wąwozów. Po drodze mijamy Polanę pod Wysoką. Wśród łąk widzimy betonowe koryta nawadniające wybudowane przez Łemków (dawnych mieszkańców tych pól). Pod Wysoką była owczarnia. W 1974 roku przekazano ją studentom by zaadaptowali ją na bacówkę. Była tam świetna atmosfera. Spaliśmy w śpiworach na sianie, a przed bacówką nocą pasterze przyganiali owce do specjalnej wiaty. Ostatnio byłem tam we wrześniu 1980 roku. Nocą na dworze była straszna mgła. Zerowa widoczność. Słychać było jedynie dzwonki owiec. Psy pilnujące stad nie były groźne dla ludzi. Zresztą pamiętam do dziś komendę "ku owcom" przywołującą psy pasterskie do posłuszeństwa. Czuliśmy wiarę w zmiany po podpisaniu porozumień sierpniowych. Ktoś grał "Obławę" potem "Są w Ojczyźnie rachunki krzywd". Dwa miesiące potem bacówka spłonęła jakby w zemście wygnanych Łemków.

 

Teraz też jest tam baza studencka, jednak nieco niżej, obok górnego wejścia do Wąwozu Homole. Prowadzi ją łódzkie SKPB. Wąwóz Homole to przeurocze miejsce. Podobnie jak w Białej Wodzie i tu w 1963 roku powstał rezerwat przyrody. Przepływający przez wąwóz potok Kamionka pokonuje kolejne kaskady, a wapienne skały nadają wodzie modry odcień. W słoneczne dni możemy nawet poczuć się jak w Plitwickich Jeziorach. Homole ma długość niespełna kilometra, a ściany kanionu mają miejscami nawet 120 metrów wysokości. Dodatkowo koryto strumienia wypełnione jest dużą ilością głazów - co dodatkowo uatrakcyjnia wycieczkę.

↪ Docieramy do Jaworek i wracamy do Sromowców. Między Szczawnicą a Krościenkiem czeka na drodze niespodzianka. Stado owiec pędzone główną drogą skutecznie blokuje przejazd na niemal godzinę. Widząc co się dzieje wracamy do Szczawnicy na słynne placki ziemniaczane po węgiersku, na ostro. Wybieramy przytulny bar w bocznej ulicy. Pikantny gulasz dodawany do placków smakuje jak dawniej.

↪ Tak mija nam siedem dni w Sromowcach spędzonych w Polsce. Teraz czas na Słowację gdzie jest równie blisko. Pierwszy dzień to pętla wokół Grupy Golicy. Ruszamy przez kładkę, potem Pienińską Drogą do Leśnickiego Potoku. Tam skręcamy w kierunku Leśnicy. Dużo ciekawych atrakcji czeka na nas przy Chacie Pieniny. Następnie kierujemy się w kierunku Haligovskich Skał. Tu małe foto na Pieniny i Wysoką. Następnie wracamy do Czerowonego Klasztoru (sporo lisów). Dzieciom z pewnością spodoba się skansen niedaleko klasztoru. Ciekawie przygotowana izba ludowa i dawne maszyny rolnicze. Dzień dziewiąty i dziesiąty zajmie nam wędrówka po Spiskiej Magurze. Tu odpoczniemy od tłumów na szlaku. Polecam wycieczkę z Wielkiego Lipnika na Veterny Vrch (1111 m n.p.m.). Wielki Lipnik podobnie jak sąsiadujące z nim po stronie Polskiej Jaworki był wsią łemkowską. Wprawdzie tu nieznane są działania przypominające akcję Wisła, ale bez tego po wojnie Rusini wyemigrowali pozostawiając opuszczone domy. Jeżeli macie dobry obiektyw to z Veternego Vrhu można zrobić zdjęcie Trzem Koronom. Świetnie też prezentują się Tatry i Niskie Tatry. Wracając możemy podziwiać hektary farmy fotowoltaicznej. Widać jak Słowacy umiejętnie wykorzystują dotacje unijne. Nic dziwnego że mają dużo tańszy prąd niż w Polsce i opłaca im się ogrzewać mieszkania prądem (tam gdzie nie ma gazu). Swoją drogą instalacje gazowe są nawet w najmniejszych wsiach położonych wysoko w górach.

zdjęcie ze strony : bachledka.sk

↪ Kolejny dzień w Spiskiej Magurze rezerwujemy na Bukovinę nad Bachledową Doliną. W tym celu jedziemy do Jezerska. Stąd ruszamy w kierunku wyciągów narciarskich. Z pewnością zwróci waszą uwagę architektura. Małe drewniane domki zachęcają by przyjechać tu zimą na narty. Tym bardziej, że nie ma tu tłoku w przeciwieństwie do Bachledowej Doliny, która jest po drugiej stronie góry. Oczywiście, oba zbocza są połączone jednym skipassem. Zmienić stok można na szczycie bo stacje górne wyciągów linowych sąsiadują ze sobą. Bachledowa Dolina ma 13 tras zjazdowych o długości 12 kilometrów. Od 2015 roku w całych słowackich Tatrach obowiązuje jeden karnet TatraSky. W ubiegłym roku do programu TatraSky dołączyły również niektóre ośrodki narciarskie po polskiej stronie plus lodowisko i Kompleks Terma Bania w Białce Tatrzańskiej.To duża wygoda bo posiadacz karnetu może nie tylko szusować na różnych stokach, ale i pojeździć na łyżwach i pójść na trzy godziny na darmowy basen.
Na szczycie góry możemy wejść na wierzę widokową na Bukovinie (1176 m n.p.m.), Przy ładnej pogodzie widać sporo gór. Jedna nawet przypominała mi Giewont ale teraz myślę, że nie mogło to być możliwe. Za to świetnie widać Tatry Wysokie, a z drugiej strony Trzy Korony. Schodząc warto nie przegapić Jezerskiego Jeziora. Zaszyte wśród roślinności ma ciekawy szmaragdowy kolor.
29 września 2017 roku  została otwarta Bachledka, wyjątkowa ścieżka  która jest poprowadzona w koronach drzew. Połączenie tarasu widokowego i wieży widokowej. Z pewnością jak będę w okolicy z pewnością tam zajrzę. Łącznie trasa ma 1200 km. Maksymalna wysokość platform widokowych to 24 m, przechodząc po nich można dotrzeć do okrągłej wieży wysokości 32 m. Z góry łatwo dostrzec panoramę Pienin z Trzema Koronami i Tatr Bielskich, a także Zamek w Nidzicy. Na ścieżce czekają 3 zakątki adrenalinowe z przezroczystymi przejściami, przystanki edukacyjne, plac zabaw, rozciągnięta nad przepaścią sieć dla odważnych, a także sucha zjeżdżalnia o długości 61 m owinięta wokół wieży widokowe.
Jezioro ma 7,5 metra głębokości i jest zasilane podziemnymi źródłami. Jezioro jest ostoją traszek.
Kolejny dzień wczasów przeznaczam na basen termalny we Vrbovie. Istnieje też spolszczona nazwa miejscowości Wierzbów. Vrbov ma wody termalne silnie zmineralizowane wyjątkowe pod względem składu.

Woda termalna w kąpielisku Vrbov wykazuje działanie lecznicze w przypadku schorzeń: kostno-stawowych, skórnych, układu nerwowego, sercowo-naczyniowych, górnych dróg oddechowych z astmą i alergicznych. Lekarze szczególnie polecają pobyt na basenie "siadaczkowym" (dla siedzących) gdzie temperatura wynosi 37 stopni. Miło tam posiedzieć nawet zimą, gdy na dworze jest -15 stopni. Trzeba tylko od czasu do czasu zanurkować by włosy nie zamarzły. Dodatkowo woda wypływająca ze ścian basenu jest gazowana i silnym strumieniem masuje mięśnie.

Zresztą źródła z wody mineralnej naturalnie gazowane to częste zjawisko w okolicach Keżmarku. Najbardziej lubię wodę ze źródła we wsi Horka Ondrej. Silnie zmineralizowana i naturalnie nasączona dwutlenkiem węgla. Zawsze jak tam mam być miesiącami zbieram butelki plastikowe aby ją nabrać. Kolejne wycieczki proponuję do Spiskiego Zamku i położonego obok "słowackiego Pamukale".  Można też wybrać się na termy w Wyżnych Rużbachach. My zawsze odwiedzamy Łomnicę. Wjeżdżamy kolejką gondolową do Łomnickiego Stawu by popatrzeć sobie z góry. Co ważne można tam wjeżdżać z psem. Potem mały spacerek na Łomnicką Przełęcz (2190 m n.p.m.). W zimie jest czasem czynny wyciąg krzesełkowy. Widoki zapierają dech.
Jesteśmy przecież na dachu Tatr ....

Kończymy na tym wczasy w Sromowcach i ruszamy dalej na szlak. Naszym kierunkiem jest Piwniczna. Możemy dostać się tam grzbietem Małych Pienin lub Pasmem Radziejowej. Ponieważ na Wysokiej już byliśmy wybieramy wariant z Radziejową.




Jan Paweł II mówił o tej trasie w Starym Sączu 16 czerwca 1999 w "powtórce z geografii" "Wybieramy się więc na Dzwonkówkę. Potem kierujemy się na Wielką Radziejową przez Przehybę".

W pierwszym zdaniu Papież się pomylił nazywając Radziejową - Wielką Raczą, ale zaraz się poprawił. Widać bliżej mu było sercem do Wielkiej Raczy, gdzie częściej jeździł  na wycieczki z rodzinnych Wadowic.  Jest trochę problemów z pisaniem nazwy góry Przehyba. Papież używał nazwy Prehyba, ale są i bardziej spolszczone - Przechyba. Z pewnością nazwa pochodzi od Łemków.

Na szczycie obok schroniska znajduje się z 87-metrową stalowa wieża nadajnika RTON. Dzięki wysokości i mocy ma zasięg w promieniu 100 km. Nieco wyższy jest szczyt Radziejowej (1266,5 m n.p.m.). Na szczycie jest zlokalizowana wieża widokowa, obecnie niedostępna na skutek zniszczeń wywołanych burzą. Obok wieży stoi obelisk upamiętniający 1000-lecie Polski. Z Radziejowej przez Wielki Rogacz schodzimy do Piwnicznej. Nigdy nie zatrzymywałem się w tym miasteczku. Kiedyś dawno temu spaliśmy w Kosarzyskach przy niezbyt czystym basenie zasilanym wodą z potoku.

Wsiadamy więc w pociąg by dotrzeć do Żegiestowa. Przygnębiający jest widok nieczynnego i w dużym stopniu zdewastowanego sanatorium. Sunia chętnie pozuje do zdjęć zasiadając przy źródełku wody mineralnej i na piedestale nieczynnej fontanny. Tu bierze początek szlak na Wierchomlę, ale mamy w planie jeszcze Łopatę Polską. Zastanawialiśmy się wcześniej na wybranie tego miejsca na dłuższy pobyt w gospodarstwie agroturystycznych. Kusiła nas możliwość spływu kajakowego Popradem i ciekawa baza wypadowa na kilkudniowy pobyt. W końcu zdecydowaliśmy się na Szczawnik.

Oprócz ciekawej plaży na Łopacie Polskiej zauważyliśmy po słowackiej stronie nietypową elektrownię wodną Sulin. Poprad, podobnie jak Dunajec, wije się między skałami omijając co raz równe górki. Sama Łopata Polska to przecież półwysep tyle, że na rzece. Słowacy wykorzystali zakręty rzeki i przekopali sztolnię pod górą aby skrócić bieg części rzeki (wykorzystując spadek do wytwarzania prądu). W ten sposób powstała w 1997 roku mała elektrownia wodna. Bez tamy, spiętrzania rzeki, wysiedlania ludności z terenów zalewowych. Proste i logiczne. Średnica sztolni 3,6 m. Długość 125 m. Wraz z budynkiem elektrowni 155 m. Moc elektrowni 960kW, czynna cały rok.

Polacy błysnęli czujnością i zbadali czy nie wpływa negatywnie na środowisko. Niestety nie! - potwierdzili uczeni z Krakowa i nadal trujemy nasze miasta smogiem z pieców węglowych.  Cieszymy się zbliżając się do Muszyny ponieważ to miasto naszego ulubionego poety i autora tekstów piosenek - Adama Ziemianina. Jakże jest inne od Żegiestowa, Piwnicznej, czy Krościenka. Czyste, schludne i co rusz przyozdobione figurkami z  roślin ozdobnych. Do tego w Muszynie panuje taka rodzinna atmosfera. Gdy w Jastrzębiku otworzono lokalny wyciąg orczykowy wystarczyło pokazać się parę razy na stoku by już poznać większość mieszkańców Muszyny. Gdyby mógł wybrać gdzie chciałbym kiedyś mieszkać z pewnością wybrałbym okolice Muszyny.




Po zakwaterowaniu się w centrum Szczawnika wyznaczamy sobie główny plan zwiedzania. Przede wszystkim Palenica, Wierchomla, Jaworzyna Krynicka, Hala Łabowska, Kotylniczy Wierch. Poza tym fajnie byłoby wpaść do Leluchowa, Wojkowej, Tylicza i Krynicy. Warto też sprawdzić baseny w Złockiem. Może mały wypad na Słowację tym razem na zakupy do Bardejowa, przy okazji sprawdzić Bardejowskie Kupele.

↪ Pierwszego dnia ruszamy z samego rana do Krynicy Zdrój by jak najszybciej wjechać kolejką na Jaworzynę Krynicką (1114 m n.p.m.). Na szczęście wszystko wskazuje na to, że będziemy mieć wspaniałą pogodę. Mimo połowy października termometry pokazują 22,5 stopnia. Kolejkę na Jaworzynę wybudowano w 1996 roku więc jest dość nowoczesna. Łatwo się do niej wsiada nawet z nartami, czy rowerem, które po prostu wiesza się na zewnątrz. "Jaworzyna górom się kłania" tę znaną piosenkę śpiewał Browar Żywiec. Teraz nucąc tę piosenkę gondolą wielkości tej na Łomnicę unikamy kolejnego podejścia. Mamy już to z głowy. Na szczycie, mimo wczesnej godziny jest i tak sporo ludzi. Podobnie jak na Przehybie i tu znajduje się nadajnik telewizyjny. Tylko wieża jest nieco niższa. Stacja kolejki jest na samym wierzchołku. Nieco niżej znajduje się schronisko.

Jaworzyna Krynicka jest idealnym miejscem do uprawiania turystyki rowerowej. Szlaki są przystosowane do ruchu rowerów. Jednak przede wszystkim Jaworzyna do raj dla narciarzy. Oprócz gondoli funkcjonuje tu 6 wyciągów narciarskich. na 6 trasach zjazdowych o łącznej długości ponad 8 km.

↪ Ponieważ mamy dobry czas wybierzemy się na Halę Łabowską. Szlak prowadzi grzbietem pasma Jaworzyny Krynickiej. Przez Bukową i Runek idziemy przyjazną ścieżką w kierunku Łabowskiej. Przy samej ścieżce pojawiło się sporo prawdziwków więc trochę nam czasu zeszło na zbieranie grzybów. Hala Łabowska (1061 m n.p.m.) przywitała nas pysznymi naleśnikami, smacznym serniczkiem i parą kotów śpiących w doniczkach z kwiatkami. Ilość grzybów była dość spora więc trzeba było powolutku się zbierać. W październiku dość szybko robi się ciemno wiec praktycznie ze schroniska nad Wierchomlą schodziliśmy już po ciemku. Nawet sunia czuła się dość niepewnie, a jest to kawałek drogi. Wieczorem czekało nas jeszcze obieranie i gotowanie grzybów. Fajnie mieć pokój z w pełni wyposażoną kuchnią, w tym dużą lodówkę.

↪ Następnego dnia wróciliśmy do schroniska nad Wierchomlą (1002 m n.p.m.) . Byliśmy tam po zmierzchu więc dopiero teraz mogliśmy zobaczyć jak dużo tam wyciągów narciarskich. Jeden z nich schodzi do Szczawnika. Stacja narciarska na Wierchomli obejmuje 9 wyciągów. Długość tras zjazdowych jest nieco wyższa niż na Jaworzynie. Dwie trasy zjazdowe schodzą do Szczawnika. Potem przejście wzdłuż wierzchołka i zejście wzdłuż jednej z nartostrad do Szczawnika. Wieczorem wyjście na basen w sanatorium Geovita w Złockiem. Przy cerkwi w Szczawniku jest źródełko z wodą mineralną. Wprawdzie mniej gazowana niż ta z Horki-Ondreja, ale przez to ma więcej zwolenników.

↪ Trzeciego dnia postanowiliśmy pozwiedzać okolicę samochodem. Zaczęliśmy od wizyty przy "dychawkach" . Jedno z takich miejsc jest przy wyjeździe ze Złockiego w stronę Jastrzębika po prawej stronie za strumykiem. Jest dość dobrze oznaczone więc nie trudno ją znaleźć. Dychawka jest to sucha ekshalacja dwutlenku węgla. Czyli dziura z której wydostaje się gaz który może nawet zabić. "Dychawka" to słyszalny oddech Ziemi. To szczelina ujęta drewnianą rurą z której wydobywa się suchy dwutlenek węgla CO₂ z bardzo głębokiej szczeliny. Wydobywający się gaz błyskawicznie uśmierca przelatujące tam owady. Jest bezwonny tak jak czad. Nasza sunia unikała tego miejsca. Po przejeździe przez Jastrzębik chcieliśmy poszukać jakiejś otwartej cerkwi. Znaleźliśmy ja dopiero w Wojkowej i to od ze świetnie przygotowanym przewodnikiem. W zasadzie na miejsce niechcący zawiózł nas GPS w drodze na Słowację. Trudno szukać tego miejsca na mało dokładnej mapie. Diabeł mówi tam "dobranoc". Cerkiew jest na górce nieco oddalona od drogi. Na parkingu stał tylko jeden samochód. Weszliśmy do środka. W cerkwi przywitał nas człowiek - legenda 90-letni Antoni Głąb nauczyciel, wieloletni dyrektor szkoły, społecznik, lekarz, opiekun zabytkowej cerkwi pod wezwaniem św. Kosmy i Damiana.


Nadzwyczajny szafarz Eucharystii. Opowiedział nam o ikonostasie wojkowej cerkwi. Wojkowa to miejsce, gdzie jest wyjątkowa, leżąca ikona. Szybko poznaliśmy zwyczaje naszych braci w wierze i ich historię. Zasługi św. Kosmy i Damiana dla Kościoła Powszechnego. Najczarniejsze karty z Akcji Wisła i o powojennej gehennie tych, którym udało się tu zostać. Nie zdawałem sobie sprawę jak to wszystko może być poplątane. Przesiedlenia i spalone wsie. Z drugiej strony ich obrońca Bandera, który był oprawcą. Oczywiście jest też pewnie jakaś kolejność zdarzeń. Wiele wydarzeń było skutkiem odwetu. Po lekcji historii i tolerancji wybraliśmy się na zakupy do Bardejowa. Niestety na Bardejowskie Kupele było już za późno. Na koniec zajrzeliśmy jeszcze do Leluchowa.

↪ Następnego dnia postanowiliśmy odwiedzić Bazę SKPB Muszyna-Złockie, która znajduje się na zboczu Koziejówki. Baza ta jest słynna z odbywającego się na niej w sierpniu festiwalu piosenki turystycznej. Baza jest czynna od 1 lipca do 30 sierpnia. Brak tam wygód typu prąd. Wszystko ma charakter polowy. Latryny, punkt mycia, czerpania wody. Jedyne udogodnienia to namioty wojskowe i możliwość korzystania z kuchni polowej. Atrakcją kulinarną bazy jest glumza. Jest to danie które powstaje na żywo z tego co przyniosą uczestnicy. Nieważne czy masz pomidorową, żurek, czy ogórkową. Wszystko trafia do jednego garnka.  

Z Koziejówki przechodzimy na Górę Zamkową skąd możemy podziwiać Muszynę. W Muszynie warto też odwiedzić muzeum Adama Ziemianina

Została nam jeszcze do zwiedzania Krynica Zdrój. Trudno określić z czego najbardziej znana jest Krynica. Dla jednych będzie to Jaworzyna Krynicka, dla innych wartość zdrojowa i sanatoryjna, jeszcze inni przyjeżdżają tu na Forum Ekonomiczne, czy Festiwal Jana Kiepury, czy zjazd na warsztaty artystyczne ludzi z całego świata, których przyciąga wystawa prac słynnego Nikifora. Niektórzy w okolicznych pasiekach widzą sławę tego miasta, mówiąc że to zagłębie produkcji najprzedniejszych miodów. Ja przez Krynicę po prostu przejeżdżam. Rzadko kiedy tam zaglądam. najczęściej w drodze na Jaworzynę Krynicką czy zimą - na Górę Parkową.


 

Ile trzeba mieć czasu by obejść to wszystko?


Odpowiedź brzmi: Pewnie sporo. Wszystko zależy od tego co pokazuje nasz pesel, albo ile tabletek musimy łykać codziennie. Jak byłem młody zajęło mi to 21 dni. Ale to były czasy gdy na plecak nosiło się wszystko, bo w sklepach nie było prawie nic. Teraz odtwarzam to wszystko na raty. Bo przecież jeszcze nie czas by gitary (i buty turystyczne) spały na dnie szaf.

#ciekawe miejsca #Beskidy #Beskid Żywiecki #Beskid Śląski #Pilsko #Babia Góra #Beskid Makowski #Gorce #Turbacz #Pieniny #Zalew Czorsztyński #Dunajec #spływ Dunajcem #Trzy Korony #flisak #Szczawnica #Przehyba #Radziejowa #Jan Paweł II #powtórka z geografii #Wysoka #Wąwóz Homole #Muzyczna Owczarnia #Jaworki #Biała Woda #Piwniczna #Żegiestów #Polska Łopata #Złockie #Szczawnik #Adam Ziemianin #Leluchów #Jaworzyna Krynicka #cerkwie #Łemkowie #Akcja Wisła #Bandera #Krynica Zdrój #Wierchomla #trasy narciarskie #wyciągi #Łomnica #Vrbov #Keżmarok #Bachledówka #Bachledowa Dolina #Veterny Vrch #Hala Łabowska 


 

Jeśli chcesz, zostaw po sobie ślad w komentarzu, będzie nam miło go przeczytać. Pamiętaj jednak , że w Internecie również obowiązują zasady savoir-vivre. Komentarze łamiące netetykietę (tj. wulgaryzmy, spamowanie, etc.) będą usuwane.

Subskrybuj posty | Subskrybuj komentarze

- Copyright © Inside Your Life | blog lifestylowy - Skyblue - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -