Autor poniedziałek, 16 października 2017

Film „Co przynosi przyszłość” - zdjęcie ze strony www.filmsdulosange.fr
Rok temu powstał francusko-niemiecki film "Co przynosi przyszłość". Film był od początku pokazywany na festiwalach również w Polsce, a za reżyserię ( Mia Hansen-Løve) nagrodzono go Srebrnym Niedźwiedziem na MFF w Berlinie. Isabelle Huppert wciela się w tym w filmie w postać nauczycielki filozofii w szkole średniej. Film osadzony jest w czasie teraźniejszym. Perypetie kobiety w średnim wieku. Problemy rodzinne. Wybory jakie czekają wielu z nas przybliżają nam tematykę filmu. Nas Polaków zastanawia również dlaczego w Polsce brak jest nauki filozofii w szkołach średnich. To jednak można pozostawić poza komentarzem. Przekazywanie uczniom zamiłowania do myślenia pomaga kobiecie zapomnieć o zaborczej, schorowanej matce i odejściu męża. Dzielenie czasu między swoimi dziećmi, wnukiem i czasem poświęconym kształtowaniu swoich uczniów zarówno tych obecnych jak i byłych.

Mnie zainteresowała postać byłego ucznia (Roman Kolinka) dla którego filozofia staje się pasją życia. Zakłada on na odludziu komunę swoich rówieśników o podobnym zainteresowaniu. Typowa komuna hippisowska. Wolność, dragi i dysputy do rana. Zarysowany jest też w tle prekariat - bunt młodzieży towarzyszący, ale nie jest on eksponowany w przeciwieństwie do szerokiego przeglądu filozofów. Młodzież w komunie rozczytana w książkach, analizująca współczesny świat i jego wyzwania. Skromny owoc pracy nauczycielki filozofii w paryskim liceum.


Czy tak wyglądał Ruch Hippisowski przełomu lat 60/70?
Raczej nie. Ówczesny bunt młodzieży wynikał z różnic pokoleniowych. Młodzież powojenna miała dość martyrologii II Wojny Światowej i życia w ciągłym strachu czasów "zimnej wojny". Telewizja na żywo pokazywała zbrodnie wojenne jakie ich rówieśnicy w imię patriotyzmu dokonywali w Wietnamie. Narracja bohaterstwa przeplatana z racjami wyższego rzędu. "Pijcie Coca Colę a was nie zbombardujemy". Z wojny wietnamskiej wracali młodzi weterani - inwalidzi fizyczni i psychiczni. To była idealna pożywka do buntu i potrzeby wykrzyczenia wolności.

Ruch hippisowski to była eksplozja kulturalna.
Rewolucja w muzyce, sztuce, poezji. Powstawały wówczas wielkie imprezy muzyczne gromadzące dziesiątki tysięcy widzów. Możemy to zobaczyć w filmach z tego okresu. Oczywiście wolność oznaczała również narkotyki i totalną anarchię w życiu wielu ludzi. Styl życia hippisów oznaczał totalny bałagan i brak odpowiedzialności. Życie w komunach było świetną pożywką do różnego rodzaju sekt. Co ciekawe tamte dzieci kwiatów to dziś nasi dziadkowie.

Make Love, not War.  
Oczywiście Ruch Hippisowski pojawiła się i u nas. Jego głównym elementem był w Polsce bunt młodzieży w roku 1968. Niestety ówczesna propaganda PRL-u przerobiła go w strajki anty systemowe. Aktyw robotniczo-chłopski wspierany przez oddziały ORMO siłowo rozprawił się z młodą inteligencją, zarzucając im korzenie żydowskie. Wiele osób musiało z Polski wyjechać. Podobnie jak na zachodzie w tym okresie mieliśmy rewolucję w muzyce i sztuce. Wszelkie przejawy wolności były niszczone. Kult pracy robotnika był przewodnią myślą narodu. Na uczelniach niezależnie myślące jednostki szybko powoływano do wojska, gdzie skutecznie łamano im kręgosłupy moralne. Towarzysząca hippisom postawa pacyfistyczna była szufladkowana wraz ze Świadkami Jehowy jako antypolskie działania obcych mocarstw. Przez kolejne dwanaście lat polska młodzież o wolności mogła jedynie pomarzyć.


Dopiero osiemdziesiąty rok był wybuchem wolności. 
Strajki robotników w strategicznych zakładach w Polsce przywróciły nadzieję odzyskania wolności. Hippisowski znak zwycięstwa stał się powszechnie używanym znakiem rozpoznawczym nowej epoki, której nie zatrzymał stan wojenny i przyniósł nam wolność w 1989 roku. Panujący liberalizm od początku transformacji nie był pożywką dla ruchów młodzieżowych. Młodzież poświeciła się gonitwie za pieniądzem, wyścigiem szczurów do upragnionego dobrobytu.

Dopiero XXI wiek przynosi nam zmęczenie globalizacją i ponowny bunt młodzieży. Pojawia się prekariat jako symptom kolejnego ruchu młodzieżowego. Tę nową kategorię społeczną osób niezadowolonych, zdefiniował Guy Standing - autor książki “The Precariat: The New Dangerous Class”. Trzon tej grupy stanowią młode osoby zazwyczaj posiadające zawód, a nawet ukończone studia. Niestety nie mogą oni liczyć na zdobycie odpowiedniej pracy, która dałaby im satysfakcję i awans do klasy średniej. Jedyne na co mogą liczyć to tak zwana "elastyczna forma zatrudniania". Dziś praca jest, jutro nie. Źle opłacana, powodująca u nich jedynie rozgoryczenie i nienawiść do globalizacji i obcych.

Czy młodzi lekarze-rezydenci walczący o godne warunki leczenia pacjentów możemy postrzegać jako kolejny bunt młodzieży przeciw systemowi, Tym razem systemowi służby zdrowia w Polsce?

Jest to z pewnością pokolenie JP II. Oni są wychowani na encyklikach Papieskich. Wierzą w nie.

"Z PRACY swojej człowiek ma pożywać chleb codzienny i poprzez pracę ma się przyczyniać do ciągłego rozwoju nauki i techniki, a zwłaszcza do nieustannego podnoszenia poziomu kulturalnego i moralnego społeczeństwa, w którym żyje jako członek braterskiej wspólnoty; praca zaś oznacza każdą działalność, jaką człowiek spełnia, bez względu na jej charakter i okoliczności, to znaczy każdą działalność człowieka, którą za pracę uznać można i uznać należy pośród całego bogactwa czynności, do jakich jest zdolny i dysponowany poprzez samą swoją naturę, poprzez samo człowieczeństwo."  Św. Jan Paweł II

Co nam przyniesie nasza przyszłość ... 

#hipisi, #ruch hippisowski, #pokolenie JP II , #dzieci kwiaty, #bunt młodzieży, #filozofia, #komuna

Jeśli chcesz, zostaw po sobie ślad w komentarzu, będzie nam miło go przeczytać. Pamiętaj jednak , że w Internecie również obowiązują zasady savoir-vivre. Komentarze łamiące netetykietę (obrażanie, wulgaryzmy, spamowanie, hejt) będą usuwane.

Subskrybuj posty | Subskrybuj komentarze

- Copyright © Inside Your Life | blog lifestylowy - Skyblue - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -