Sztylbety, oficerki, botki, workery, trzewiki, trekkingi. Zimowe miejskie buty damskie



Wybór odpowiedniego obuwia zimowego nie jest łatwy. Przynajmniej dla mnie. Jest kilka rzeczy na które zwracam uwagę przeglądając oferty sklepów obuwniczych i raczej nie chodzę na kompromisy w tej kwestii. Ta pozorna trudność owocuje (najczęściej) 100% zadowoleniem i butami, które służą mi kilka lat. Bilans wychodzi na plus.

Nie lubię butów z ozdobami, dużą ilością elementów błyszczących oraz na wysokiej cholewce. To nie jest sztywna reguła, ale jeśli chodzi o buty damskie zimowe to zwracam tez uwagę na to czy są skórzane czy nie. Skórzane buty zimowe są po prostu trwalsze i dlatego chętniej po nie sięgam. Cała reszta taka jak; kolor, fason, rodzaj noska to wypadkowa wielu czynników. Warto jednak wybierać modele ponadczasowe - jeśli ktoś w ogóle dba o coś takiego jak zmienne trendy mody obuwniczej. Ja o to nie dbam, kieruję się jedynie swoja własną, subiektywną oceną wartości estetycznych.

Kilka uwag natury praktycznej odnośnie obuwia zimowego:
  • O buty trzeba dbać, niezależnie od tego z jakiego materiału zostały wykonane, dotyczy to szczególnie butów zimowych które ciągle mają kontakt w wilgocią oraz innymi czynnikami (sól, zabrudzenia). Po każdym użyciu trzeba je oczyścić z zabrudzeń i wysuszyć, a najlepiej także wypastować lub/i zabezpieczyć impregnatem.
  • Dobry but, to wygodny but, kompromisy jeśli chodzi o tą dziedzinę nigdy nie kończą się dobrze, jeśli konkretny but wygląda bardzo dobrze na stopie, ale jest niewygodny, uciska, lub jest za duży, to nie ma sensu się oszukiwać i trzeba poszukać czegoś innego, ostatecznie miejsc w których można kupić buty stacjonarnie czy też online jest mnóstwo.
  • Warto chyba zastanowić się nad tym czego konkretnie potrzebujemy. Ogromny wybór determinuje wątpliwości i w ostatecznym rozrachunku często sami nie wiemy czego potrzebujemy. Rozsądnym rozwiązaniem wydaje się dogłębna analiza potrzeb lub drzewko decyzyjne - ten etap trzeba jednak przejść jeszcze przed przystąpieniem do zakupów lub przeglądania ofert. Na czym to dokładnie polega. Rozpisujemy sobie dokładnie (najbardziej precyzyjnie jak to tylko możliwe) cechy jakie powinien posiadać dany przedmiot (but). Do jakich konkretnie celów będziemy go używać? Gdy już mamy szkic, przystępujemy do poszukiwań. Po co to wszystko? Po to żeby nie dać się ponieść chwili i nie kupować czegoś co nie jest nam potrzebne. Przykład? Jeśli jesteś trenerką fitnessu i aktualnie potrzebujesz nowych butów do pracy, to nie ma sensu kupować kolejnych botków. Etap dogłębnej analizy unaocznia nam realną potrzebę.
  Buty zimowe damskie 2017/2018

Źródło: zalando.pl


Źródło: eobuwie.pl


Źródło: kazar.com.pl

Źródło:ryłko.com

Źródło: zalando.pl

Źródło: zalando.pl

Źródło: wojas.pl

Źródło: zalando.pl

Wygodna alternatywa.
Dla wielu osób liczy się przede wszystkim komfort użytkowania i uniwersalne zastosowanie konkretnej pary butów. Optymalnie jakby takie buty były: wodoodporne, miejskie, ale sprawdzające się także na górskich eskapadach, solidnie wykonane, o miłym dla oka designie no i oczywiście - wygodne. Coraz więcej kobiet wybiera więc buty trekkingowe jako zimowe buty miejskie.


Tagi: , ,

Exodus. Księga Wyjścia


 Wędrówki ludów sięgają czasów prehistorycznych. Przyczyny migracji były podobne do dzisiejszych. Walki między plemionami, głód, choroby, zmiany klimatu, poszukiwanie lepszego życia, nadzieja na znalezienie ziemi obiecanej, czy chociażby chęć rozwoju i poznawania świata. Z pewnością ludzie przemieszczali się jeszcze zanim powstały państwa i granice między nimi. Z pewnością miały one miejsce zanim kanclerz Niemiec zaprosiła do siebie uchodźców z krajów ogarniętych terrorem wojny religijnej.

 Księga wyjścia - exodus jest Biblijnym świadectwem jak ciężkim doświadczeniem jest bycie uchodźcą. Życie wśród obcych. Walka o zachowanie własnej tożsamości. Pielęgnowanie własnej kultury. Dobrze to znamy z naszych doświadczeń. Historia Polski w znacznym stopniu wiąże się z emigracją Polaków. Można nawet pokusić się stwierdzeniu, że nasze państwo wiele zawdzięcza Polakom którzy walczyli o naszą niepodległość będąc w obcych krajach. Artyści, politycy, wojskowi byli ambasadorami Polskości tam gdzie rzucił ich uchodźczy los.

Mapa ze strony : www.swiadkowietajemnicy.com
 Oprócz emigracji ekonomicznej i politycznej jaka miała miejsce w okresie PRL najbardziej znana wędrówka Polaków miała miejsce podczas II Wojny Światowej. Pod wodzą generała Andersa blisko 80 tysięcy żołnierzy i ponad 40 tysięcy cywilów opuściło w 1942 roku ZSRR by szlakiem nadziei poprzez kraje arabskie ruszyć do Polski. Przyjmowano nas tak jak przyjmuje się mile widzianych gości. Dzięki temu cała ta wędrówka odniosła sukces i Armia Andersa szybko włączyła się w działania wojenne na terenie Włoch.

 Dzisiejszy kryzys emigracyjny ma również skalę masową. Po atakach na WTC inaczej patrzymy na ludzi wyznania Islamskiego. Panuje powszechny strach przed nieznaną kulturą i brak zrozumienia dla powodów ucieczki ludzi z rejonów ogarniętych wojną religijną. Powstanie państwa ISIS, sprzeczne interesy różnych grup interesu w krajach arabskich wrzucamy do jednego worka z napisem terroryzm. A przecież uchodźcy są pierwszymi ofiarami wojny religijnej. Są wśród nich również chrześcijanie. Bóg jeden wie z jakim okrucieństwem spotkali się oni w swoim życiu.

 Jak trzeba być zdesperowanym aby oddać wszystkie swoje pieniądze i wsiąść na przeciążoną łódź w celu do Europy. Jaki procent z nich dotrze na drugi brzeg. Jakie warunki czekają na nich w obozach dla uchodźców. Jak długo przyjdzie im żyć w namiotach. Oczywiście działania terrorystyczne "państwa islamskiego" nie zachęcają Europejczyków do gościnności dla uchodźców. Są liczne przykłady, gdy uchodźca okazuje się okrutnym mordercą, czy gwałcicielem. Nikogo nie przekonują dane statystyczne wskazujące, że najbardziej podatną grupą do współpracy z terrorystami są dzieci imigrantów które urodziły się już w Europie.

Dlaczego Merkel zaprosiła uchodźców do Europy?
Oprócz elementów humanitarnych i wynikających z naszej kultury chrześcijańskiej są też względy ekonomiczne. Koszty narodzenia i wychowania dziecka są współfinansowane przez państwo. Często młodzi imigranci mają już odpowiednie wykształcenie więc nie trzeba ich szkolić by byli pełnowartościowymi pracownikami. Pracodawcy wysyłają do obozów uchodźców swoich przedstawicieli w poszukiwaniu brakujących im kadr. Przykładem może być słynna była sprawa ojca dzieci skopanych przez węgierską dziennikarkę Petrę Laszlo. Znalazł on szybko właściwą mu pracę w Hiszpanii w swoim zawodzie trenera sportowego.

 Fala uchodźców wyzwoliła w nas najgorsze odruchy nacjonalistyczne. Wrogiem jest już nie tylko uciekinier z Syrii. Dochodzi do ataków na każdego kto nie jest Polakiem lub co gorsza jest z innego regionu kraju czy sympatykiem innego klubu sportowego. Również politycy nie stronią od nakręcania spirali nienawiści do INNYCH. Najlepszym przykładem jest brexit. W kraju tak wielokulturowym jak Wielka Brytania dochodzi ciągle do napadów miedzy różnymi nacjami. Ofiarami padają również Polacy. W naszym rejonie zjednoczona Europa jest obecnie bardziej postrzegana jako okupant niż wspólny dom z określonymi zasadami współistnienia i współpracy. To jest groźniejsze dla zachowania pokoju niż garstka uchodźców szukających schronienia w Europie.


  Szansą na znalezienie drogi do zaakceptowania uchodźców może być Kościół Powszechny. Zarówno papież jak i kościoły protestanckie apelują do społeczności chrześcijańskiej o poszanowanie wykładni naszej wiary zapisanej w Piśmie Świętym. Mamy w nim wiele nauk i przykładów jak szanować przybyszów z dalekich stron. Pisze o tym chyba każdy z ewangelistów.

Św. Mateusz przedstawia Jezusa jako uchodźcę "Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić;  byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie".  
[Mt 25:31-45]

Św. Łukasz nakazuje zachować miłosierdzie. W Księdze Kapłańskiej [Kpł 19:33-34] odnajdziemy słowa "Jeżeli w waszym kraju osiedli się przybysz, nie będziecie go uciskać. Przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej. Ja jestem Pan, Bóg wasz!". W Księdze Powtórzonego Prawa odnajdziemy świadectwo miłości Boga do przybyszów [Pwt 10:18-19] . A w Księdze Ezekiela [Ez 16:49] źródło upadku Sodomy w braku pomocy dla biednych i potrzebujących.

 Kościoły chrześcijańskie tak skłonne do prowadzenia ewangelizacji na misjach powinny odwiedzać obozy dla uchodźców by przybliżać im naszą kulturę i religię. To z pewnością pomogło by nam nawiązać nić porozumienia. Jak to zaznaczył papież Franciszek obozy dla uchodźców nie mogą być obozami koncentracyjnymi XXI wieku. W Polsce przedstawiciele kościołów chrześcijańskich uzgodnili i podpisali wspólny list w sprawie uchodźców.

"Obecna sytuacja wystawiła na próbę koncepcję współpracy państw w ramach Unii Europejskiej. Dała się zauważyć polaryzacja stanowisk w kwestii skutecznych sposobów radzenia sobie z kryzysem migracyjnym. Przed tym wyzwaniem stanęła także Polska. Nasz kraj wiele razy stawał się schronieniem dla tych, którzy musieli uciekać przed prześladowaniami. W czasach Jagiellonów nasze ziemie zasłynęły z gościnności. Po upadku niepodległości także Polacy mogli jej doświadczyć w innych krajach. W latach 80. ubiegłego stulecia pomocy udzieliły nam kraje Europy Zachodniej. Dekadę później polskiej gościnności mogli doświadczyć Białorusini, Ukraińcy i Czeczeni. Jej podtrzymywanie i wychowywanie do niej powinno być wyrazem chrześcijańskiej wrażliwości i narodowej tradycji. Chrześcijanie powinni dążyć do współpracy z odpowiednimi organami władzy państwowej i organizacji społecznych. Tylko szeroko zakrojona akcja humanitarna i uwzględnienie politycznych i ekonomicznych przyczyn istniejących trudności może doprowadzić do rzeczywistej poprawy sytuacji"

Pod listem podpisali się:  abp Stanisław Gądecki – Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, pastor Leszek Wakuła – Prezbiter Okręgu Centralnego Kościoła Chrześcijan Baptystów w RP, bp Jerzy Samiec – Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP, bp Andrzej Malicki – Superintendent Naczelny Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego w RP, bp Marek Izdebski – Biskup Kościoła Ewangelicko-Reformowanego w RP,  bp Wiktor Wysoczański – Biskup Kościoła Polskokatolickiego w RP, bp Marek M. Karol Babi – Biskup Naczelny Kościoła Starokatolickiego Mariawitów w RP oraz Metropolita Sawa – Prawosławny Metropolita Warszawski i Całej Polski.


 Z pewnością sprawa rozwiązania problemów związanych z falą uchodźców nie jest prosta. Arabska Wiosna miała w poszczególnych państwach zmieść na zawsze rządy dyktatorów. Upadek władz reżimowych nie przyniósł jednak demokracji, a jedynie fundamentalizm religijny, o wiele groźniejszy od poprzednich rządów.

Jak pomagać uchodźcom?
Czy samo zniszczenie państwa islamskiego pomoże w przywróceniu pokoju na bliskim wschodzie?
Czy pomagać tam na miejscu, czy dążyć do asymilacji ich wśród Europejczyków?

Krajem gdzie najchętniej osiedlają się uchodźcy jest Szwecja. Tworzą oni własne getta izolując się od społeczeństwa. Do Polski zaproszono kilkanaście rodzin chrześcijańskich z Syrii. Gdy tylko nadarzyła się okazja wyjechali do Niemiec, gdzie jest wyższy social i bardziej otwarte społeczeństwo.

Chciałoby się spłacić dług jaki zaciągnęliśmy w krajach arabskich podczas wędrówki Armii Andersa do Polski podczas II Wojny Światowej.
Jednak muszą być na to przygotowane obie strony, zarówno my jak i imigranci.




#uchodźcy #imigranci #wędrówka ludów #Armia Andersa #exodus


Nowa ewangelizacja w Szwecji


Szwedzi zawsze kojarzyli mi się z bardzo odważnym podejściem do wielu zagadnień i problemów. Nieraz są one bardzo szokujące. Gdy w 2013 roku głową kościoła ewangelicko-luterańskiego w Szwecji (odpowiednikiem naszego prymasa) została kobieta arcybiskup Uppsali Antje Jackelén odnotowaliśmy to jako pierwsze takie wydarzenie w historii kościoła chrześcijańskiego. Antje Jackelén pochodzi z Niemiec. W Szwecji swoją wysoką pozycje zawdzięcza swojej wieloletniej pracy jako osoba duchowna, a od 1995 roku biskup, ostatnio w diecezji Lund. Jest również znana jako nauczyciel teologii. Jej rozważania teologiczne i dogłębna analiza tekstu Pisma Świętego przyczyniły się niedawno do nowego podejścia do nabożeństw i katechezy w kościele ewangelicko-luterańskim w Szwecji. Jak wskazano, zgodnie z nowymi wytycznymi w nauce religii i nabożeństwach zamiast określenia "Pan Bóg" będzie się odtąd używało tylko słowo "Bóg".





Jak wskazano, Bóg nie jest istotą ludzką. Dlatego nie można mówić o Jego płci, a słowo "Pan" sugeruje, że ma płeć męską. W środowisku katolickim już w latach 1895-98 Elizabeth Cady Stanton wydała „Biblię dla kobiet”, gdzie zaproponowała typowo "feministyczną" interpretację Pisma Świętego. Interpretowano to jako ważny krok w walce z nierównym traktowaniem kobiet i mężczyzn, pomniejszając tym samym jej analizę tekstu Pisma Świętego. Rola kobiet w Piśmie Świętym wydaje się być "dostosowana" kulturowo do czasów, gdy ewangeliści Ją spisywali. Podkreśla się czasem, że temat określenia płci Boga jest bliżej dyskusji akademickiej niż merytorycznego rozważania teologicznego.


Od lat postać Boga, czy Jezusa była przedmiotem fantazji artystycznych. Leonard Cohen przedstawił w 1965 roku w swojej folkowej piosence Suzanne, Jezusa jako kobietę-żeglarza. Znamy też interpretacje filmowe w których Jezus jest czarnoskórym mężczyzną, a czasem kobietą. Są to jednak wizje artystyczne, a w przypadku Szwecji mamy do czynienia z zaleceniami w języku nabożeństw i lekcji religii. O ile obraz Jezusa - Syna Bożego możemy uznać jako konieczność dostosowania projekcji postaci ludzkiej Boga do zdolności jej poznania przez osoby czytające Pismo Święte, to jak pogodzić tę interpretację z dogmatem Trójcy Świętej?
Na razie sprawa wywołała duże kontrowersje. Niektórzy teologowie zarzucają, że jest to fundamentalne podważenie chrześcijańskiego dogmatu Wiary, na którym opiera się Kościół Powszechny.





 Ewangelicy odpowiadają, że ciężko jest podważać fragmenty Pisma Świętego określające Boga jako kobietę. W Psalmach Bóg przedstawiony jest jako akuszerka (por. Ps 22, 10), u proroka Izajasza - jako kobieta krzycząca w czasie porodu (por. Iz 42, 14) lub jako matka, która pociesza swoich synów (por. Iz 66, 13), a także jako kobieta, która pamięta o Syjonie jak o swoim dziecku (por. Iz 49, 14-15). Również przypowieść o kobiecie szukającej drachmy uważa się, że Bóg przedstawiany jest jako kobieta (por. Łk 15, 8-10).

Marcin Luter zalecał by w naszej wierze w Boga opierać się jedynie na Piśmie Świętym. Bez jakichkolwiek jego interpretacji. Kościół w Szwecji zaleca jedynie odejście od dodawania słowa "Pan".

Czy jest to już nowa ewangelizacja?


#Luter, #nowa ewangelizacja #kościół w Szwecji #kościół ewangelicko-luterański #Bóg kobietą

Stare Dobre Małżeństwo, poezja śpiewana

Jarosław Roland Kruk / Wikipedia, licence: CC-BY-SA-3.0

Poezja śpiewana jest dość szerokim i mało sprecyzowanym gatunkiem muzycznym. Obejmuje on zarówno piosenkę aktorską, jak i autorską, czy tak zwaną studencką, a także turystyczną. Ważne jest by piosenka zawierała niebanalny tekst mniej lub bardziej znanego autora. Znamy sławę - Dylana, Brela, Cohena, Wysockiego, Okudżawę, Kaczmarskiego czy Nohawicę. Ich piosenki są często śpiewane przez różnych wykonawców, a także nas gdzieś podczas spotkań, czy turystycznych wędrówek. Wojciech Belon który zdefiniował poezję śpiewaną krainą łagodności. W swoich piosenkach często wykorzystywał poezję Jerzego Harasymowicza i to z jego wierszy zapożyczył tę nazwę. W ten sposób poezja śpiewana stałą się piosenką tych, którzy nie rozstają się z miłością do gór.

"Gór mi mało i trzeba mi więcej, żeby przetrwać od zimy do zimy" napisał Tomasz Borkowski opisując mistrza wierszy które znalazły się w poezji śpiewanej - Jerzego Harasymowicza. "Drogi Mistrzu, Mistrzu mojej drogi, Mistrzu Jerzy i mistrzu Wojciechu." Tak świetnie Tomasz Borkowski dał pokłon - można tak chyba powiedzieć - twórcom tego gatunku: Jerzemu Harasymowiczowi i Wojciechowi Belonowi.

Jarosław Roland Kruk / Wikipedia, licence: CC-BY-SA-4.0
Wojciech Belon wywarł duży wpływ na to jak obecnie wygląda nasza kraina łagodności. W 1970 roku w Busku Zdroju założył grającą do dziś Wolną Grupę Bukowina. Razem z Grażyną Kulawik i grupą przyjaciół jako młodzi licealiści uwielbiali wycieczki po Sudetach. Tam powstawały najwspanialsze piosenki które są śpiewane do dziś w schroniskach i na imprezach turystycznych. W 1972 roku do zespołu dołączył Wojciech Jarociński, a potem Wacław Juszczyszyn. W takim składzie zespół istnieje do dziś.
Lata siedemdziesiąte były bardzo udane dla poezji śpiewanej. W tym okresie powstawało wiele znanych i śpiewanych piosenek turystycznych. Niektóre nawet trafiły do podręczników szkolnych inne pozostały przy ogniskach harcerskich. Z pewnością na lata zapisały się w naszych śpiewnikach. Nie chciałbym kogoś pominąć, ale dla mnie najważniejszymi wykonawcami w tym okresie był Karol Płudowski, Adam Drąg, Andrzej Wierzbicki - z zespołu Seta, duet Andrzej Koczewski i Zbigniew Bogdański, Przemysław Gintrowski, Jacek Kaczmarski, Janusz Strąkowski, Jerzy Reiser z zespołu Browar Żywiec, Bogusław Nowicki, Marek Kojro i Adam Szarek z Grupy Toruń , Roman Roczeń, Elżbieta Adamiak i Andrzej Poniedzielski, Jerzy Filar, Piotr Bakal, Paweł Orkisz, Jacek Klejf, Olek Grotowski, Agata Budzyńska, Iwona Piastowska, Andrzej Garczarek, Wały JagiellońskieDo Góry Dnem, Bez Idola, Zespół Nijak, Babsztyl, Wyspa i wielu innych.
Jedni z nich byli znani bardziej lokalnie inni zdobywali nagrody na wielu przeglądach i festiwalach w całej Polsce. A jest ich sporo. Najważniejsze z nich to FAMA, Bazuna, YAPA, Giełda Piosenki w Szklarskiej Porębie, OPPA. Nieco inny klimat ma Festiwal Piosenki Studenckiej w Krakowie. Obecnie liczba tych festiwali i przeglądów znacznie wzrosła. Powstają wciąż nowe a niektóre są zamykane z powodu małego zainteresowania. Niektóre są dość oryginalne. Przykładem mogą być Śpiewanki w Bazie Namiotowej w Muszynie-Złockie. To chyba jedyne takie "zjazdy",  które odbywają się w typowych warunkach turystycznych w bazie namiotowej i bez prądu. Do której się można dostać jedynie pieszo, bo baza jest położona na zboczu góry Koziejówka. Największym wyzwaniem dla organizatorów jest wniesienie tam pianina.                

Andrzej Koczewski i Marek Górski na Explorers Festiwal w Łodzi - zdjęcie Inside Your Life
Na wpływ twórczości Wojtka Belona powołuje się wiele zespołów. Do jednych z nich należy Stare Dobre Małżeństwo. Zespół ten podobnie jak Wolna Grupa Bukowina został stworzony przez licealistów: Krzysztofa Myszkowskiego i Andrzeja Sidorowicza. Ten duet w latach 1980-1984 stawiał swoje pierwsze kroki w muzyce, w akademikach poznańskich. Krzysztof w wywiadach często podkreślał, że początkowo nie znał piosenek turystycznych. Owszem słuchał Dylana czy na strajkach Jacka Kaczmarskiego, ale muzycznie bliżej mu było do bluesa i Breakautów. Duet występował czasem pod nazwą HLEV. Dopiero w 1984 roku osobiście poznał Wojtka Belona. Podczas festiwalu na Famie w Świnoujściu nagrodził on zespół, co zaowocowało początkiem kariery. Nagrodą dla duetu był występ na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie, gdzie po raz pierwszy wystąpili oficjalnie pod nazwą Stare Dobre Małżeństwo. Podobno samą nazwę wymyślił konferansjer Jan Hyjek zapowiadając ich koncert w salce telewizyjnej poznańskiego akademika. Trochę to był żart z duetu, ale się przyjął.
W ich repertuarze dominowały piosenki Edwarda Stachury. To było śmiałe wyzwanie. Piosenki Stachury do muzyki Jerzego Satanowskiego były dość znane. Wykonywali je sam autor, jak i aktorzy różnych teatrów i scen. Dwudziestolatek ze Złocieńca pokonał tę poprzeczkę i dość szybko właśnie muzyka Krzysztofa Myszkowskiego była bardziej kojarzona ze Stachurą. Wkrótce duet przekształcił się w prawdziwy zespół.  Do Starego Dobrego Małżeństwa dołączyła Ola Kiełb - śpiew, Wojciech Czemplik-skrzypce, cymbały, Roman Ziobro-bas i Ryszard Żarowski-gitara.
Olę Kiełb Krzysztof poznał podczas studiów w Poznaniu. Ola studiowała filologię polską i oprócz ciekawego głosu miała talent do pisania tekstów. Myślę że jej piosenka dla Wojtka Belona można z powodzeniem porównać z piosenkami Dylana. 
Wojciech Czemplik to wirtuoz skrzypiec. Znany zarówno z koncertów muzyki poważnej, kościelnej jak i poezji śpiewanej. Występował w zespole z Piotrem Bakalem, a od 1981 roku w grupie Do Góry Dnem. Zespół "wypożyczał" go do gry w Starym Dobrym Małżeństwie kiedy było mniej znane. Potem sytuacja odwróciła się.
Wrocławianin Ryszard Żarowski był znany z muzykowania z grupą AKT-Wrocław, Małolepsi i Baz Idola. Miał również własne kompozycje piosenek turystycznych.
Roman Ziobro był w zespole jedynym członkiem z wykształceniem muzycznym. Grywał w filharmonii i teatrach. Często występował na festiwalach piosenki aktorskiej.

Bieszczadzkie Anioły - zdjęcie Inside Your Life



W roku 1990 do zespołu na stałe dołączył dźwiękowiec z Radomia Wojciech Gołosz a wydawcą na stałe został Marek Sztandera i jego wytwórnia Dalmafon. Obaj byli związani ze studenckim Radiem Żak Politechniki Łódzkiej. To było istotne bo z tej rozgłośni pochodził również Marek Niedźwiecki i Janusz Deblessem twórca audycji Gitarą i Piórem na antenie ogólnopolskiej Trójki. To SDM-owi dało szansę łatwiejszego docierania do odbiorców. Samą nazwę Dalmafon wymyślił Wojtek Czemplik który wówczas wszędzie zabierał swojego psa - dalmatyńczyka który stał się maskotką zespołu. Dalmafon na kilka lat stał się podstawowym wydawcą wszystkich płyt i wydawnictw zespołu. Organizował również ich koncerty.
W tym okresie zespół wykonywał piosenki głównie do tekstów Stachury i Adama Ziemianina, jak i Oli Kiełb, Józefa Barana, Bolesława Leśmiana, Krzysztofa Myszkowskiego, Piotra Bakala. Muzykę tworzył Krzysztof Myszkowski, czasem Roman Ziobro.
Wkrótce poezja Adama Ziemianina zdominowała piosenki wykonywane przez SDM. Adam stał się wręcz członkiem zespołu. Jeździł z zespołem w trasy, występował na scenie recytując swoje wiersze. Dla młodych ludzi którzy chodzą na koncerty były to spotkania z poetą którego znali z podręczników, jego wierszami mówionymi jak i śpiewanymi przez zespół. Czasem wiersze i piosenki powstawały one ad hoc w trasie. Zdarzało się, że muzyka Krzysztofa wyprzedzała wiersz.

Do Góry Dnem impreza w schronisku na Muflonie - zdjęcie Inside Your Life



 Przez Stare Dobre Małżeństwo przewinęło się wielu mniej lub bardziej znanych muzyków. Każdy kto zna atmosferę tego środowiska wie, że jak mawiał Wojciech Szymański na festiwalu Yapa, najlepsze wykonania pojawiają się w dziwnych miejscach na przykład w "toalecie damskiej". Nie wiadomo czemu podczas tego festiwalu schodzą się do niej muzycy z różnych zespołów i wspólnie grają różne piosenki. Moim zdaniem najciekawszymi muzykami występującymi z Starym Dobrym Małżeństwem byli wybitny flecista, grający również na instrumentach perkusyjnych Stefan Błaszczyński (Brathanki, kabaretu Loch Camelot, założyciel i dyrektor Piwnicy św. Norberta w Krakowie.), wspaniały basista jazzowy i muzyki filmowej, realizator dźwięku i nagrań Robert Szydło(Mikromusic, Artur Lesicki Acoustic Harmony), czy utalentowany gitarzysta i  realizator  nagrań z własnym studiem Mariusz Wilke (Słodki Całus od Buby, Bez Jacka, Flash Creep, Na Bani, grupa Waldemara Mieczkowskiego), perkusista grający salsę Jose Torres (José Torres y Salsa Tropical), gitarzysta i kompozytor Dariusz Czarny (Bohema, Konwój, Hagoka Band, zespół Tomasza Szwedy i Georga Hamiltona IV, obecnie w zespole U Studni).
Dodatkowo zespołowi w trasach koncertowych towarzyszyli między innymi Jerzy Bożyk - krakowski pianista i wokalista jazzowy, który zapisał się również w piosence studenckiej, czy chór Viribus Unitis pod batutą Joanny Gogulskiej (wspaniała dyrygentka i kompozytorka).
Okres 1995-2005 był chyba najlepszy w działalności zespołu. Trasy koncertowe po całej Polsce i nie tylko. Kilka występów w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. To była ciężka praca, do tego bardzo dużo wydawanych płyt. Cały czas w drodze i tłumy fanów na koncertach.

Seta w Zapiecku - zdjęcie Inside Your Life

Do tego zespół ciągle czymś zaskakiwał. Zapraszał na swoje trasy różnych innych wykonawców z którymi wspólnie muzykował. Najciekawszym był chyba udział w koncertach chóru uczniowskiego Viribus Unitis z Turku. Chór ten występował często z różnymi wykonawcami. Koncertowali z Majką Jeżowską, Mieczysławem Szcześniakiem czy Justyną Steczkowską. W 2010 roku wygrali konkurs imienia Grzegorza Ciechowskiego. Zaowocowało to wspólnym wykonaniem kilku utworów z zespołem Republika.
Takie tempo pracy nie mogło trwać wiecznie. Poświęcenie całego czasu na koncerty i tworzenie nowych piosenek było nie do przyjęcia dla wszystkich. Sama ilość wydanych płyt jest ciężka do policzenia. Płyty wydawał Dalmafon, Pronit, Pomaton EMI, Jacek Music, EMI Music Poland, Parlophone Music Poland, Warner Music Poland, w końcu sam SDM. Według Wikipedii było ich 26, ale nie widzę tych wydanych przez Dalmafon. Niektóre wydane przez Dalmafon jak Bucalala! figuruje pod wydawnictwem Pomaton EMI. 
Takie tempo pracy powodowało, że skład zespołu ciągle modyfikował.
Do największych zmian doszło w 2012 roku gdy od zespołu odeszli właściwie wszyscy jego członkowie zakładając zespół U Studni
Nowy aktualny skład zespołu tworzą Krzysztof Myszkowski, Roman Ziobro i Maciej Knop. Maciej Knop jest świetnym gitarzystą który podobnie jak Robert Szydło i Wojciech Czemplik prowadzi własną szkołę nauki gry na gitarze.   
W moim odczuciu największą stratą dla zespołu było odejście od poezji Adama Ziemianina. Jest to oczywiście moje subiektywne odczucie, ale z poezją Jana Rybowicza ciężko było mi się pogodzić w piosenkach SDM-u.To wynika chyba z faktu, że zespół zmienia się a my nie.  Tak samo jest z widownią. Krzysztof Myszkowski zawsze trafia do swoich nowych odbiorców.



Cisza Jak Ta na festiwalu Bazuna - zdjęcie Inside Your Life
Pierwszą płytą z jego poezją były Tabletki ze słów. W kolejnych płytach autorem tekstów był również Rybowicz jak i Bogdan Józef Loebl. Ostatni dwupłytowy album Memorabilia zawiera poezję wszystkich autorów tekstów z całego ponad 30 letniego okresu działalności.
Potwierdzeniem że Krzysztof trafia do swoich odbiorców może być płyta Jednoczas która doczekała się tytułu złotej płyty. Szóstej w historii zespołu. Platynowych były dwie Cudne manowce i Blues nocy bieszczadzkiej. 
Przez te wszystkie lata od powstania Stare dobre Małżeństwo pełniło nie tylko rolę dostarczania nam świetnej muzyki i ciekawej poezji. SDM edukował swoich fanów chociażby poprzez zabieranie na koncerty Adama Ziemianina z jego wierszami czytanymi na żywo przez autora.
SDM stworzył również swój własny Festiwal Sztuk Różnych Bieszczadzkie Anioły. Kilkudniowa impreza odbywała się w sierpniu w latach 2001–2009 w Bieszczadach w miejscowościach Cisna, Wetlina, Dołżyca. Obejmowała ona nie tylko muzykę. Twórcy z całej Polski prezentowali swoje wiersze na Turnieju Jednego Wiersza „Bieszczadzkie Dusioły”, czy obrazy, rzeźby na Targach Rękodzieła Artystycznego.


Słodki Całus od Buby na festiwalu Bazuna - zdjęcie Inside Your Life

Najważniejszym punktem Festiwalu był Konkurs Piosenki Bieszczadzkiej i Turystycznej. Całą imprezę organizowali wolontariusze. Harcerze i członkowie fanklubu SDM pod kierownictwem Stowarzyszenia „Moje Bieszczady”. W 2009 roku Krzysztof wycofał się z udziału w imprezie, a Stowarzyszenie zmieniło nazwę imprezy na Bieszczadzkie Spotkania ze Sztuką „Rozsypaniec”, które nadal są organizowane.
Na scenach Bieszczadzkich Aniołów wystąpili między innymi  Antonina Krzysztoń, Jerzy Bożyk, Andrzej Garczarek, Paweł Orkisz, Tadeusz Woźniak, Stanisław Sojka zespoły: Duchy, Wolna Grupa Bukowina, Bez Jacka, Czerwony Tulipan, Smak Jabłka, Słodki Całus Od Buby, Bohema. Praktycznie wszystkie zespoły z krainy łagodności.
Zespoły startujące w konkursach muzycznych z czasem rozpoczęły samodzielne kariery stając się nowymi liderami poezji śpiewanej. W górach jest wszystko co kocham, Zgórmysyny, Cisza Jak Ta, Joanna Pilarska, Bohema, Przejście, Basia Beuth to tylko niektórzy laureaci Bieszczadzkich Aniołów.
Dziś oni robią karierę muzyczną, a terminarz ich koncertów jest tak napięty jak kiedyś Starego Dobrego Małżeństwa.

PS:
Skład zespołu U Studni, tych co w 2012 roku odeszli od Krzysztofa Myszkowskiego stanowią:
Ola Kiełb, Wojciech Czemplik, Dariusz Czarny, Ryszard Żarowski, basista Andrzej Stagraczyński i Adam Ziemianin. Można powiedzieć główny trzon Starego Dobrego Małżeństwa bez Krzysztofa Myszkowskiego i Romana Ziobro. Muzykę do poezji Adama Ziemianina i Dariusza Czarnego tworzy głównie Dariusz Czarny. Wydawcą jest oczywiście Dalmafon.

Trudno mi porównywać oba zespoły SDM i U Studni. Nic nie zastąpi zachrypniętego głosu Krzysztofa Myszkowskiego, a Dariuszowi Czarnemu ciężko odmówić braku zdolności do tworzenia ciekawej muzyki i tekstów.

Dla mnie najlepszą płytą pozostanie koncertowa Bucalala! nagrana z Robertem Szydło w 2002 roku. Pamiętam jak po koncercie podszedł do mnie z wypiekami Marek Sztandera. To co wyprawiał Robert na bezprogowym pięciostrunowym basie było tak wspaniałe, że chciało się by ten koncert trwał wiecznie...

#SDM, #Stare Dobre Małżeństwo, #Krzysztof Myszkowski, #U Studni, #Adam Ziemianin, #Robert Szydło, #Poezja śpiewana, #Kraina Łagodności, #poezja, #Gitarą i piórem, #Wojciech Belon, #Bieszczadzkie Anioły, #rozsypaniec, #Radio Żak, #YAPA, #Bazuna
Tagi: , , ,

Jak wręczyć pierścionek zaręczynowy?


Zaręczyny to niewątpliwie jeden z najważniejszych momentów w naszym życiu. Wymagają niezwykłej oprawy, aby zapisać się w naszej pamięci na długie lata. Chcemy by ta chwila wyglądała inaczej, by była magiczna i wyjątkowa. I choć ludzie od wieków zaręczają się, to ciągle stawiamy sobie cel, by to nasze zaręczyny były tymi "innymi niż wszystkie". Pamiętaj, że to nie jest zwykła formalność, ale początek waszej wspólnej, wspaniałej podróży. Zadbaj o wyjątkowy anturaż i nastrój w tym dniu, aby wybranka nie mogla Ci odmówić. Wyjątkowa. Szczególna i jedyna - tak powinna czuć się osoba, której wsuniesz na palec pierścionek zaręczynowy. 
 
W rodzinnym gronie
Jeśli jesteście tradycjonalistami, to dobrym rozwiązaniem może okazać się ceremonia w gronie najbliższych. Kameralna uroczystość, to także doskonała sposobność, aby rodzice przyszłej młodej pary poznali się bliżej. Sam przebieg uroczystości musisz zaplanować odpowiednio wcześniej, możliwości jest naprawdę sporo, ale warto dopiąć wszystko na przysłowiowy ostatni guzik żeby nic nie pokrzyżowało nam planów. Możesz przygotować unikalny tekst lub poprosić o rękę ojca wybranki. Tak to kiedyś wyglądało i w niektórych domach nadal kultywuje się ta tradycję. 

Przyjęcie
Specjalne przyjęcia z romantyczną scenerią w tle kojarzą nam się przede wszystkim z hollywoodzkimi filmami tymczasem to doskonały pomysł na celebrowanie tej doniosłej chwili. Tu, obok młodych i ich rodziców częścią wydarzenia stają znajomi i przyjaciele, można zaprosić także dalsza rodzinę. Charakter uroczystości dobrze dopasować do oczekiwań wybranki. Przyjecie-niespodzianka nie każdej kobiecie przypadnie do gustu. Warto to wcześniej omówić.

W restauracji
Ulubiona restauracja, która przywodzi na myśl wspólnie spędzone, radosne chwile. Delektowanie się pysznym jedzeniem. Idealne zwieńczenie wieczoru? Pierścionek zaręczynowy na Jej palcu. Wręczając go możesz przyklęknąć na jedno kolano, inwencja należy do Ciebie. Wymyśl coś, co sprawi, że ukochana będzie zachwycona.

Z polotem
Chcesz ją zaskoczyć? Bukiet pięknych kwiatów z załącznikiem w postaci pierścionka na pewno nie pozostawi ją obojętną. Zamów kwiaty, które najbardziej lubi. Możesz wybrać je osobiście. Wszak, jak pisał Seneka : "Naj­piękniej­sze kwiaty pochodzą z głębi serca." Możesz wysłać jej przesyłkę kurierem, aby wzmocnić efekt.

Niebanalnie
Uwielbiacie górskie wyprawy i większość wspólnego czasu spędzacie na górskich szklakach? Może to odpowiednia sceneria do tego, aby wręczyć jej pierścionek zaręczynowy? Możesz zaaranżować zaręczyny w turystycznych warunkach, o ile masz pewność, że Twojej wybrance przypadnie to do gustu. Jeśli jesteś pewien, że "to jest to", to nie wahaj się ani chwili. Czasem lepsze jest wrogiem dobrego, a pierwsza myśl okazuje się zwykle tą najlepszą.

Niezależnie od tego jaki sposób na wręczenie pierścionka zaręczynowego wybierzesz, mów prosto z serca. Twoja wybranka z pewnością doceni Twoją szczerość. Wręczenie pierścionka to element uzupełniający, czasem możesz sobie pozwolić na więcej lub mniej swobody, ale nigdy na brak szczerości. 

#zaręczyny #pierścionek zaręczynowy #jak wręczyć pierścionek zaręczynowy

Marcin Luter. Jubileusz 500-lecia reformacji



Polacy w ogromnej większości nie rozumieją kim dla kościoła powszechnego, świata i demokracji był Luter. Odbierają luteranizm jako pewną formę liberalizacji chrześcijaństwa, co nie jest prawdą.  Jak wytłumaczyć Polakom, że ks. dr M. Luter nie wyprowadził kościoła protestanckiego z kościoła chrześcijańskiego, ale ówczesny Watykan tak daleko odszedł od wiary, że stało się to nie do przyjęcia dla osób wiernych słowom Pisma Świętego? Myślę, że najprościej wytłumaczyć ten fakt poprzez porównanie do sytuacji młodego człowieka, który szczerze podejmuje się pracy na rzecz społeczeństwa np. w partii politycznej, w której odnalazł sens. Dokładnie studiuje jej status, wierzy w idee i obietnice wyborcze. Gdy jest już politykiem zauważa, że wszystko służy mamonie, a idee są jedynie "przykrywką" do zdobycia władzy. W jednych wywołuje to bunt, a inni stają się trybikami w machinie obłudy i fałszu.



Trudno określić czy była to młodzieńcza naiwność czy chęć zmiany świata, ale Luter nie pogodził się z  hipokryzją kościoła. Tak powstały tezy mające na celu reformę Jego Kościoła. Jego, bo Luter był członkiem kościoła katolickiego i można pokusić się o stwierdzenie, że jego poglądy były ortodoksyjne, ale nie rewolucyjne. Z perspektywy 500 lat możemy określić, że to nie Luter wyprowadził kościół protestancki z kościoła katolickiego, ale kościół katolicki opuścił kościół powszechny.


Dlaczego zwykli Polacy nie rozumieją kościoła protestanckiego? 
Przede wszystkim dlatego, że od początku do kościoła „zreformowanego” przystępowała głównie polska szlachta i inteligencja. W kościołach „katolickich” przez wieki obowiązywała łacina. To powodowało, że znajomość Pisma Świętego wśród katolików nie była powszechna, zresztą obawiam się, że i dziś nie jest. O tym jakie kościoły będą na danym terytorium decydowali władcy ziem. To oni też wyznaczali do jakiego kościoła będą uczęszczać ich podwładni. Kościoły protestanckie dbały o rozwój oświaty. Były ośrodkami polskiej kultury.


Klocki Lego nawiązujące do przybicia tez Lutra na drzwiach kościoła w Wittenbergii


„Polacy nie gęsi i swój język mają”
 - grzmiał z ambon kościołów protestanckich Mikołaj Rej, a ojciec myśli politycznej Andrzej Frycz Modrzewski w pięciu księgach spisał podstawy jakie powinny obowiązywać władzę w Polsce. To był gotowy wzór do zbudowania konstytucji. Jednym z podstawowych działań protestantów od początku było szerzenie oświaty. Pierwszym działaniem było zawsze tłumaczenie Biblii na język danej społeczności. 
Tak jest i teraz, gdy Biblię tłumaczy się na język islamskich krajów w Afryce. Wielu ewangelików działają w obozach dla uchodźców. Tłumaczą im zasady chrześcijaństwa. To przynosi wymierne efekty. Pojawiają się nawrócenia na chrześcijaństwo. Uciekając przed wojną domową wywołaną przez ISIS poszukują oni Boga w naszej kulturze.






Watykan przez wieki odwodził wiernych od czytania Biblii. 
Ludźmi słabo wykształconymi łatwiej się rządzi, a to nie sprzyjało reformacji kościoła w Polsce.


Najpierw Bóg, potem Kościół.   
Ta myśl przyświecała reformacji kościoła od samego początku. Każdy kościół jest organizacją ziemską i nie można go utożsamiać z Kościołem Chrystusowym, który jest w nas - wiernych, ufających slowom Pisma Świętego. Kto do niego (Kościoła Chrystusowego) należy wie tylko Bóg. Dlatego mówienie o kimś, że jest prawdziwym chrześcijaninem jest obłudnym twierdzeniem. Z pewnością nie ma żadnej korelacji między zasługami i hojnością wobec instytucji kościelnych, a tym jak postrzega nas Bóg. 

Już w starym testamencie Bóg przekazał Mojżeszowi dekalog w którym pierwszym przykazaniem jest „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Luter postępował zgodnie z dekalogiem, nigdy nie kreował się na nieomylnego zbawcę sterującego wszystkimi i wszystkim. 





Luter nigdy nie próbował być Bogiem.   
Kiedyś w „Gazecie Wyborczej” ukazała się artykuł o tym, że Luter był pijakiem. Zastanawiał mnie brak protestów kościoła luterańskiego po tej publikacji. Z historii wiemy, że Luter był normalnym człowiekiem i miał wiele wad. Nie pił z pewnością coca-coli chociażby dlatego, że jej wówczas jeszcze nie produkowali. Nigdy nie wykorzystywał swojej pozycji by stać się wodzem rewolucji i wybawcą narodu. Gdy pod wpływem jego reform wybuchła w Niemczech wojna chłopska nie stanął na jej czele. Początkowo był jedynie mediatorem chcącym zapanować nad anarchią. Jednak w końcu porzucił swoich wyznawców i biernie przyglądał się ich pogromowi.  Był przede wszystkim teologiem pragnącym przywrócić wiarę kościołowi którego czuł się częścią.




Artykuły „Wyznania augsburskiego” są w większości zgodne z doktrynami watykańskimi. Rozbieżności dotyczą takich rzeczy jak zniesienie celibatu, Wieczerza Pańska pod dwoma postaciami, celebracją płatnych mszy świętych, czy spowiedzi powszechnej. Przez 500 lat w wielu punktach nastąpiło zbliżenie. Od lat Watykan zastanawia się nad ich akceptacją. Co do sakramentu małżeństwa i święceń kapłańskich, to historia pokazuje, że oba nie są szanowane. Pismo Święte nie daje podstaw, aby je traktować jak sakrament. Z pewnością jeden artykuł jest nadal bardzo aktualny. Biskupi mają z prawa Bożego władzę nauczania, sprawowania sakramentów, odpuszczania grzechów i strzeżenia czystości nauki, nie mają natomiast władzy w sprawach świeckich.  

Kościół zreformowany dużo zyskuje dzięki dogłębnej lekturze Słowa Bożego. 
Przede wszystkim oddzielenie tego co cesarskie od tego co boskie. Sprawy pracy w dni świąteczne, aborcji, rozwodów nie muszą być sankcjonowane przez państwo. To my mamy przestrzegać Pisma Świętego, sankcjonowanie tego, narzucanie "z góry" jest mocno wątpliwe.  Karą za grzech nie może być wyrok sądu. Poza tym człowiek nie jest w stanie zapamiętać i wyliczyć wszystkich swoich grzechów, a ich rozliczenia może dokonać jedynie Bóg. Oczywiście co innego uświadamianie innych ludzi, ale należy zacząć od siebie i najbliższych. Nie sprzyja też wierze namnażanie świętych i modlitwa do nich, pośrednictwo w modlitwie. Podobnie niepotrzebne są pielgrzymki, dewocjonalia, ekshibicjonizm wiary, które i tak nie zastąpi lektury Pisma Świętego. Osoby starsze w kościele ewangelickim nie mają nawet potrzeby cotygodniowego przystępowania do Wieczerzy Pańskiej. Ponieważ jest to jeden z dwóch sakramentów (drugim jest chrzest) nie chcą by on spowszedniał. Celem nabożeństwa jest głoszenie Słowa Bożego. Tak nauczano w katechezach ewangelickich, w ubiegłym wieku. Mimo braku konieczności spowiedzi usznej, uczestnictwo w Wieczerzy Pańskiej musi być czymś godnym i wyjątkowym.



Zarzuca się ewangelikom, że są "przychylni" rozwodnikom. Za przykład podaje się drugi ślub znanego ewangelika - Józefa Piłsudskiego. Nie do końca jest to prawdą. Rozwód jest zawsze tragedią dla rodziny. Zezwolenie na powtórny ślub jest rozpatrywane przez radę parafialną i biskupa diecezji. Jednak ślub nie jest świętym sakramentem nadanym przez Boga podobnie jak świecenia kapłańskie. Rozwód małżeństwa nie jest działaniem przeciw Bogu, a przeciw rodzinie. Tak samo jak porzucenie szat kapłańskich przez księdza nie określa jego stosunku do Boga. Jeżeli jest zachowany szacunek, wzajemne zrozumienie i zgoda na to byłych współmałżonków w kościołach protestanckich nie są czynione sztucznie problemy z udzieleniem ślubu rozwodnikowi czy dla jego uczestnictwa w nabożeństwach czy Wieczerzy Pańskiej.

Kościoły protestanckie.
Bóg jest jeden, Pismo Święte jedno, a tyle jest różnych kościołów, w tym protestanckich. Uwarunkowania są zazwyczaj historyczne i hierarchiczne. Różne są również społeczności. Nie wszystkie zmiany są wszędzie tak samo akceptowane.  Przez wieki różne kościoły rozwijały się szybciej lub wolniej. Osobowość pastorów, księży, ich zdolności do skupiania i rozszerzania wokół siebie zborów powodowała, że powstawały różne odłamy bądź to związane z terytorium bądź innym postrzeganiem religijności. Wiara zazwyczaj jest dziedziczona. Przechodzi z rodziców na dzieci. Czasem przyjmują ją od siebie małżonkowie. Następują też migracje wiary z powodów ekonomicznych, prześladowań, polityki, a nawet lokalnych nieporozumień. Określanie, że jakiś kościół jest prawdziwy, a inny nie, jest wyrazem pychy jednej ze stron konfliktu. Uważam, że nie ma na to monopolu nieomylności. Dlatego dobrze, że ludzie się różnią. Trzeba się różnić pięknie. Bóg dał nam różne języki i kolory skóry. Tak samo stworzył różne kościoły lokalne należące i tak do Kościoła Powszechnego. Cechą kościołów protestanckich jest ich wielość i wzajemny szacunek.




Bóg, wolność, świat zamiast Bóg, honor, Ojczyzna. 
Takim hasłem często posługują się członkowie kościoła zreformowanego. Przede wszystkim wolność i demokracja stanowią opokę organizacyjną kościołów protestanckich. Najwyższą władzą ustawodawczą Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce jest Synod Kościoła. W skład Synodu  wchodzi 65 osób. Są to zarówno biskupi jak i księża oraz delegaci „świeccy” rekomendowani przez parafian. Podobnie wygląda organizacja w diecezjach, czy parafiach. Radni parafii sami wybierają proboszcza, decydują o wydatkach parafii. Oczywiście ksiądz musi spełniać określone warunki dotyczące wykształcenia i praktyk. Członkowie rady parafialnej biorą pełną odpowiedzialność (nawet materialną) za decyzje podejmowane przez parafię. Tak demokratyczna struktura kościoła ewangelickiego zapewnia mu wolność. Hierarchiczność jest ograniczona do minimum zapewniając autonomię poszczególnym parafiom. Autonomia daje poczucie bezpieczeństwa i ułatwia kontakt z innymi parafiami na całym świecie co skutkuje szacunkiem do innych z poszanowaniem własnej tożsamości.




Kapłaństwo dla ewangelików nie jest sakramentem, lecz sprawowanym na mocy powołania przez  Jezusa Chrystusa urzędem posługi w Kościele. Uznając biblijną naukę o powszechnym kapłaństwie wszystkich wierzących powołanych poprzez Chrzest Święty, Kościół powołuje tych, którzy w zgromadzeniu wierzących mają sprawować to kapłaństwo w sposób szczególny przez posługę Słowa i Sakramentów. (Mt. 28,18-29; J. 20,21-23; Dz. 1,8)


By zostać księdzem ewangelickim trzeba przejść kilka etapów.
Przede wszystkim trzeba mieć odpowiednie wykształcenie teologiczne. Zostać dopuszczonym przez władze kościelne – Konsystorz - do ordynacji na księdza. Zdać egzamin przed komisją kościelną. Dopiero wówczas następuje "ordinatio" powołanie na księdza. Taki ksiądz może pracować w parafiach, a z czasem kandydować do wyboru na proboszcza przez radę parafialną, w której jest wakat. Na kandydowanie na  proboszcza w danej parafii musi również wyrazić zgodę Konsystorz Kościoła, a rada parafialna dokonuje ostatecznego wyboru spośród kandydatów. Urzędy kościelne (proboszcza i biskupa) są kadencyjne, i trwają 10 lat. Na mocy prawa kościelnego proboszcz administruje parafią i razem z radą parafialną odpowiada za gospodarkę parafialną.


Czy w XXI wieku potrzebujemy Boga?
Globalizacja, powszechna medialność, relatywizm są faktem. W gąszczu natłoku informacji często ciężko się odnaleźć. To skutkuje brakiem refleksji, zastanowienia nad swoim własnym życiem, problemem ze znalezieniem sensu. Nie zastąpi tego wszechobecny konsumpcjonizm i chęć ograniczania wyborów tylko do łatwych i przyjemnych rozwiązań.

Postępowanie w zgodzie z Ewangelią jest sposobem na osiągnięcie tych celów. Najpierw traktujemy Pismo Święte jak GPS. Szukamy w nim rozwiązań stosownych do naszych bieżących problemów. Potem, gdy jesteśmy dojrzalsi, staje się dla nas wykładnią, czerpiemy z Ewangelii by przekazywać prawdy innym, zagubionym, opuszczonym. Gdy czekamy dopełnienia naszych dni w Biblii odnajdujemy sens i potwierdzenie, że dokonaliśmy właściwego wyboru na początku naszego życia.  Potwierdzenia, że nie zmarnowaliśmy tych krótkich chwil naszego życia.


#Luter, #luteranizm, #kościół ewangelicko-augsburski, #wiara, #500 lat reformacji 

Hipis - subkultura buntu czy poszukiwań?

Film „Co przynosi przyszłość” - zdjęcie ze strony www.filmsdulosange.fr
Rok temu powstał francusko-niemiecki film "Co przynosi przyszłość". Film był od początku pokazywany na festiwalach również w Polsce, a za reżyserię ( Mia Hansen-Løve) nagrodzono go Srebrnym Niedźwiedziem na MFF w Berlinie. Isabelle Huppert wciela się w tym w filmie w postać nauczycielki filozofii w szkole średniej. Film osadzony jest w czasie teraźniejszym. Perypetie kobiety w średnim wieku. Problemy rodzinne. Wybory jakie czekają wielu z nas przybliżają nam tematykę filmu. Nas Polaków zastanawia również dlaczego w Polsce brak jest nauki filozofii w szkołach średnich. To jednak można pozostawić poza komentarzem. Przekazywanie uczniom zamiłowania do myślenia pomaga kobiecie zapomnieć o zaborczej, schorowanej matce i odejściu męża. Dzielenie czasu między swoimi dziećmi, wnukiem i czasem poświęconym kształtowaniu swoich uczniów zarówno tych obecnych jak i byłych.

Mnie zainteresowała postać byłego ucznia (Roman Kolinka) dla którego filozofia staje się pasją życia. Zakłada on na odludziu komunę swoich rówieśników o podobnym zainteresowaniu. Typowa komuna hippisowska. Wolność, dragi i dysputy do rana. Zarysowany jest też w tle prekariat - bunt młodzieży towarzyszący, ale nie jest on eksponowany w przeciwieństwie do szerokiego przeglądu filozofów. Młodzież w komunie rozczytana w książkach, analizująca współczesny świat i jego wyzwania. Skromny owoc pracy nauczycielki filozofii w paryskim liceum.


Czy tak wyglądał Ruch Hippisowski przełomu lat 60/70?
Raczej nie. Ówczesny bunt młodzieży wynikał z różnic pokoleniowych. Młodzież powojenna miała dość martyrologii II Wojny Światowej i życia w ciągłym strachu czasów "zimnej wojny". Telewizja na żywo pokazywała zbrodnie wojenne jakie ich rówieśnicy w imię patriotyzmu dokonywali w Wietnamie. Narracja bohaterstwa przeplatana z racjami wyższego rzędu. "Pijcie Coca Colę a was nie zbombardujemy". Z wojny wietnamskiej wracali młodzi weterani - inwalidzi fizyczni i psychiczni. To była idealna pożywka do buntu i potrzeby wykrzyczenia wolności.

Ruch hippisowski to była eksplozja kulturalna.
Rewolucja w muzyce, sztuce, poezji. Powstawały wówczas wielkie imprezy muzyczne gromadzące dziesiątki tysięcy widzów. Możemy to zobaczyć w filmach z tego okresu. Oczywiście wolność oznaczała również narkotyki i totalną anarchię w życiu wielu ludzi. Styl życia hippisów oznaczał totalny bałagan i brak odpowiedzialności. Życie w komunach było świetną pożywką do różnego rodzaju sekt. Co ciekawe tamte dzieci kwiatów to dziś nasi dziadkowie.

Make Love, not War.  
Oczywiście Ruch Hippisowski pojawiła się i u nas. Jego głównym elementem był w Polsce bunt młodzieży w roku 1968. Niestety ówczesna propaganda PRL-u przerobiła go w strajki anty systemowe. Aktyw robotniczo-chłopski wspierany przez oddziały ORMO siłowo rozprawił się z młodą inteligencją, zarzucając im korzenie żydowskie. Wiele osób musiało z Polski wyjechać. Podobnie jak na zachodzie w tym okresie mieliśmy rewolucję w muzyce i sztuce. Wszelkie przejawy wolności były niszczone. Kult pracy robotnika był przewodnią myślą narodu. Na uczelniach niezależnie myślące jednostki szybko powoływano do wojska, gdzie skutecznie łamano im kręgosłupy moralne. Towarzysząca hippisom postawa pacyfistyczna była szufladkowana wraz ze Świadkami Jehowy jako antypolskie działania obcych mocarstw. Przez kolejne dwanaście lat polska młodzież o wolności mogła jedynie pomarzyć.


Dopiero osiemdziesiąty rok był wybuchem wolności. 
Strajki robotników w strategicznych zakładach w Polsce przywróciły nadzieję odzyskania wolności. Hippisowski znak zwycięstwa stał się powszechnie używanym znakiem rozpoznawczym nowej epoki, której nie zatrzymał stan wojenny i przyniósł nam wolność w 1989 roku. Panujący liberalizm od początku transformacji nie był pożywką dla ruchów młodzieżowych. Młodzież poświeciła się gonitwie za pieniądzem, wyścigiem szczurów do upragnionego dobrobytu.

Dopiero XXI wiek przynosi nam zmęczenie globalizacją i ponowny bunt młodzieży. Pojawia się prekariat jako symptom kolejnego ruchu młodzieżowego. Tę nową kategorię społeczną osób niezadowolonych, zdefiniował Guy Standing - autor książki “The Precariat: The New Dangerous Class”. Trzon tej grupy stanowią młode osoby zazwyczaj posiadające zawód, a nawet ukończone studia. Niestety nie mogą oni liczyć na zdobycie odpowiedniej pracy, która dałaby im satysfakcję i awans do klasy średniej. Jedyne na co mogą liczyć to tak zwana "elastyczna forma zatrudniania". Dziś praca jest, jutro nie. Źle opłacana, powodująca u nich jedynie rozgoryczenie i nienawiść do globalizacji i obcych.

Czy młodzi lekarze-rezydenci walczący o godne warunki leczenia pacjentów możemy postrzegać jako kolejny bunt młodzieży przeciw systemowi, Tym razem systemowi służby zdrowia w Polsce?

Jest to z pewnością pokolenie JP II. Oni są wychowani na encyklikach Papieskich. Wierzą w nie.

"Z PRACY swojej człowiek ma pożywać chleb codzienny i poprzez pracę ma się przyczyniać do ciągłego rozwoju nauki i techniki, a zwłaszcza do nieustannego podnoszenia poziomu kulturalnego i moralnego społeczeństwa, w którym żyje jako członek braterskiej wspólnoty; praca zaś oznacza każdą działalność, jaką człowiek spełnia, bez względu na jej charakter i okoliczności, to znaczy każdą działalność człowieka, którą za pracę uznać można i uznać należy pośród całego bogactwa czynności, do jakich jest zdolny i dysponowany poprzez samą swoją naturę, poprzez samo człowieczeństwo."  Św. Jan Paweł II

Co nam przyniesie nasza przyszłość ... 

#hipisi, #ruch hippisowski, #pokolenie JP II , #dzieci kwiaty, #bunt młodzieży, #filozofia, #komuna

Śmierć psa w rodzinie. Jakie są nasze powinności wobec zwierząt?


Buba


Decydując się na psa, kota czy inne zwierze musimy zdawać sobie sprawę, że niesie to za sobą również przykre doświadczenia. M.in. choroby oraz niechybną śmierć pupila. O ile zwierze cieszy się pełnią zdrowia nie zaprzątamy sobie tym głowy. Liczymy, że ten stan rzeczy będzie trwał jak najdłużej. Pewnie łatwiej oswoić się z myślą o pożegnaniu gdy pies cierpi, choruje długo, a dolegliwości wyniszczają jego organizm.

Nasz pies od początku – gdy tylko wzięliśmy go ze schroniska przy ulicy Marmurowej w Łodzi miał zdiagnozowaną chorobę serca. Wizyty u weterynarzy zawsze kończyły się konstatacją, że "pies długo nie przeżyje" z sercem w takim stanie. A jednak przeżyła 13 lat, przez pierwszych kilka lat ciesząc się względnie dobrą kondycją. Dwa ostatnie lata jednak były dla Buby ciężkie, wodobrzusze i zabiegi, które weterynarz musiał wykonać, aby ratować jej życie nasuwały nam pytanie czy mamy prawo tak męczyć psa. Jednak wola walki i niezwykła chęć życia dodawała nam motywacji.

Zasadne w tym miejscu wydaje się pytanie o cierpienie psa i odczuwanie bólu. Chociaż weterynarz zapewniał nas, że obiektywnie ciężko mówić o uchwytnych objawach bólowych, bo ciężka niewydolność serca nie musi ich dawać, to jednak nasuwały nam się pewne wątpliwości, zwłaszcza gdy do objawów doszło wyniszczenie organizmu (nagły spadek wagi, niechęć do jedzenia).

Decyzje o eutanazji zawsze podejmuje właściciel zwierzęcia. To on świetnie zna swoje zwierze i potrafi uchwycić tą jakże cienką granicę. Świetnie gdy jest na tyle silny psychicznie i jest w stanie to zrobić w odpowiednim momencie oszczędzając zwierzęciu cierpienia. My walczyliśmy o naszego psa do końca, podając leki, kroplówki, zastrzyki. Buba odeszła samodzielnie. W miejscu świetnie sobie znanym, otoczona bliskimi jej ludźmi i miłością.


Relacja człowiek - zwierze


Adoptując psa wzięliśmy za nią całkowitą odpowiedzialność. Chcieliśmy by czuła się bezpieczna. Stała się częścią naszej rodziny. Pełnoprawnym jej członkiem. Pies, podobnie jak człowiek – odczuwa różne emocji, ma sny i jest empatyczny (czego akurat brakuje niektórym ludziom). Ale czy to stanowi o jego podmiotowości? A jeśli nie, to co stanowi? Obiektywne kryterium określające nasz stosunek do zwierząt zawiera się w ich niezbywalnym prawie do życia. Życie, dla absolutnie każdej istoty jest najważniejsze w całej hierarchii wartości. Natomiast człowiek – jako istota świadoma wartości życia swojego oraz cudzego powinien stać na straży tej wartości.

Dla jednych odczuwanie bólu czy cierpienia jest przesłanką do tego by uznać czworonoga, za równego sobie. P. Singer, wyznaczył kryterium podmiotowości na granicy: zdolności do odczuwania bólu/cierpienia. Tak uważał też protoplasta Singera. J. Benthama pisząc: "oby nadszedł dzień, gdy wszyscy uznają, że liczba nóg, włochatość skóry lub to, jakie zakończenie ma os sacrum, nie są również argumentami przekonywującymi, aby wolno było doznającą uczuć istotę wydać na męczarnię (...) należy pytać nie oto czy zwierzęta potrafią rozumować ani czy mogą mówić, lecz czy mogą cierpieć." Natomiast I. Kant był zdania, że złe traktowanie zwierząt jest przyczyną okrucieństwa wobec innych ludzi.


To co robię określa to kim jestem


W pewnym stopniu nasz stosunek do zwierząt określa to kim jesteśmy. Dlaczego? Źródło moralnej powinności człowieka wobec zwierzęcia znajduje się nie w zwierzęciu, lecz w człowieku. To on jest tzw. podmiotem moralnym w tej relacji i na nim spoczywa całkowita odpowiedzialność za nią. Zwierzęta nie oceniają, zapewniając nam bezwarunkową miłość. Są przyjaciółmi "za dobre i na złe". Dlatego, zapewne, więź na linii zwierze-człowiek jest tak mocna i tak nierozerwalna. Czy jednak odwdzięczamy się tym samym? 

Nie chce jednoznacznie odpowiadać na to pytanie,  bo każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie, ale mam wątpliwości czy dobrze traktujemy nasze polskie zwierzęta. Zwłaszcza te gospodarskie czy te mieszkające na wsi, w budach, na krótkim łańcuchu. 

Odrębną kwestią jest "moda" na psy czy koty, która da się zaobserwować w dużych miastach. Buldogi francuskie, jack russell terriery, koty brytyjskie czy rosyjskie.

Moda na posiadanie zwierząt określonej rasy napędza pęd za tym by mieć "pieska idealnego", niczym zabawka, takiego jak ulubiona blogerka czy celebrytka. Takiego, który świetnie wygląda na zdjęciach. Promowanie psów o określonym typie wyglądu, napędza przemysł cierpienia jakim są pseudohodowle. Co jednak dzieje się z tym psem gdy zaczyna chorować? Gdy koszty leczenia wzrastają, bo choroba okazuje się poważniejsza niż na początku zakładano? Czy kupowanie psa jest w ogóle etycznym zachowaniem, gdy tyle zwierząt czeka w schroniskach bez nadziei na lepsze życie?

W ogóle nie przekonują mnie apele znanych lub mniej znanych blogerek, które zachęcają do adopcji zwierząt obnosząc się rasowym czworonogiem – to dla mnie zachowanie zakłamane i takie osoby nie będą dla mnie nigdy autentyczne.


Chcesz mieć psa? Nie kupuj, adoptuj! 

 


#śmierć psa #powinności wobec zwierząt #odpowiedzialność za zwierzęta
Tagi: ,

Gdzie na wakacje? Czarnogóra



Wprawdzie już po wakacjach, ale na planowanie przyszłych nigdy nie jest za późno. W naszym przypadku wyjazd wiąże się z zabraniem wszystkich domowników. Więc przede wszystkim naszego psa, który chyba myśli, że jest człowiekiem wiec nawet krótki pobyt w świetnym hotelu dla psów odebrałby jak karę więzienia. Wyjazd na wakacje z psem powoduje pewne ograniczenia. Nie możemy wsiąść do samolotu gdy piesek waży więcej niż 8-10 kg. Do tego przewożenie go w klatce chyba doprowadziłoby go do zawału. Dlatego zostaje nam wyjazd samochodem.




Wyjazd nad Adriatyk wydaje się kierunkiem optymalnym. Przede wszystkim stać nas na spędzenie tam wakacji, dodajmy tanich wakacji. Można taki wyjazd z powodzeniem porównywać z pobytem w Polsce, a może nawet wyjdzie taniej, jeśli się do tego odpowiednio przygotujemy. W naszym przypadku jest to kemping i spanie we własnym busie przerobionym na kampera. Trochę to trwało, ale dzięki temu żyliśmy wakacjami na dwa miesiące przed wyjazdem.




Dlaczego kamper?
Bo jeździmy w ciemno. Bez wstępnej rezerwacji i płacenia zaliczki. Mieliśmy z tym kilka lat temu złe doświadczenie, gdy pani rozmyśliła się z przyjęcia naszej rodziny na swoją kwaterę, bo trafili jej się Włosi, którzy więcej zapłacili. Było, minęło. Pewnie dlatego omijamy już Chorwację. Poza tym w Czarnogórze, gdzie jeździmy od kilku lat trudno o kwatery z własną niezatłoczoną plażą. Najczęściej trzeba dojeżdżać codziennie samochodem. Trzeba również dodatkowo płacić za parking, toaletę itp. Poza tym gdzie zostawić psa gdy idziemy nad morze? Plaże miejskie nie są przystosowane do tego aby pies czuł się tam swobodnie, jedynie te dzikie są świetne dla czworonoga, ale czy to jest zawsze dobre dla psa?


My teraz wybieramy kemping bezpośrednio na plaży. Nie trzeba jechać, czy iść nad morze. Idzie się tylko popływać, a pies spokojnie nas obserwuje siedząc w cieniu najczęściej pod samochodem bo ma tam przeciąg. Co ciekawe lokalizacja na plaży powoduje, że nie trzeba mieć żadnej klimatyzacji. Morska bryza sprawia, że w dzień nawet temperatura 30 stopni nie jest uciążliwa. W nocy temperatura spada do 20 stopni więc nawet wiatrak nie jest potrzebny.


Adriatyk jest ciepłym morzem, zwłaszcza poniżej Dubrownika. Jedyny problem w ostatnich latach to silne wiatry. Kiedyś występowały one głównie w sierpniu i wrześniu. Teraz są nawet w czerwcu i lipcu. Silny wiatr to zmora na kempingach jeżeli nie ma się doświadczenia. Trzeba odpowiednio zabezpieczyć stelaż namiotu, czy pawilonu. Nasza konstrukcja jest przymocowana na stałe do dachu samochodu, aby można było ją szybko rozkładać. Dodatkowo jest przymocowana do kół i śledzi. Przeciw słońcu najlepiej stosować siatkę maskującą. Jest lekka i przewiewna. Dzięki temu konstrukcja nie jest narażona na duże siły. Podczas dwóch tygodni nawet antena nam się nie przesunęła więc chyba jest już dostatecznie stabilna.


Temperatura Adriatyku wynosi latem w Czarnogórze około 27 stopni. Plaże są kamieniste lub żwirowe. Tylko przy granicy z Albanią jest plaża piaszczysta. Ceny są podobne do tych w Polsce, a za parcelę z prądem i wypożyczoną lodówką płaciliśmy 17 euro dziennie za wszystko. Dużą wygodą jest to że Czarnogóra ma już euro jako swoją walutę. Dzięki temu łatwiej tam posługiwać się kartą płatniczą bez nie zawsze korzystnych przeliczników.



Porady praktyczne:

- dojazd - my jeździmy przez Słowację, Węgry, kilkadziesiąt kilometrów Chorwacji, Bośnię i Czarnogórę. Z centrum Polski to 1500 km. Winiety na Słowację i Węgry kupujemy przez internet. W Chorwacji omijamy autostrady, w Bośni mamy tylko jedną płatną autostradę przy Sarajewie, a w Czarnogórze płatny jest jedynie tunel "Sozina" między Podgoricą a Barem. Znacznie ułatwia nam dojazd oszczędzając przejazd przez góry. Paliwo najtańsze jest w Bośni i Czarnogórze, oraz na Słowacji na stacjach benzynowych z dala od autostrad i dróg głównych,

- podróż, przejścia graniczne - Polskę opuszczamy nową drogą ekspresową między Bielsko-Białą a Żyliną. Autostradą nie dojeżdżamy do Bratysławy. By uniknąć korków polecam kierowanie się na miasto Komárno . Po drodze jedziemy obok elektrowni jądrowej w Bohunicach widocznej z autostrady. Do Chorwacji wjeżdżamy w Mohaczu, a do Bośni w miejscowości Šamac. Najgorsze jest przejście graniczne między Bośnią a Czarnogórą. Najczęściej korzystamy z dwu przejść w  Šćepan Polje droga szutrowa lub w Koravlica. Obie drogi wąskie i słabo zabezpieczone barierkami. Osobiście wolę tę przez Šćepan Polje. Nigdy nie stałem na tym przejściu, ale widziałem raz korek kilkukilometrowy w stronę Bośni.




- język - najlepiej rosyjski, angielski "znają" (w ograniczonym zakresie) tylko osoby młode,

- ceny w sklepach i na straganach - ceny są normalne nawet niższe niż w Warszawie,

- jedzenie, polecam spróbować - przede wszystkim owoce morza, można je kupić w knajpkach lub przyrządzić samemu. My lubimy samemu pichcić więc często kupowaliśmy mrożone owoce morza lub świeże w sklepiku rybnym w Herceg Novi. Z lodów polecam bardzo pyszne tiramisu z Serbskiej firmy Gelato. Do tradycyjnych dań i przekąsek należy Ćevapčići - roladki z mięsa mielonego, oraz Burek - mięso mielone w cieście francuskim. Możemy je dostać w większości państw byłej Jugosławii. Uwaga - w przydrożnych piekarniach w Bośni nie można płacić kartą. Na kempingu można zobaczyć jak miejscowi opiekają na rożnie głowy świńskie, czy prosiaki,

- polecam zwiedzić - oczywiście cały Kotor, mauzoleum Piotra II Petrowicia-Niegosza, jaskinie fluorescencyjne na półwyspie Lustica, Klasztor Ostrog i spływ pontonem po rzece Tara w najgłębszym kanionie w Europie i jednym z najgłębszych na świecie,

- drogi, kierowcy, wypadki, policja -  mimo tego że w Czarnogórze i Bośni drogi są ekstremalnie kiepskie, zwłaszcza w górach, to jeżdżąc tam od kilku lat nie widziałem u nich żadnego wypadku. Ekstremalnie trudna wydaje się droga serpentynami z Kotoru do Mauzoleum Petrowicia-Niegosza. Brak barier, duża ekspozycja, wąska droga i mijanki zwłaszcza z samochodami ciężarowymi to przeżycia niezapomniane.



Wystarczy dodać, że 17 kilometrowy odcinek pokonujemy w około półtorej godziny. Bardzo pomocne jest nawigowanie w dwie osoby gdy pasażer ciągle patrzy do tyłu czy coś jedzie z przeciwka. Liczba zakrętów wynosi coś koło setki, a ciągle w dole widać Kotor. Osobom z lekiem wysokości radzę jechać dookoła. Kierowcy w Czarnogórze jeżdżą ostrożnie, rzadko nie ustępują pierwszeństwa czy wymuszają zjeżdżanie z drogi. Gorzej jest z naszymi kierowcami, Austriakami czy Włochami. Radary są w Bośni i tam widziałem też patrol policji "polujący" na kierowców wyprzedzających na podwójnej ciągłej. W przeciwieństwie do Chorwacji nie ma policjantów prowokujących agresywną jazdę,

- mieszkańcy Czarnogóry -  ciężko jest określić kim są mieszkańcy Czarnogóry. Nie spotkałem Czarnogórca który głośno mówił dobrze o Unii Europejskiej. Większość podaje się za Serbów lub przyjaznych Serbom. Często mówią o bombardowaniach i nalotach amerykańskich. Zresztą czytając historię ciężko mówić o wojnie domowej i rozpadzie Jugosławii nie mówiąc o  II Wojnie Światowej i roli jaką poszczególne państwa byłej Jugosławii odgrywały we wzajemnych stosunkach. Już wówczas powstało wiele problemów i wzajemnych roszczeń. Musimy też pamiętać, że te górzyste narody mają nieco inną strukturę poczucia państwowości. Oficjalnie mówi się, że w Bośni i Hercegowinie rządzą ościenne państwa, a nawet Turcja. Jadąc w sierpniu br. widziałem jak policja bośniacka "polowała" na obcokrajowców by namawiać ich do podpisywania jakichś oświadczeń na temat pograniczników chorwackich. W takich sytuacjach najlepiej udawać tzw. greka. Na drogach musimy też uważać na zwierzęta. Owce, kozy, krowy, konie spacerujące po drodze to częsty widok.




Czarnogórcy najczęściej unikają rozmów o polityce.  Gdyby nie problemy w komunikacji chętnie nawiązywaliby kontakt. Oczywiście najlepszym językiem do konwersacji jest język rosyjski. Najważniejszym świętem podczas wakacji jest 28 sierpnia - Święto Zaśnięcia Bogurodzicy. Święto to przypomina Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny obchodzone u nas 15 sierpnia. W tym dniu są organizowane uroczyste biesiady. Gdy jesteśmy na kwaterze prywatnej z pewnością zaproszą nas na nią gospodarze. Do podawanych potraw należą zapiekane ziemniaki, mięso wieprzowe, w tym wspomniane Ćevapčići, duże ilości zapiekanych warzyw w tym cebuli i także podaje się rakiję,

- o czym bezwzględnie należy pamiętać - przede wszystkim pamiętajmy o zielonej karcie, aktualnej karcie uprawniającej do leczenia EKUZ oraz ubezpieczeniu podróżnym,

- internet - niestety, minuta połączenia w Czarnogórze to wydatek rzędu około 10 zł. Miejscowi mają jednak dobry (szybki) internet porównywalny z naszym LTE. Preferowana przez nas sieć to m:tel . Kartę i modem można dokupić do niego w jednej z placówek m:tela. W Kotorze jest on dostępny w centrum handlowym Kamelija, a w Podgoricy w centrum handlowym Delta City. 





Obejrzyj nasz film z wakacji.

#gdzie na wakacje #wakacje w Czarnogórze #gdzie pojechać na wakacje #atrakcje w Czarnogórze #praktyczne porady Czarnogóra #urlop Czarnogóra #wakacje Czarnogóra

- Copyright © Inside Your Life | blog lifestylowy - Skyblue - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -