Rozwój dziecka. Taniec, balet, rytmika


O tym, że potrzebujemy ruchu od najmłodszych lat wiemy wszyscy. Zwłaszcza, gdy mamy już jakiś czas życia za sobą. Patrząc na kilkuletnie dzieci zazdrościmy im, że mają całe życie przed sobą. Chcielibyśmy w nich przelać cały bagaż doświadczeń jaki sami zebraliśmy w ciągu naszego życia.

 Jak zachęcić dzieci do uprawiania sportu, czy chociażby zwykłego ruchu. 
Niektóre dzieci nie potrzebują specjalnej zachęty. Są bardzo żywotne i potrafią cały dzień spędzić na podwórku biegając, krzycząc, łażąc po drzewach, czy grając w piłkę. Jednak nie wszystkie dzieci są tak żywiołowe. Potrzebują odpowiedniej zachęty i motywacji. Dobrym rozwiązaniem są zajęcia na basenie. Jednak nie dotyczy to wszystkich. Z badań i obserwacji kilkuletnich dzieci wynika, że
dobrze na rozwój dzieci wpływa taniec, balet czy chociażby zajęcia z rytmiki. Połączenie ruchu i muzyki rozwija u dziecka wyobraźnię. Przy zaburzeniach motoryki u dzieci rytmika jest podstawowym zajęciem terapeutycznym.
Od starożytności wiemy, że muzyka wpływa na psychikę człowieka.  Jest istotnym elementem w jego wychowaniu i pozytywnie oddziałuje na jego rozwój. Jednak dopiero Jan Jakub Rousseau filozof, pedagog i teoretyk muzyki zapoczątkował szczegółowe badania nad tym związkiem. Według niego wychowanie młodego człowieka poprzez muzykę i taniec odgrywa bardzo ważną role w rozwijaniu jego aktywności i innowacyjnej twórczości. Muzyka działa na emocje człowieka. Ma nawet właściwości medyczne. "Muzyka łagodzi obyczaje" - powiedział niedawno jeden z posłów zanim inny, który pewnie nigdy nie słuchał muzyki, ukarał go karą. Wychowanie przez sztukę jaką jest balet, czy taniec łączy wszystkie formy prawidłowego kształtowania człowieka.
„Musica animea lavamen” – Muzyka jest lekarstwem dla duszy.



Zauważyliście, że już noworodki, zanim nauczą się schodzić podrygują jak słyszą muzykę. Mamy śpiewają dzieciom kołysanki, a gdy dzieci stają na nóżkach tańczą w rytm muzyki. Jakby się z tą zdolnością urodziły. To może być sygnał, że dziecko ma w tym kierunku zdolności. Szkoda to zmarnować. W żłobku, czy przedszkolu często są zajęcia z rytmiki i tańca. Większość zabaw odbywa się w kółeczku i polega na śpiewaniu i wykonywaniu różnych ćwiczeń. Jest to zabawa, ale za razem śpiew i ruch. Taniec spełnia również inne funkcje. Uczy empatii, dyscypliny i współdziałania w grupie. Dziecko musi dostosować się do swoich rówieśników, poznać prawidłową postawę. Dzięki takim zajęciom zadba o swój wizerunek, a ruchy jego ciała staną się skoordynowane. Jeżeli dzieci to akceptują może warto zrobić następny krok i zapisać nasze dziecko do szkoły tańca lub na balet.

Często rodzice zastanawiają się czy wybrać balet, czy szkołę tańca. A jeżeli taniec to jaki?
Myślę, że nie wolno oczekiwać cudów od naszego dziecka. Nie róbmy z nauki tańca kolejnego wyścigu szczurów. To może zniechęcić dziecko do tych zajęć. Niech to będzie nieco inna zabawa. Również wybór rodzaju tańca nie powinien wynikać z ambicji rodziców. Jak pozna taniec trochę lepiej samo odnajdzie w nim swoją drogę. Różnice między tańcem, a baletem na początku są minimalne. W tańcu jest więcej elementów rytmiki i współpracy z partnerem. W balecie najważniejsza jest zdolność rozciągania ciała do wykonywania różnych figur, estetyka i dyscyplina postawy. Poza tym na balecie i tak w początkowym okresie dziecko będzie uczyło się tańca klasycznego. Można jedynie domniemywać, że wybór szkoły baletowej może być drogą do zdobycia zawodu. Dzięki szkole baletowej już nastolatkowie zarabiają własne pieniądze, co z powodzeniem można pogodzić z nauką, czy studiami.

Kiedy zapisać dziecko na taniec?
 Zazwyczaj szkoły tańca zaczynają nabór dzieci w wieku 3-5 lat. Oczywiście zależy to od rozwoju dziecka i jego zdolności do odnalezienia się w grupie. W przypadku baletu liczy się czas. Wyćwiczenia należytej postawy, odpowiedniego poruszania, zajmuje nieco więcej czasu, dlatego normą przyjęć są dzieci 3 letnie, ale starsze dzieci też są mile widziane.



Oczywiście zawsze zajęcia dodatkowe, pozalekcyjne to wyzwanie zarówno dla dziecka jak i dla rodziców. Dziecko musi odmówić wspólnej zabawy z kolegami z podwórka, a my musimy wozić naszego potomka na zajęcia, a czasem nawet płacić za nie sporo pieniędzy. Na szczęście kostium, czy pointy nie są tak drogie niż niektóre instrumenty muzyczne. Oczywiście najlepiej wybrać renomowaną szkołę państwową działająca przy jakiejś operze, czy operetce. Można w tym zakresie poszukać opinii rodziców dzieci, które mają w tym doświadczenie. Z pewnością szkoła baletowa wyjdzie nam taniej niż pojedyncze zajęcia nawet w grupie. Tyle tylko, że trzeba podejść do tego profesjonalnie, a nie okazyjnie.

Dla dziewczynek, czy chłopców?
Pokutuje przekonanie, że chłopcy mają trenować piłkę nożną, czy sporty walki, a dziewczynki powinny chodzić na balet. Jeszcze przed wojną w szkołach żeńskich głównymi zajęciami były nauki humanistyczne, a z dodatkowych szydełkowanie, robótki krawieckie śpiew i taniec. Chłopcy uczyli się nauk ścisłych, a ich zajęcia dodatkowe obejmowała nauka rzemiosła, i gra w piłkę.
Trochę z tych przyzwyczajeń nam zostało. Najczęściej chłopcy trafiają do szkół baletowych dzięki siostrom. Idą tam z ciekawości i najczęściej zostają. Do szkoły tańca trafiają nieco później,  ze swoimi partnerkami, które wstydzą się z nimi tańczyć na różnych imprezach. Pierwszym poważniejszym wyzwaniem jest studniówka. Wówczas młodzież chodzi na krótkie kursy tańca dla par.


Balet, a styl życia.
Balet to przede wszystkim sztuka mowy ciała. Swoimi ruchami tancerze przekazują widowni nastrój postaci, które grają na scenie. Tancerz jest artystą i cechuje go nieco inny styl życia od sprzedawcy w sklepie, czy programisty komputerowego. Przygotowanie do roli jaką ma odtwarzać na scenie wiąże się ze zgłębieniem libretta, kontekstu jego powstania. Sama choreografia pozwala oddać emocje postaci, uwydatnić wydźwięk i znaczenie sztuki. 

Każdy ma jakieś ulubione balety. Nowoczesne, czy klasyczne. Balet jest ciągle żywy. Chętnie sięgają po ten sposób wyrazu współcześni muzycy, którzy w ten sposób mogą zilustrować swoje utwory. Moim ulubionym baletem jest Próba Gábora Pressera, węgierskiego kompozytora i muzyka. Libretto i choreografię do tego baletu napisał Antal Fodor, a w polskiej inscenizacji asystentem była Ewa Wycichowska. Polska premiera tego baletu miała miejsce na deskach Teatru Wielkiego w Łodzi 25 lutego 1984 roku, tuż po zniesieniu stanu wojennego w Polsce. Balet opisujący mękę Chrystusa i jego rozstrzelanie na krzyżu. Wielu z widzów odbierało jako jasny obraz zamachu dyktatora na wiarę. Bez względu na to kim on jest. Gabor Presser był dobrze nam znany jako autor muzyki i członek zespołu Omega i Locomotiv GT. Jego najbardziej znanym utworem była "Dziewczyna o perłowych włosach". Balet Próba odniósł sukces na całym świecie. Ostatnio Próba była wystawiana w Poznaniu, również w choreografii Ewy Wycichowskiej. 
Rok 1984 był bardzo ważny w polskiej kulturze. Polacy potrzebowali artystycznego przekazu po stanie wojennym. Teatry, opery, filharmonie były pełne widzów. W tym okresie Ewa Wycichowska napisała również libretto i była choreografem baletu „Republika – rzecz publiczna”. W balecie wykorzystano muzykę polskiego kompozytora, założyciela i lidera zespołu Republika - Grzegorza Ciechowskiego. Podczas premiery w Teatrze Wielkim w Łodzi  (29 grudnia 1984 roku) na scenie obok baletu wystąpił zespół, który wykonywał muzykę na żywo.

#rozwój dziecka #balet #taniec #rytmika #muzyka #Gabor Presser #Ewa Wycichowska #Republika

Tanie wakacje. Słowacki raj



Niecałe 70 km od Polski znajdują się Hrabušice, jedna z baz wypadowych w Słowacki Raj. Słowo raj nie jest przesadzone, zwłaszcza dla amatorów górskich wędrówek, którzy nie lubią się zbytnio przemęczać. Najwyższa góra w Słowackim Raju - Veľká Knola ma wysokość 1266 m n.p.m. Ale większość najbardziej atrakcyjnych szlaków nie przekracza wysokości 950 m. Ktoś kto odwiedzał Małą Fatrę poznał z pewnością szlak Janosikowe Diery. Słowacki Raj to zespół takich szlaków, których jest tam kilkanaście. Wędrówki wzdłuż potoków, które wcinają się skalny masyw Słowackiego Raju wąskimi wąwozami są świetną okazją do trenowania wspinaczki po odpowiednio przygotowanych szlakach. Zabezpieczenia typu podesty, drabinki, klamry, łańcuchy brzmią złowrogo, ale jak się nie ma lęku wysokości nie sprawiają żadnych problemów. 
Słowacki Raj to świetne miejsce na dłuższe wakacje. Jedyny warunek to odpowiednia pora roku, żeby nie było śniegu i lodu. Zazwyczaj nie lubimy chodzić po górach w upalne lato. Tam to jednak nie grozi. Wąwozy z wartkimi strumieniami i licznymi wodospadami są jak naturalna klimatyzacją. Ilość atrakcji jaka tam na nas czeka zapewnia, że nie będzie nam się nudzić. Świetnie wypełni nam kalendarz nie tylko na 14 dniowy urlop, ale również na kilka takich wyjazdów. 
W promieniu 30 kilometrów mamy Tatrzańską Łomnicę (tania i bez tłoku kolejka górska w wysokie Tatary), cztery kompleksy basenów termalnych, naturalne źródła wody mineralnej(gazowanej), przepiękne jaskinie w tym najbliższa z naturalnym lodowcem (czynna w miesiącach letnich), dyskoteka w Spišský Štvrtok, największy zamek na Słowacji - Spiski Hrad, Siva Brada Geyser - Słowackie "Pamukkale", jeziorko z wypożyczalnią sprzętu wodnego, niezapomniany rafting na rzece Hornad, ciekawe miasteczka, a przede wszystkim szlaki Słowackiego Raju. 

W zależności jakie są nasze oczekiwania i upodobania - naszą bazą wypadową mogą być Hrabušice, położony przy szlakach Podlesok, na południu położone nad jeziorem Dedinki, czy bezpośrednio w górach Kláštorisko. Zimą dla narciarzy najlepiej jechać do Dedinek lub do Biele Vody. Musimy jednak pamiętać, że Słowacki Raj to niskie górki i trasy zjazdowe bardziej przypominają ośle łączki i zadowolą jedynie początkujących narciarzy.

Podlesok

Najczęściej naszą bazą wypadową mamy w Podlesoku. Jest tam kilka możliwości noclegu. Schronisko, prywatne kwatery, domki kempingowe, duże pole namiotowe przystosowane również do przyjazdu własnym kamperem, czy przyczepą kempingową. Wszystkie te ośrodki są wspaniale zagospodarowane. Boiska do gry w siatkówkę, czy piłkę nożną, place zabaw dla dzieci. Nawet ścianki wspinaczkowe dla maluchów. Są również liczne trasy rowerowe. Teren jest odpowiednio monitorowany. To ważne bo w okolicy jest kilka miejsc, gdzie są siedliska Cyganów. Oczywiście ci w Hrabušicach są "cywilizowani" Cyganie i można u nich spokojnie wynajmować kwatery, ale w Latanowcach, czy w Janovcach są osiedla z kurnymi chatami, gdzie bez prądu mieszka najbiedniejsza społeczność Romów. 20 lat temu można było się spotkać w tamtych okolicach z namolnym żebractwem dzieci. Teraz o takich przypadkach nie słyszeliśmy. Z pewnością jest to też jakaś atrakcja turystyczna, ale widok skąpo odzianych dzieci, które zimą idą w drewniaczkach do sklepu w Janovcach długo nie zapomnimy. Cyganie dają o sobie znać wiosną. Pielęgnują oni głupi zwyczaj wypalania traw i strażacy mają z nimi sporo kłopotów.

Z Podlesoka rozciąga się wspaniały widok na Tatry Wysokie do których mamy niespełna 30 kilometrów.
W Podlesoku jest kilka klimatycznych gospod, w których w sezonie jest muzyka na żywo. Od maja do września jest ustawiana przy samym Auto Campie scena, gdzie występują różne zespoły, głównie ludowe.  

Podlesok to miejsce skąd biorą początek najbardziej popularne szlaki. Najbliższy to Sucha Bela z przeuroczym Okienkowym Wodospadem. To bardzo ciekawy szlak, w którym najciekawszy jest wodospad, do którego wspinamy się po długiej drabinie, a który kończy się oknem skalnym z którego wypływa woda. W wąwozie Sucha Bela mamy też 30 metrowy system kaskad zwany Misové vodopády. Misove czyli takie na których występują kotły eworsyjne. Spadająca z wysokości woda kotłuje się w głębokich dołkach, które sama wyrzeźbiła.

Sucha Bela skalne okno

Uwaga: w Słowackim Raju mimo, że to park narodowym nie ma zakazu wchodzenia z psami. Musimy jednak wiedzieć, że jest tam sporo miejsc niebezpiecznych dla psa.  Bezwzględnie musimy trzymać go na smyczy, aby pies nie wszedł na jakąś półkę skalną. Zwykle rezultat jest taki, że półka prowadzi go donikąd i zaczyna improwizować co najczęściej kończy się jego bolesnym upadkiem. Najlepiej zostawić go na noclegu lub przygotować dla niego specjalne nosidełko. Nasz pies ma do tego specjalnie przystosowany plecak z którego nie wyskoczy i z którego wygląda mu jedynie głowa. Chronicznie boi się chodzenia po ażurowych kratkach. Ma po prostu lęk wysokości. Dlatego podczas wchodzenia po drabinkach, klamrach łańcuchach, czy podestach siedział cały czas w plecaku i raczej nie spoglądał w przepaść.

Dlaczego braliśmy ze sobą psa?

Bo szlaki są jednokierunkowe i samo przejście wąwozów jest jedynie 1/3 czasu całej wycieczki. Potem może spokojnie chodzić na smyczy i cieszyć się wolnością. Oczywiście zawsze zabieramy ze sobą zestaw do sprzątania kupek.
 
Szlak Sucha Bela kończy się na wysokości 930 m n.p.m.

Szlak wzdłuż Hornadu. Pies w plecaku!
Inny szlak z Podlesoka prowadzi na Tomášovský výhľad wąwozem Hornadu. Na rzece możemy podziwiać amatorów raftingu. Na Hronadzie blisko Podlesoka jest miejsce katastrofy śmigłowca ZHS(Horskej Záchrannej Služby - odpowiednik GOPR). 17 lipca 2015 roku zginęło tam 4 ratowników górskich lecących na ratunek turystów w Tatrach. W drodze kilkukrotnie przekraczamy Hronad po malowniczych mostkach wiszących. Po drodze mamy możliwość skrętu w prawo na Kláštorisko wzdłuż Kláštorskiej rokliny. To krótki wąwóz z siedmioma wodospadami. Najwyższy Strakovy vodopád ma 13,5 metra.  Prowadzi na niego jedna długa drabina. To pięć pięter! Po krótkiej wędrówce dochodzimy do Kláštoriska 740 m n.p.m. To ulubione miejsce turystów, w którym turyści najczęściej odpoczywają, po przejściu różnych wodospadów. Są tam do wynajęcia domki kempingowe i pole namiotowe nieopodal schroniska. Najbardziej podoba mi się tam napis w jednym z miejsc biwakowych:

 "Nepľuvajte pod stôl môžu tam ležať vaši kamarati" :-)

Idąc w kierunku szlaku wychodzącego z Suchej Bely na uboczu po lewej stronie mamy malownicze wąwozy w którym jest Obrovsky vodopad 20 m. wysokości i dalej Sokolia Dolina. Kláštorisko jest pełne ludzi. Nasz pies jest dość dziki dlatego najchętniej odpoczywamy w samotności na malownicze hali nie dlatego Bykarki 1057 m n.p.m.

Obrovsky vodopad

Po dwóch dniach chodzenia po drabinkach czas na wycieczkę samochodem na Spisky Hrad (zdjęcie główne). To największy kompleks zamkowy na Słowacji zajmujący powierzchnię 4 ha. Zwiedzanie trwa blisko 3 godziny (można wejść z psem). Po drodze możemy zobaczyć "słowackie Pamukkale" gejzery (podobno sztuczne) położone tuż przy drodze w Siva Brada . Widać je wyraźnie na wzgórzu nieopodal kaplicy. Woda z gejzerów ma sporo wapnia dzięki czemu powstają śnieżnobiałe jeziorka i nacieki przypominające tureckie Pamukkale. Między Siwą Brodą, a Spiskim Zamkiem znajduje Spiska Kapituła. Siedziba spiskich biskupów, miejsca, gdzie mieszkał Jan Paweł II podczas pielgrzymki w lipcu 1995 roku.

W drodze powrotnej możemy zajrzeć do Cingova skąd prowadzi krótki szlak na Tomášovský výhľad. Jest tam widok na przełom Hronadu, przypominający nam Pieniny. 

Wracając do Podlesoka radzimy jechać dookoła przez Spišský Štvrtok . Droga na skróty może okazać się dłuższa. Wprawdzie GPS poprowadzi nas wąskimi dróżkami asfaltowymi kluczącymi między polami i bagnami, jednak stracimy na to więcej czasu i możemy trafić na dzikie tabory cygańskie. W centrum Spišský Štvrtoku (Spiski Czwartek) jest dyskoteka w czymś co przypomina nasze remizy strażackie.

 
Tomášovský výhľad

Kolejne dwa dni warto poświęcić na dwa nieco oddalone wąwozy Veľký Sokol i Stredné Piecky. Są to nieco dłuższe szlaki, również jednokierunkowe. Są one rzadziej odwiedzane więc panuje tam spokój, a latem nie ma kolejek by wejść po drabinkach. Rzadko jeździmy do Słowackiego Raju latem, ale z opowiadań turystów słyszeliśmy, że są czasem problemy zwłaszcza na długich drabinach, gdy komuś "w szpilkach" nagle zachce się schodzić. Wszystkie szlaki są jednokierunkowe więc zanim zdecydujecie się na pokonanie jakiegoś szlaku zastanówcie się czy dacie radę wejść po drabinie na 5 piętro.


Baseny termalne na Słowacji


Do atrakcji wodnych należą położone w okolicy baseny termalne. Największy kompleks jest w Tatralandii w Liptowskim Mikulaszu i Popradzie. Tatralandia jest oddalona o  60 km. Prowadzi tam autostrada, więc dojazd nie zajmuje dużo czasu. Za to nawet rowerem możemy dojechać do oddalonego o 12 kilometrów Vrbova. Nie ma tam tyle zjeżdżalni i atrakcji dla dzieci, ale nawet zimą możemy skorzystać z kąpieli leczniczych w niespotykanej gdzie indziej wodzie siarkowej. Cały rok przyjeżdżają tam ludzie, którzy twierdzą, że jest to najlepsze i najtańsze sanatorium pomagające na wiele chorób. W najcieplejszym basenie "siadaczkowym" woda ma 36-38 stopni. Można sobie dobrze wygrzać biczami wodnymi stawy i kręgosłup. W części centralnej są niedawno oddane baseny skupiające się na masażach wodnych. Nie są to imitacje z bąbelkami, ale prawdziwe bicze wodne. Nieraz bywaliśmy na tych basenach w zimie. To niezła frajda kąpać się na dworze przy temperaturze -20 stopni. Nurkować by nam włosy nie zamarzały. Najlepszą atrakcją jest wówczas na przemian tarzanie się w śniegu i wskakiwanie do gorącej wody. Oczywiście dla młodszych dzieci są baseny w pomieszczeniu zamkniętym, a dla młodszej dziatwy brodzik z atrakcjami. Wybierając się jedynie do Vrbova możemy na miejscu skorzystać z dużej oferty prywatnych kwater, bungalowów z wliczonym biletem całodziennym na basen. Latem są też czynne domki kempingowe i pole namiotowe. Pobyt w bungalowach bez wyżywienia ze stałą wejściówką na baseny kosztuje 23 Euro. Oczywiście na baseny psa nie zabieramy. Dodatkową atrakcją jest połów ryb w pobliskim stawie hodowlanym. Jest drogo, ale według informacji można złowić amura, czy suma afrykańskiego.

Vrbov

Po południowej stronie Słowackiego Raju mamy spore jezioro sztuczne Palcmanská Maša w Dedinkach. Znajduje się tu centrum wypoczynkowe z wypożyczalnią sprzętu wodnego i dużą ilością pensjonatów. Zimą jest tu centrum narciarskie Gugel - Mlynky z kilkoma wyciągami. Często Dedinky są wybierane na miejsce organizacji Zielonych Szkół. Również z Polski południowej. Gdy byliśmy tam z naszą klasą w Dedinkach była dodatkowa atrakcja w postaci wyciągu krzesełkowego do schroniska na szczycie Geravy (1071 m n.p.m.). Na szczycie był punkt widokowy na jezioro i zaporę. Dziś pozostały jedynie słupy po wyciągu. Z Dedinek możemy wybrać się na jeden z najwyższych szczytów Słowackiego Raju Havranią Skałę 1153 m n.p.m. Nieco wyższa Remiaška 1168 m n. p. m. jest niedostępna z uwagi na obowiązujący tam ścisły rezerwat przyrody. Szlak na Havranią Skałę jest dobrze opisany od strony atrakcji przyrodniczych jakie mijamy po drodze. To ścieżka naukowa Občasný prameň, która przybliża nam od strony merytorycznej przyrodę Słowackiego Raju.
 
Kiedyś z Podlesoka do Dedinek prowadziła droga przez przełęcz Kopanec. Było to ekstremalne wyzwanie dla samochodu, kierowcy jak i pasażerów. Niezliczona ilość zakrętów, wąski zniszczony asfalt, brak barierek i ciągła zagadka co nas czeka za każdym łukiem drogi wywoływała nagły przypływ adrenaliny i chorobę morską. Do Dedinek możemy wybrać się przez Spiską Nową Wieś i przełęcz Grejnar. W 2002 roku miała tam miejsce katastrofa lotnicza. Dwa Migi-29 Słowackiej Armii zderzyły się w powietrzu. Pilot jednego z nich zginął na przełęczy. Lepsza i krótsza droga wiedzie przez Vernar. Jest tam po drodze ważna atrakcja regionu - Dobszyńska Jaskinia Lodowa.

Musimy zwrócić uwagę, że jaskinia nie jest otwarta przez cały rok. Godziny w których można  ją zwiedzać się ściśle wyznaczone z uwagi na konieczność zachowania równowagi termicznej. Nie ma tam możliwości zwiedzania "dopóki są chętni". By ją zobaczyć musimy przyjść odpowiednio wcześniej.  Nie zwiedzimy jej podczas majówki, bo jaskinia jest udostępniona turystom od 15 maja do 30 września. Oprócz niedziel! Czas zwiedzania 30 minut, temperatura w części lodowej -3,9 do -0,2 °C. Pamiętajcie o ciepłym ubraniu! Nie ma możliwości rezerwacji biletów. Dobszyńska Jaskinia Lodowa jest wpisana na listę światowego dziedzictwa przyrody. To wyjątek, że w jaskini położonej tak nisko (970 m n.p.m.) przez cały rok utrzymuje się lodowiec. Godziny wejść 9:30, 11:00, 12:30, 14:00. W drodze powrotnej możemy nabrać darmowej wody mineralnej, gazowanej ze źródełka położonego niedaleko wsi  Hôrka, C'est Ondřej. To wyjątkowa w smaku woda, w której jest naturalny gaz. Robienie zakupów polecam w położonym niedaleko sklepie GS (COOP) w pobliskich Janovcach. Plusem jest obsługa w języku polskim. Kierowniczką i zarazem kasjerką jest bardzo miła pani, która pochodzi z Polski. 


Źródło wody mineralnej, gazowanej Ondrej

W Słowackim Raju jest wiele ścieżek do uprawiania narciarstwa biegowego jak i przystosowanych do turystyki rowerowej, głównie od strony Dedinek.

Dla tych co mają nieco więcej czasu na zwiedzanie polecam Havranią Dolinę. Miejsce, gdzie znajdują się dawne piece hutnicze i kopalniane sztolnie. Przed laty wydobywano tam rudy żelaza i miedzi. Natomiast w osadzie Novoveská Huta jest czynna do dziś odkrywkowa kopalnia uranu. To jedno z dwu miejsc występowania uranu na Słowacji. W kopalniach w Novoweskiej Hucie występuje też  chalcophyllite, bardzo rzadki minerał zawierający arsen. Warto też poznać ciekawą architekturę Spiskiej Nowej Wsi i Kežmaroku. Zobaczyć jezioro z elektrownią szczytowo-przepompową Cierny Vah, skąd rozciąga się przepiękny widok na Tatry i Poprad. Można też odwiedzić więcej miejsc w Tatrach. Najczęściej zaglądamy do Tatrzańskiej Łomnicy i Skalnego Plesa. To jedyne miejsca gdzie możemy kolejką wjechać z psem w wysokie Tatry. Widok z Łomnicy zapiera dech w piersiach. Niestety trzeba mieć szczęście by kupić bilet na sam szczyt. Kolejka dowiezie nas jedynie do Skalnatej doliny (1751 m n.p.m.). Na sam szczyt Łomnicy (2634 m n.p.m.) kursuje jedynie jeden  15-sto osobowy wagonik, wiec trzeba wjazd rezerwować dużo wcześniej, a nie zawsze jest pogoda. Można za to pokusić się na wjazd wyciągiem krzesełkowym lub wejście łatwym szlakiem na Przełęcz Łomnicką ( 2190 m n.p.m.) i Łomnicką Wieżę, zwaną Łomnicką Basztą (2202 m n.p.m.). Tam będziemy czuć oddech Tatr Wysokich. Z Łomnickiej przełęczy prowadzi również dobrze ubezpieczony szlak na samą Łomnicę. Czas wejścia z przełęczy około 1h 30 minut.

W centrum Popradu jest co roku organizowany uliczny sylwester.
Z nieco dalszych jaskiń polecam Demianowską Jaskinię Wolności i położoną na granicy słowacko-węgierskiej ogromną jaskinię Domica. Zwiedzając tę jaskinię można przejść ze Słowacji na Węgry. Wejścia do jaskini są po obu stronach granicy.

#Słowacki Raj #Podlesok #Sucha Bela #Vrbov #Hrabušice #Kláštorisko 

 

W pogoni za szczęściem. Zrównoważony rozwój, czy wyścig szczurów?


Nie macie wrażenia, że wszyscy ulegamy hipnozie nieustannej pogoni, określanej mianem wyścigu szczurów? Absorbująca praca zawodowa, z ciągłym dążeniem do odniesienia sukcesu materialnego. Źle opłacana, aby ciągle był niedosyt i maksymalizacja wydajności. Pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie, a stan posiadania coraz to innych gadżetów, zdobyczy cywilizacji daje nam namiastkę czegoś co powszechnie nazywane jest szczęściem. By je zdobyć jesteśmy w stanie zrobić niemal wszystko. Jednocześnie nie zauważamy faktu, że zadowolenia nie daje nam posiadanie jakiegoś gadżetu, ale to, że ktoś inny jeszcze go nie ma. Skoro nie ma, więc zajmuje niższy level. Jak w grze Nintendo, i to nas cieszy! Posiadanie czegoś jest przecież przywilejem. Jedziemy do pracy wypasioną furą, wyposażoną w napęd hybrydowy i najnowsze osiągnięcia techniki, a kolega z sąsiedniego biurka poci się na rowerze. Radość nas rozpiera. ON musi się jeszcze sporo napedałować zanim osiągnie mój poziom. Więc banan się pojawia na naszej twarzy do czasu, gdy trafiamy na korek. Kolega dogania nas jadąc ścieżką rowerową, więc wjeżdżamy na chodnik, przecież nie może dotrzeć do celu swej podróży szybciej od nas! Mamy do tego prawo.W końcu ON nie ma prawa zmieniać zaszeregowania społecznego.

To nie jest odosobniony przypadek. To jest powszechne zjawisko, w każdej grupie wiekowej i niemal każdej społeczności. Co ciekawe, tak postępują również państwa. Wizy, cła, i cała ta polityka antyimigrancka jest po to by INNI nie przeszli na wyższy level. Miarą sukcesu poszczególnych państw jest produkt krajowy brutto. Określa on status materialny społeczeństwa. Ilość gadżetów na jakie stać obywateli jakiegoś państwa.

Rywalizacja przyspiesza rozwój ekonomiczny i postęp. Ludzie oczekują coraz lepszych gadżetów. Szybciej, więcej, taniej, nowocześniej. Jest to twórcze, napędza gospodarkę. Produkcja i modernizacja gadżetów następuje w tempie geometrycznym, podobnie rośnie liczba ludności. Zniszczyliśmy przy tym środowisko, rabunkowo wykorzystujemy surowce, których ilość jest przecież ograniczona. Do tego toniemy w śmieciach, a powietrze nie nadaje się do oddychania w wielu miejscach na ziemi. Nastąpiło znaczne rozwarstwienie poziomu życia w społeczeństwie. Coraz trudniej przebić się na wyższy poziom stanu posiadania. Ludzie mniej zamożni domagają się solidaryzmu. To samo następuje na poziomie globalnym. Izolacja biedniejszych państw spowodowała, że ICH ludność emigruje w poszukiwaniu możliwości przejścia na wyższy level. Pojawiają się na tym tle konflikty narodowościowe, religijne i kulturowe. To idealna pożywka dla ruchów nacjonalistycznych, terroryzmu i komunizmu.

Dokąd my zmierzamy?


Czym właściwie jest to szczęście?

Od strony psychologicznej szczęściem określamy dobrą passę, chwilową radość jak i zadowolenie z życia. Zdobywanie gadżetów wynika z dobrej passy, wywołuje też chwilową radość. Chwilową, bo za jakiś czas gadżet będzie passe. Jak nowa zabawka, którą damy dziecku. Z czasem zestarzeje się i będzie na tyle powszechna, że jej posiadanie nie będzie stanowić przywileju wyższej kasty. Z perspektywy lat może okazać się, że gadżety nie przynoszą żadnej radości z życia. Wyścig aby je osiągnąć był daremny, a poświęcenie na nie życia nie dało nam szczęścia. Może więc nie warto stawać do wyścigu szczurów i zmodyfikować nasze postępowanie?


Do podobnych wniosków doszli nawet ekonomiści. Twórcy budowania religii konsumpcjonizmu. Kreowania popytu i podaży. Skoro jest nas coraz więcej, a wszyscy chcą utrzymać swój stan posiadania i standard życia, konieczny jest zrównoważony rozwój, inaczej zaczniemy się cofać.

Niektórzy uważają, że już jest to niemożliwe, że powinniśmy skupić się na zapewnieniu elementarnych potrzeb człowieka jakimi są żywność i woda. Zmarły niedawno Stephen Hawking uważał, że jedynym wyjściem jest przejście (przynajmniej elit) na wyższy level, poziom kosmosu. Tak jak teraz emigranci z Afryki i krajów Arabskich, ludzkość będzie musiała opuścić Ziemię. Poszukać innej planety nadającej się do zasiedlenia. Prognozy demograficznie, jak i klimatycznie spowodują, że już niebawem Ziemia przestanie stanowić bezpieczny dom. Ma tremu służyć wznowienie na strategiczną skalę zdobywanie kosmosu i jego penetracja w poszukiwaniu innej planety nadającej się do osiedlenia.

O zrównoważonym rozwoju ekonomiści, demografowie, ekolodzy mówią od dawna. Najczęściej łączą rozwój ekonomiczny z zapewnieniem ochrony środowiska. Posługują się pojęciem ekorozwoju. Unia Europejska forsuje samoograniczenie się państw w emisji gazów cieplarnianych, wykorzystania  paliw samoodnawialnych, wprowadzenia gospodarki powtórnego wykorzystania odpadów, wspierania rozwoju technologii nie wywołujących nieodwracalnych szkód w przyrodzie. Wyśrubowane normy ekologiczne powodują sprzeciw wśród krajów biedniejszych. Traktują to jako jedną z form restrykcji służących blokowania rozwoju ich państw. Politycy partii populistycznych traktują walkę z tymi przepisami jak patriotyczny obowiązek. Nie przejmują się, że trują (chociażby smogiem) mieszkańców państw w których sprawują władzę. Są obojętni na statystykę wykazującą, że każone środowisko wywołuje większą zachorowalność czy wręcz śmiertelność obywateli. Dodatkowo nie dbają o przyrodę prowadząc rabunkową gospodarkę zasobami leśnymi. Nie myślą o przyszłych pokoleniach. Liczy się dla nich jedynie moment w którym mogą być przy władzy.



Bardzo dziwnie zrównoważony rozwój tłumaczą, na światowych forach ekonomicznych, nasi politycy. Dają za przykład gospodarkę Chin. Podkreślają sukces gospodarki scentralizowanej, opartej na silnej roli państwa. Mówią o zaciskaniu fiskalizmu i wyższych podatkach, oraz sprzeciwie dla robotyzacji w przemyśle. Takie przynajmniej były główne tezy premiera Morawieckiego w temacie zrównoważonego rozwoju na 47. konferencji ekonomicznej w Davos. Główne zagrożenie na świecie nasz premier widzi w tym, że 70-90 proc. społeczeństwa nie partycypuje w globalnym wzroście gospodarczym. Wrogiem, według niego, jest globalizacja i narzucanie ekorozwoju państwom rozwijającym się. Od zrównoważonego rozwoju ważniejszy dla niego jest odpowiedzialny rozwój.
Na szczęście nikt z światowych ekonomistów nie podchwycił tej "wizji" rozwoju. Forum było w połowie ubiegłego roku, a w grudniu minister Morawiecki został naszym premierem.

Korzystanie bez umiaru z zasobów surowców naturalny politycy tłumaczą względami religijnymi. Fałszywie interpretując słowa Starego Testamentu "czyńcie sobie ziemię poddaną...Bądźcie płodni i rozmnażajcie się; zaludniajcie ziemię i bierzcie ją w posiadanie! Dla was są ryby w morzu, ptaki w powietrzu i wszelka istota żywa, która się porusza na ziemi." Ks. Rodzaju 1.28. Nieco inaczej na ten fragment patrzą protestanci. Służebność natury człowiekowi widzą jako prawidłowe dbanie o nią i odpowiednie gospodarowanie, by nas wyżywiła. Tę myśl jeszcze w XVII wieku zapoczątkował szwajcarski biskup Jacob Amman twórca chrześcijańskiej wspólnoty amiszów.

Wspólnoty amiszów do dziś świetnie sobie radzą w 28 stanach USA oraz Ameryce Środkowej. To bardzo konserwatywna i restrykcyjna wspólnota o strukturze gmin izolujących się od otoczenia. Amisze w swoim postępowaniu ściśle przestrzegają swoich zasad. Są one dość szczegółowe. Od zalecanych fryzur po kolor ubioru. Amisze nie korzystają z nowoczesnej techniki. Ortodoksyjne zbory nie korzystają nawet z elektryczności, samochodów, telewizji, fotografii i innych nowoczesnych wynalazków. Praktycznie wszyscy zajmują się rolnictwem i przetwórstwem płodów rolnych. Można powiedzieć że dla nich czas zatrzymał się w XIX wieku w momencie przyjazdu do Ameryki.

Budowa wspólnot na zasadach gmin jest bardzo ważnym elementem ich życia. Gmina o wszystkim decyduje. Każdy jej służy, a w podeszłym wieku jest przez nią utrzymywany. Amisze nie podlegają ubezpieczeniu społecznemu, nie służą w wojsku, nie posyłają dzieci do szkół publicznych. Ograniczają naukę do czternastego roku życia, jedynie na poziomie szkoły podstawowej. Wypełniają swoje życie w zgodzie z Biblią i otaczającą ich naturą.

Czy są szczęśliwi? 

Pewnie tak, bo nie znają naszego świata, a może dlatego, że my wiemy jaki on jest.


Amisze to potomkowie imigrantów, głównie ze Szwajcarii. I to tam mamy nowoczesną wspólnotę, która szczyci się życiem w zgodzie z naturą, rozumiana jako wzór zrównoważonego rozwoju.

Methernitha to niewielka wspólnota chrześcijańska która zamieszkuje  Linden w Szwajcarii. Podobnie jak amisze, są zorganizowani w formie spółdzielni. W latach pięćdziesiątych kupili oni ziemię niedaleko Brna i osiedlili się, aby żyć w zgodzie z chrześcijaństwem i naturą, dbając o otaczające ich środowisko. Odrzucili wszystko co uzależnia: nikotynę, alkohol, narkotyki. Ludzie żyjący w tym zborze pomagają sobie nawzajem. Jednak w przeciwieństwie do amiszów członkowie wspólnoty mają własne, niezależne poglądy i filozofię, cieszą się wolnością osobistą i wolnością działania. Zasady funkcjonowania zboru nigdy nie naruszały swobód jej członków i innych ludzi. Idealistyczna wizja jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Początkowo wspólnota żyła z produkcji mebli. Jednak sławę zyskała dzięki cudownej maszynie jaką opracowali członkowie zboru. By żyć "w równowadze" z przyrodą na przełomie lat 60. i 70. rozpoczęli prace nad perpetuum mobile - Thesta Distatica, maszynę wytwarzającą energię z przemian elektrostatycznych w atmosferze. Pierwsze maszyny wytwarzające energię zostały zbudowane w 1982 roku i działają do dziś. Największa produkuje od 3 do 4 kilowatów prądu stałego o napięciu 230 woltów. Naukowcy potwierdzili, że uzyskuje energię z nacisku pola grawitacyjnego przy braku jakiegokolwiek napędu.

Można powiedzieć, że to cud 150 osobowa wspólnota chrześcijańska, żyjąc w zgodzie z przyrodą stała się samowystarczalna, wytwarza własną czystą energię i żyje od 70 lat w harmonii i szczęściu w zrównoważonym rozwoju.

Thesta-Distatica http://perpetualmotion21.blogspot.com/2015/06/thesta-distatica.html

Czy trzeba żyć w komunach, gminach, spółdzielniach aby dążyć do szczęścia, w zrównoważonym rozwoju i zgodzie z przyrodą?


Szczęście jest stanem emocji, na który mamy wpływ. Zamiast pożądać rzeczy które osiągnęli inni wystarczy zaakceptować to co posiadamy. Odrzucić bezmyślny wyścig szczurów i pogodzić się z miejscem, które zajmujemy. Znajdziemy tę poradę w Nowym Testamencie, który w wielu fragmentach piętnuje zazdrość. Amerykański filozof William James stwierdził, że: "akceptacja (tego, co się stało) jest pierwszym krokiem do przezwyciężenia konsekwencji każdego nieszczęścia". Skoro zaakceptujemy to co nas spotyka, przestaniemy zazdrościć innym, nie będziemy chcieli dążyć by mieć coraz więcej, to nie będziemy nieszczęśliwi. A może nawet osiągniemy radość z życia, bez konieczności wyzbycia się własnej osobowości i skazywania się na członkostwo w jakimś zborze. William James twierdził, że człowiek, w celu zaspokojenia swoich potrzeb posługuje się prawdą względną zbudowaną na własny użytek. Tak samo powinniśmy oceniać poglądy religijne. Dlatego, według jednych ludzi, mamy czynić ziemię sobie podporządkowaną, aby ją bez ograniczeń eksploatować, inni zaś uważają, że mamy dbać o nią czerpiąc jedynie z niej w sposób zrównoważony, w zgodzie z nią współistnieć

Aby żyć w zgodzie z naturą trzeba jednak zaakceptować nasze w niej miejsce. Musimy szanować życie nasze i przyrody. Tylko tak możemy żyć nie niszcząc świata, nie podcinając gałęzi, na której siedzimy. Oczywiście łatwiej jest tak żyć, gdy jesteśmy jak zwierzęta w stadzie. Pewnie dlatego w komunie, gminie, spółdzielni żyje się łatwiej. 

Na szczęście na świecie są również zwierzęta, które chodzą własnymi ścieżkami. Aby być szczęśliwym wystarczy zaakceptować ścieżkę, którą dane NAM jest iść.


 #szczęście #amisze #wolna energia #zrównoważony rozwój #wyścig szczurów #w zgodzie z naturą #Thesta Distatica #methernitha
  

Moje hobby. Działka. Szkodniki roślin w ogrodzie - jak z nimi walczyć?

Szkodniki roślin w ogrodzie


Piękne, kolorowe rabatki. Własne warzywa i owoce, którym poświęcasz czas. Troszczysz się, opiekujesz, w upały podlewasz obficie wodą by skwar z nieba nie pozostawił po nich śladu na spalonej ziemi. Wtem! Orientujesz się, że coś rujnuje Twoje plony i plany. Bez cienia skrupułów pozbawia Cię złudzeń.

Szkodniki roślin w ogrodzie, to bardzo częsty temat poruszany na forach ogrodniczych. Szczególnie „w sezonie” można spotkać wiele rożnych sposobów na to jak walczyć z myszami polnymi, ślimakami (pomrowami) czy też mszycami. Osobiście nie polecam stosowania środków chemicznych, zwłaszcza jeśli to co uprawiamy ma finalnie wylądować na naszym stole i zostać skonsumowane. Moim zdaniem lepiej sięgać po to co naturalne i walczyć domowymi sposobami ze szkodnikami roślin. 

Przejdźmy jednak do sedna i odpowiedzmy sobie na pytanie:

 

 

Szkodniki roślin w ogrodzie - jak z nimi skutecznie walczyć?


Pomrów



Zacznijmy od tych naprawdę rozpowszechnionych szkodników roślin w naszym kraju czyli ślimaków. O ile pomrów czerniawy nie robi zbyt wielkich szkód, o tyle wersja pomarańczowa pomrowa (pomrów wielki) to istna plaga jeśli masz ogródek warzywno – owocowy, czy nawet rabatkę z kwiatami. Zjada dosłownie wszystko. W dni słoneczne nie wychodzą ze swoich kryjówek czyli zacienionych wiat, czy spod desek tarasowych. Jednak gdy tylko spanie nieco deszczu lub słońce zajdzie za chmury nadciąga prawdziwa inwazja. Pomrowy są bardzo żarłoczne, w truskawkach zostawiają tylko wierzchnią warstwę owocu, powstaje z niego swoista otoczka, cały środek jest zjedzony. Nawet jeśli owoc jest tylko nieco uszkodzony to do konsumpcji się już raczej nie nadaje. W roślinach zielonych wygryzają dziury w liściach – dotyczy to szczególnie salaty. Pomrów rozmnaża się bardzo szybko. Ta odmiana ślimaków to obojnak, do rozmnażania nie potrzebuje partnera. Jaja pomrowów są liczne, składane najczęściej płytko w ziemi. Niestety - nie ma wrogów naturalnych. Jak sobie radzić z pomrowem?

1. Niszczenie. Spulchnianie ziemi, w okolicach gdzie często bytują pomrowy jest dość skutecznym zabiegiem. Można się spodziewać, że gdzieś w pobliżu są zakopane ich liczne jaja, a spulchnienie ziemi powoduje, że jaja wysychają, a co za tym idzie – nie rozwinie się z nich dojrzała forma szkodnika. To gatunek bardzo inwazyjny.

2. Sól. Pomrowy nie przepadają za solą. Bardzo często sięgam po sól gdy liczebność pomrowów w moim ogrodzie gwałtownie wzrasta i nie nadążam z przeciwdziałaniem. Wysypuję solą ścieżki, miejsca po których chętnie przemieszczają się ślimaki. I o ile nie spadnie deszcz, to sposób jest bardzo (100%) skuteczny. Po opadach efektywność działania spada do zera i czynność trzeba powtórzyć. Nie warto przesadzać też z ilością soli, bo nie na wszystkie rośliny zadziała to pozytywnie. Wysokim zasoleniu gleby mówimy stanowcze nie. Na pomrowy zadziała już niewielka ilość NaCl, to dla niech bariera niemal nie do pokonania! (Ich dolne czułka wyczuwają kwasowość podłoża).

3. Kora lub trociny. W pełni ekologiczny sposób na pomrowa to obsypanie ścieżek drobnymi trocinami lub drewnianą korą. Ślimak z trudem porusza się po takiej powierzchni (o ile w ogóle zdecyduje się na nią wejść).


Kret



Działka zryta przez krety to nie jest przyjemny widok dla ogrodnika. Jednak trzeba sobie zdawać sprawę, że kret tak naprawdę nie wyrządza nam wymiernych szkód w postaci podgryzania czy niszczenia upraw. Jedyną winą kreta jest drążenie podziemnych korytarzy i usypywanie kopców. Oczywiści, takie działania nie wpływają pozytywnie na rośliny i pośrednio – czy kret jest tego świadomy czy nie – robi nam jednak krzywdę. Jakie mam na niego sposoby?

1. Kulki z naftaliną. Sprawdzone i przetestowane. Kret widać nie przepada za tym zapachem i po wetknięciu kulki w kretowisko (trzeba znaleźć norkę – dziurkę wewnątrz) zwykle opuszcza swój tunel. Z tego co wiem nie dzieje mu się krzywa, po prostu zmienia teren bytowania i przenosi się np. do ogródka sąsiada. ;-)

2. Preparat odstraszający z bzu czarnego. Bez czarny może występować nawet jako chwast w uprawach, albo rosnąć w opuszczonych miejscach. Warto się rozejrzeć po najbliższej okolicy. Składniki: 1 kg dzikiego bzu czarnego świeżego (mogą być zarówno liście, jak i młode pędy albo kwiaty, albo wszystko to naraz).10 l wody (najlepiej nagrzanej przed słońce) Wykonanie: Dziki bez czarny najwygodniej włożyć do wiaderka (najlepsze będzie to z plastiku). Nie trzeba go rozdrabniać. Gnojówka z dzikiego bzu czarnego jest gotowa po 2-4 tygodniach (w zależności od pogody). Gdy jest ciepło, robi się szybciej, zaś zimno - wolniej. Wystarczy ją przelać do konewki i nierozcieńczoną podlać nory oraz kopce. Takim preparatem można podlewać trawnik lub ogród, to naturalny nawóz o własnościach użyźniających. Trzeba jednak zastosować preparat rozcieńczony: 1 część na 10 części wody. Ciekawostka i prośba o ostrożność: we wszystkich częściach świeżej rośliny (kwiaty, pędy, liście) występują glikozydy cyjanogenne: sambunigryna i sambucyna, które są trudjące (po obróbce termicznej roślina traci te właściwości). Kwiaty, pyłem i owoce mogą też wywoływać reakcje alergiczne.


Mysz polna

 

 

Niestety mysz polna niszczy uprawy. Jest to wyjątkowo szkodliwe zwierzątko, które lubi dodatkowo zimą mieszkać na gapę w naszych domach. Podgryza korzenie roślin, zjada to co jest dla niej atrakcyjne smakowo – cebulki kwiatowe, kłącza, warzywa korzeniowe.

1. Woda. Nory myszy polnych (podobne do tych wykonywanych przez krety, tylko, że są bez kopczyków) można zasypywać - jeśli będziemy zdeterminowani mysz da sobie spokój. Jeśli jednak to nie poskutkuje – można w norki wlewać wodę. To zapewni wyższą skuteczność, bo mysz polna nie lubi wody.

2. Liście orzecha włoskiego. Mysz polna nie przepada za liśćmi orzecha włoskiego. Liście wtykane w otwory nor mogą więc przynieść spodziewany efekt.

3. Czosnek. Obsadzanie działki czosnkiem lub bazylią może odstraszyć mysz polną. Czosnek i bazylia to rośliny od których mysz raczej stroni, mają dla niej zbyt intensywny zapach, to naturalny odstraszacz. Najskuteczniej zasadzić w kilku miejscach na działce, aby myszy nie miały ochoty się do nas w ogóle „wprowadzać”.


Mszyce

 

 

Czy na mszyce jest skuteczny preparat naturalny? Muszę przyznać, że żaden sposób nie sprawdził się u mnie w 100%. Mszyce to ciężki przeciwnik, bo może doprowadzić nawet do całkowitego obumarcia rośliny ( http://www.zachowajmyzdrowie.pl/szkodniki-roslin-doniczkowych/ ) Ciekawostka: wrogiem naturalnym mszyc jest biedronka.

1. Mechaniczne usuwanie. Żmudne i trudne zadanie, bo mszyce potrafią w ilościach masowych skolonizować dowolną roślinę. Ręczne ich usunięcie to zadanie na kilka godzin i raczej nikt nie zagwarantuje nam pełnej skuteczności, zwłaszcza jeśli mszyce są już w stadium dojrzałym (z larwami mszyc jest nieco łatwiej sobie poradzić).

2. Strumień wody. To nieco prostsze w wykonaniu niż ręczne usuwanie mszyc. Mocny strumień wody pomoże nam cały proces przyspieszyć, ale tu tez nikt nie zagwarantuje nam, że działanie zakończy się powodzeniem.

3. Tytoń. 300 gr tytoniu (lub pół paczki tanich papierosów) zalać wrzącą wodą, tak by tytoń/papierosy przykryć. Podgrzać na małym ogniu ale pilnować, aby nie doszło do zagotowania. Przecedzić, rozcieńczyć w 10 l. wody.

4. Rumianek. 300 gr. suszonych kwiatów (lub dwadzieścia herbatek ekspresowych) zalać wrzącą wodą, tak by je przykryć. Podgrzać na małym ogniu ale nie zagotowywać. Przecedzić, rozcieńczyć w 10 l. wody.

#pomrów wielki #kret #mszyce #mysz polna#szkodniki ogrodowe


Tagi: ,

Moje hobby. Rower


Rower - od Leonarda Da Vinci do dzisiaj


Podobno pierwsze projekty pojazdu mechanicznego przypominającego rower rysował Leonardo da Vinci na przełomie XV i XVI wieku. Pojazd składał się z dwóch kół tej samej wielkości. Posiadał coś na podobieństwo korbowody, łańcucha i zębatek. W połowie XVII wieku w kościele w miejscowości Stoke Poges, w angielskim hrabstwie Buckinghamshire, nieznany artysta umieścił w witrażu anioła siedzącego na belce z dwoma kołami przypominającymi rower.

W muzeum w Monachium znajduje się model roweru Kasslera który pochodzi z 1761 roku, natomiast w roku 1791 Francuz Monsieur de Sivrac, skonstruował prototyp dzisiejszego roweru. Jego rower był wykonany z drewna, posiadał dwa koła z sześcioma szprychami każde i siodło wzorowane na siodłach zakładanych na konie. Jeździło się na nim odpychając się stopami od podłoża.

Sterowne przednie koło pojawiło się dopiero w Niemczech w 1816 roku. Konstruktorem był baron Karl Friedlich von Daris. Rower Karla Friedlicha został opatentowany w 1818 roku. Uzyskiwał on prędkość około 13-15 km/h.

W 1839 roku szkocki kowal, Kirk Patrick Macmillan, wymyślił napęd w postaci pedałów. Korbowód znajdował się na tylnym kole, które napędzane było przy pomocy specjalnych dźwigni wprawianych w ruch przez nogi położone na pedałach. Przednie koło było sterowne.

W połowie XIX wieku w Niemczech i we Francji pojawiły się konstrukcje rowerów z napędem na przednie koło, które było wyposażone w korbowód z pedałami. By zwiększyć prędkość rowerów w 1870 roku wymyślono welocyped. Przednie, napędowe koło było znacznie większe od tylnego. Jazda na tym wehikule wymagała sporych umiejętności i odwagi, bo siodło było położone wysoko od ziemi.

W 1879 roku Anglik Lawson skonstruował przeniesienie napędu z korbowodu na tylne koło za pomocą łańcucha. Dzięki temu przywrócono koła tej samej wielkości, a sześć lat później John Starley przeniósł siodło i korbowód z pedałami na środek pojazdu czym poprawił bezpieczeństw i łatwość poruszania się.  Od 1883 roku produkcją rowerów zajęła się firma Rover od której pochodzi polska nazwa tego pojazdu. Od 1888 roku zaczęto wyposażać rowery w pneumatyczne opony (przedtem stosowano wyłącznie pełne ogumienie). Pneumatyczne opony wymyślił John Boyd-Dunlop. Zastosowanie ramy z rur obniżyło znacznie wagę i koszt produkcji rowerów dzięki czemu zaczęto ich produkcję na masową skalę w milionach sztuk rocznie.

By Al2, CC BY 3.0, httpscommons.wikimedia.orgwindex.phpcurid=3091133
Od tego czasu rowery zmieniały się nieznacznie. Zmiany były spowodowane raczej różnymi funkcjami jakie musiał spełniać rower. Wprowadzenie w 1932 roku kolarstwa jako sportu wyczynowego wymogło zastosowania przerzutki z różnymi rodzajami przełożeń. W 1962 roku zastosowanie małych kół w rowerach umożliwiło produkcję rowerów składanych łatwo nadających się do szybkiego przenoszenia i przewożenia chociażby w bagażnikach samochodowych. W 1978 roku powstał pierwszy rower górski, a zastosowanie lekkich metali w konstrukcji rowerów umożliwiło osiąganie zawrotnych prędkości na torach wyścigowych. Rowery poziome z obudową aerodynamiczną ustanowiły w 2001 roiku rekord świata - 129,3 km/h.

Rower i jego produkcja w Polsce


Produkcję rowerów w Polsce zapoczątkowano w 1891 roku w zakładach "Wicher" w Łodzi.  Wkrótce kolejne fabryki powstawały w Warszawie i Bydgoszczy. Szczególnie szybki następował rozwój Bydgoskiej Fabryki Rowerów „Tornedo”. Od 1923 roku była to duża montownia rowerów z części produkowanych w Niemczech.W 1939 roku było tam zatrudnionych 500 pracowników. Po wojnie zakłady zostały upaństwowione i przyjęły nazwę Zjednoczonych Zakładów Rowerowych (ZZR) z nazwą marki "Romet". Największym sukcesem lat pięćdziesiątych był produkowany w zakładach rower wyścigowy "Jaguar".  Był powszechnie stosowany przez kilka lat w Wyścigu Pokoju. W latach siedemdziesiątych dużą popularnością cieszyła się rodzina rowerów składanych "Wigry". Mimo dużej popularności Rometu na wsiach, gdzie w czasach PRL-u rower był podstawowym sposobem przemieszczania się ciągle królował masywny rower "Ukraina" i "Ural".
Takie rowery jak Passa czy Universal z trudem konkurowały z tanimi rowerami z ZSRR.

W latach osiemdziesiątych Romet zatrudniał blisko 9 tyś. osób i produkował nieco ponad milion rowerów rocznie w czterdziestu różnych odmianach. Po transformacji zakłady uległy degradacji z uwagi na znaczny postęp w zakresie nowych technologii stosowanych przy produkcji rowerów, jak i importowi tanich rowerów z Chin i Tajlandii. Od 2006 roku Romet usiłuje wrócić na rynek głównie poprzez montaż rowerów z podzespołów importowanych do Polski jak i zlecaniu produkcji naszych produktów w Chinach.


Przez wiele lat rower w Polsce kojarzył się głównie ze sportem, rekreacją i hobby. Oczywiście z punktu widzenia ludzi mieszkających w dużych miastach. Całkiem inaczej wyglądało to na wsiach, czy na Śląsku, gdzie rower był od dawna podstawowym środkiem lokomocji. Teraz z uwagi na korki i bardzo drogą komunikację miejską rower stał się również niezwykle funkcjonalnym i tanim sposobem przemieszczania się w dużych miastach. Powstała gęsta sieć dróg rowerowych i pojawiła się oferta wypożyczalni rowerów miejskich. Powstają ciągle nowe stacje wypożyczania rowerów. Praktycznie umożliwia to rezygnację z tramwajów czy autobusów. Przykład przyszedł z państw, gdzie ekologia i zdrowy tryb życia zachęcił do inwestowania w tego typu komunikację.

Przekonałem się o tym na własnej skórze gdy nie potrafiłem znaleźć szybkiego połączenia do nowej pracy. Jadąc komunikacją miejską straciłbym około 35 minut jazdy, nie licząc oczekiwania na przesiadki. Rowerem to zaledwie 15 minut więc mam pewność, że się przynajmniej nie spóźnię. Na zimę musiałem zainwestować w spodnie narciarskie i gogle, ale to się opłacało.

Gdy nie mamy w pobliżu wypożyczalni rowerów, lub gdy nie zawsze możemy liczyć na to, że zawsze będą wolne musimy zainwestować we własny rower. W zasadzie nadają się do niego wszystkie rowery, no chyba, że ktoś jest gadżeciarzem i w tej kwestii (są tacy, wiem). Oferta różnych rodzajów rowerów jest teraz tak duża, że ciężko się zdecydować.

Jaki rower kupić? 

 

Decydując się na kupno roweru musimy określić się gdzie najczęściej będziemy z niego korzystać i do czego będzie nam służył. Chyba najmodniejsze obecnie są rowery miejskie. Wzorowane na sprawdzonych kształtach rowerów holenderskich wykorzystywanych powszechnie w komunikacji miejskiej w Holandii. Stąd wzięła się jego nazwa. Nie służy on do bicia rekordów prędkości. Nie ułatwia jazdę po bezdrożach, czy górach. Nie ma bajeranckich amortyzatorów. Ma za to skuteczne błotniki, koszyk na torbę z zakupami i unikalną konstrukcję ramy umożliwiającą jazdę zarówno kobietom jak i mężczyznom. Taki unisex rowerowy. Wydaje mi się, że dość uniwersalny jest rower trekkingowy zwany też rowerem górskim. Oczywiście są wersje "podrasowane"typowe rowery crossowe, a dodatkowymi amortyzatorami, grubszą ramą i wzmocnionymi hamulcami. Można też w nich stosować pedały typu SPD czy SPD-SL.



A może powinno się mieć kilka rowerów w zależności od tego, gdzie i kiedy będziemy chcieli jechać? Tej zimy parę razy było ślisko i padał śnieg. Z zazdrością patrzyłem na rowery zimowe z szerokimi dobrze wyprofilowanymi oponami. A może wystarczą tylko takie koła? Jak ktoś ma gładki asfalt do pracy to może pomyśleć o rowerze szosowym.  Odpowiednio wyprofilowana kierownica i cieńsze opony ułatwiają szybkie przemieszczanie się po dobrych drogach. Amatorom wyścigów i rajdów rowerowych polecam wyczynowe rowery sportowe, tak zwane kolarki. Opony bezdętkowe, tak zwane szytki. Bardzo cienkie i niemal całkowicie pozbawione bieżnika. Z pewnością nie nadają się na śliską nawierzchnię, czy bezdroża. Jednak na asfalcie na długich trasach są niezastąpione. Jedyną wadą jest jednak brak tradycyjnych pedałów. Potrzeba dopasowania specjalnych butów z zatrzaskami SPD lub SPD-SL.

Dla szpanerów i amatorów jazdy w pozycji wpółleżącej polecam rowery typu chopper. Wydłużony przedni widelec. Duży rozstaw kół. Przesunięty do przodu korbowód i nieco grubsza tylna opona nadają temu rowerowi wygląd przypominający słynne Harleye.

Nieważne jaki masz rower byleby z niego korzystać i spędzać zdrowo życie...


#rower szosowy #rower górski #rower trekkingowy #romet #rower miejski#rower typu chopper #historia roweru #kto wymyślił rower



 

Jak edytować zdjęcia? Podstawowe informacje


http://www.insideyourlife.pl/2018/04/jak-edytowac-zdjecia-podstawowe.html

Dobrych fotografii ponoć nie trzeba edytować. Jednak w postprodukcji zdjęć jest coś pociągającego, bo któż z nas nie chce by jego zdjęcia wyglądały lepiej, możliwie jak najlepiej? Czasem jednak dążąc do jakiegoś wyimaginowanego ideału możemy przesadzić. Zbyt duże nasycenie, źle dobrane barwy, marne pojęcie o tym co i jak modyfikować i z naprawdę dobrego zdjęcia robi się karykatura. Programy czy aplikacje do edycji zdjęć są różne - wiadomo, ale wymagają co nieco podstawowej wiedzy na temat cyfrowej obróbki zdjęć. To nie jest wiedza tajemna. Zacznijmy jednak od podstaw.

1. Kontrast
Zakładając, że nie robimy zdjęć w formacie RAW (RAW daje dużo większe możliwości edycji, ale ten temat być może pojawi się w innym wpisie), a w JPG to i tak absolutnie każde zdjęcie zyska gdy podniesiemy kontrast. I choć istnieje ryzyko, że po manipulacjach z kontrastem czy nasyceniem barwy na zdjęciu pojawią się szumy, to i tak warto zaryzykować. Przewagą formatu RAW jest właśnie to, że wszelkie manipulacje na zdjęciu podczas edycji nie niosą za sobą szkody w postaci pogorszenia jakości samego zdjęcia. Jednak nie ma róży bez kolców, są minusy RAWów- zdjęcia swoje ważą i zajmują dużo więcej miejsca na karcie pamięci.

2. Nasycenie
Nasycenie ociepla zdjęcie, a barwy ciepłe są przez ludzkie oko postrzegane jako intensywniejsze od barw zimnych. Najlepsze nasycenie to takie, w którym widzimy przejścia tonalne pomiędzy podobnymi do siebie kolorami. Aby efekty były dobre to znaczy delikatne i naturalne trzeba ostrożnie posługiwać się suwaczkiem z napisem "nasycenie", jak ze wszystkim i tutaj można przesadzić, ale metodą prób i błędów można dojść do wprawy.

3. Jasność
Zmiana jasności zdjęcia umożliwia: poprawienie niedoświetlonego lub wręcz prześwietlonego zdjęcia i wydatnie wpływa na wydobycie niektórych szczegółów ze zdjęcia. Pomaga też "zmiękczyć" fotografię.

4. Balans bieli.
Balans bieli umożliwia nam wykonanie korekty błędów dotyczących temperatury barwowej zarejestrowanej na fotografii. O co chodzi? Różne źródła światła (np. żarówka, światło słoneczne, neon) posiadają rożną temperaturę. Każdy aparat ma możliwość automatycznego dopasowania balansu bieli - w ogromnym skrócie sprowadza się to do tego, iż aparat ocenia i próbuje uśrednić barwę aby oddać rzeczywiste wartości. Czasem to się udaje, czasem nie. Taki źle dobrany balans bieli można oczywiście poprawić. Operację tę można wykonać na kilka różnych sposobów: Najprostszym i najczęściej wybieranym sposobem jest skorzystanie z automatycznej funkcji, która różnie może się nazywać w różnych programach. Może to być auto kolor lub auto balans, lub po prostu balans bieli. Programy te uśrednią tę wartość według określonego algorytmu histogramu.

Czym jest histogram?
Histogram pokazuje ilość danych tonów na zdjęciu i rozkład jasności obrazu. Zawiera 256 punktów na osi, które to punkty określają jasność pikseli na zdjęciu.

Można samodzielnie starać się ustalić odpowiedni balans bieli posługując się odpowiednim suwaczkiem w programie graficznym (większość programów i aplikacji do edycji zdjęć dają taką możliwość). Nie jest to jednak tak proste jak się może wydawać i wymaga nieco wprawy.

Jeśli mamy więcej doświadczenia i czasu wówczas możemy pokusić się do użycia narzędzia do wskazywania punktu szarości (w programach do edycji zdjęć takim narzędziem będą krzywe). Narzędzie to pozwala wybrać odpowiedni punkt na zdjęciu, o którym wiemy, że powinien być idealnie szary. Po wybraniu wskazanego miejsca na fotografii program z automatu zmienia histogram tak, aby ten punkt na zdjęciu wyglądał na szary. W miejscu skali widzimy wykres szarości, która wskazuje, że jeśli chcemy uzyskać ciemniejszy punkt ze zdjęcia powinniśmy przesuwać lewą, dolną część krzywej, a jeśli zależy nam na jasnych tonach to należy manewrować prawą górną częścią.

Oczywiście można stwierdzić, że wspomniane powyżej elementy (1, 2 i 3) edycji umożliwiają zmianę dość prostą i ograniczająca się do całego zdjęcia, a nie poszczególnych jego elementów, ale poszczególne elementy można właśnie zmieniać posługując się wspomniana wyżej krzywą.

#fotografia #edycja zdjęć #podstawowe parametry edycji zdjęć #jak edytować zdjęcia

Przykazanie miłości. Życie jako służba


„Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, 
lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu”. 
Ewangelii Marka 10,45.

Przykazanie miłości

 

Kierowanie się w życiu miłością jest dla nas bardzo ważnym przesłaniem. Zostało ono zapisane w Ewangelii Mateusza jako pierwsze i największe przykazanie (Mateusz 22:36-40):

 36. "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?" 

 37. On mu odpowiedział: "Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. 

 38. To jest największe i pierwsze przykazanie. 

 39. Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. 

 40. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy". 


Na te same Słowa Chrystusa powołuje się również Ewangelista Marek (12:28-33). Te fragmenty Pisma Świętego dowodzą, że miłość w chrześcijaństwie jest fundamentem wiary, opoką, na której budowane jest doczesne życie. Stanowi integralny element katechezy różnych kościołów chrześcijańskich.

Oczywiście do tego aby kierować się w życiu miłością do innych nie trzeba być koniecznie chrześcijaninem.

Filozofia miłości przewija się w różnych rozważaniach wielkich myślicieli. O tym czym jest miłość dla człowieka, jak wpływa na budowanie przez niego relacji z innymi ludźmi pisali poeci, znawcy psychologii, pedagogiki, socjologii, filozofii i teologii. Platon określał miłość dążeniem do znalezienia psychicznego dopełnienia w drugiej osobie. Arystoteles wiązał miłość z przyjaźnią, która, obok kontemplacji, jest zasadniczym celem życia człowieka. Św. Augustyn stawiał chrześcijańską filozofię miłości jako źródło czystej miłości. Spinoza opisując w naturalistyczny sposób ludzkie emocje i zachowanie, utożsamia logiczność miłości ze zdrowiem. Zdaniem Hegla ludzkie więzi polegają właśnie na bezpośredniości wzajemnego stosunku poszczególnych osób, określanego jedynie przez miłość, troskę i bezinteresowne oddanie...



Moim zdaniem właśnie słowa Hegla oddają istotę miłości. Nasze służebne działanie względem innych ludzi jest zgodne z chrześcijańskim przesłaniem opisanym w Piśmie Świętym. Gdy dodamy do tego słowa Cycerona:  "Nikt nie rodzi się człowiekiem,człowiekiem, każdy z nas dopiero się staje" mamy podstawy do służenia ludziom niezależnie od narodowości, światopoglądu, wyznawanej wiary.

Przeciwstawieniem dla życia w miłości jest filozofia nienawiści. Niestety często jest związana ze źle interpretowaną religią i polityką. Można też pokusić się stwierdzeniem, że właśnie przywódcy chcąc osiągnąć sukces w swojej polityce wykorzystują religię dla osiągnięcia swoich sukcesów. Przykładem jest święta inkwizycja, dżihad, wojny religijne, szerzenie nienawiści z ambon kościelnych.

Potrzeba bezinteresownego służenia ludziom daje ratunek nie tylko potrzebującym. Czyniąc dobro, jak powiedział Cyceron, stajemy się ludźmi, a nasze życie staje się wartościowe. Skoro nie mamy predyspozycji do życia w bogactwie materialnym, musi wystarczy nam do życia jedynie bogactwo duchowe, które znajdziemy w otworzeniu się na potrzeby innych. To swoiste nawrócenie stylu życia przyniesie nam satysfakcję i wartość, której nam nikt nigdy nie odbierze.

Pierwszy raz z możliwością służenia innym spotykamy się w harcerstwie. Na przełomie lat 60. i 70. w telewizji był program Macieja Ziemińskiego "Niewidzialna ręka". Program ten istotnie wpłynął na młodzież wychowywaną w rozdziale państwa od kościoła. Adresowany głównie do drużyn harcerskich uczył potrzeby bezinteresownego służenia innym. Osobom starszym, chorym, niezaradnym. Przekazywał młodym ludziom postawy prospołeczne, kierując ich energię na pomaganie potrzebującym. Działania te były pozbawione ideologii i polityki. Przypominam, że harcerstwo wówczas nie było jeszcze podzielone. Dopiero potem pojawił się HSPS (Harcerska Służba Polsce Socjalistycznej), a po transformacji katolicki odłam harcerstwa - ZHR.

Aby utrzymać altruistyczne podejście do czynionego dobra i urozmaicić przekaz do młodych ludzi przykłady działań były przedstawiane w duchu tajemniczej "Niewidzialnej ręki", która pomagała innym. Nigdy nie pokazywano twarzy osób czyniących dobre uczynki. Nie było też widać mundurów. Tajemniczą formę przekazu można by dziś utożsamić z działaniami Zorro, czy Batmana. W ciągu audycji przewijało się hasło „Niewidzialna ręka to także Ty”.




W organizowaniu pomocy osobom potrzebującym i charytatywnej działalności misyjnej działają przy kościołach chrześcijańskich w Polsce specjalnie wydzielone instytucje. Są to: Caritas w Kościele Katolickim, Diakonia w Kościele Ewangelicko-Augsburskim, czy Eleos w Kościele Prawosławnym. Organizacje te służą ludziom zarówno w zakresie stałych działań, organizowania akcji, czy zbiórek celowych, a także na placówkach zagranicznych. Są prowadzone przez te instytucje domy opieki, ośrodki rekolekcyjno-wychowawcze, hospicja, jadłodajnie itp. Prowadzą też w ramach swoich zadań ośrodki misyjne służące społecznościom w wielu krajach, głównie trzeciego świata. Organizowana jest również pomoc doraźna podczas klęsk żywiołowych, epidemii, działań wojennych.

Najbardziej znaną z działalności misyjnej jest Matka Teresa z Kalkuty. Urodziła się w albańskiej rodzinie w prawosławnej Macedonii, W muzułmańskim mieście Skopie. Założyła w latach pięćdziesiątych Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Miłości podległego wyłącznie papieżowi, a teraz jest czczona jako święta przez katolików. Praca charytatywna na rzecz indyjskich dzieci była powiązana z szerzeniem chrześcijaństwa co często zarzuca się jej jako warunek do pomagania innym.

Podczas pontyfikatu Jana Pawła II bardzo prężnie zaczęli działać w Polsce fokolaryni zwani obecnie jako Ruch Focolari. Założycielką ruchu była osoba świecka - Włoszka Chiara Lubich, która w 1943 złożyła prywatne śluby, konsekrując swoje życie Bogu. Na oddanie swojego życia w służeniu Bogu i ludziom bezpośredni wpływ miało zbombardowanie jej rodzinnego miasta Silvii przez Aliantów pod koniec II Wojny Światowej. To dopiero wówczas Włosi zaczęli odczuwać działania wojenne i zniszczenia w swoich domach. Pojawiła się potrzeba pomocy innym. Odrodzenie duchowe i społeczne. Pomoc bliźnim w połączeniu z szerzeniem ekumenizmu i nawoływaniem do jedności w wierze. Kierowali się hasłem "miłość do Boga, miłość wzajemna". Ruch został zaakceptowany przez Watykan dopiero w 1964 roku.

W latach osiemdziesiątych w Polsce działalność fokolarynów utożsamiano bardziej z działalnością wytyczoną przez Jana Bosko, księdza z przedmieść. Osoby świeckie anonimowo pomagały biednym, zwłaszcza w stanie wojennym przy rozdawnictwie darów, które trafiały z zachodu głównie do kościołów. Fokolarynom przyświecało wówczas hasło "szukania Boga w drugim człowieku". Cechowało ich bezgraniczne oddanie innym. Wręcz dzielenie się swoimi rzeczami z innymi.  Mam wrażenie, że obecny Ruch Focolare w Polsce utracił już tamte idee i bardziej skupił się na działalności ewangelizacyjnej głównie w obrębie kultu maryjnego. Oczywiście nie znaczy to, że w innych krajach jest tak samo jak w Polsce. Wielu szwedzkich lekarzy-luteran należy do tego ruchu służąc bezinteresowną pomocą innym.



Od 40 lat pomocą ludziom bezdomnym, z uzależnieniami od alkoholu, narkotyków, chorych na AIDS zajmował się Marek Kotański. Polski psycholog, terapeuta, organizator wielu przedsięwzięć mających na celu zwalczanie patologii społecznej i pomaganie osobom uzależnionym. Twórca Monaru i Markotu. Swój pierwszy ośrodek założył w Głoskowie w 1978 roku. Marek był symbolem walki o ludzi z uzależnieniami, bezradnych i zagubionych społecznie. Stworzył struktury i wzorce terapii. Organizacja pomocy w Monarze przyczyniała się do edukacji naszego społeczeństwa. Osoby wychodzące z uzależnienia znajdowały zatrudnienie w organizacji kolejnych ośrodków. To była i jest samopomoc pokoleniowa byłych narkomanów dla nowo uzależnionych. Ośrodki Monaru są w całej Polsce. Łącznie z 135 ośrodków odwykowych leczy się ponad 20 tyś. osób. Ruch Wychodzenia z Bezdomności Markot to kolejna sieć 70 placówek przeznaczona dla osób uzależnionych opuszczających wiezienia. Marek interesował się również bezdomnymi dotkniętymi  chorobą Alzheimera. Również dla nich stworzył kilka ośrodków.

Monar prowadzi dodatkowo programy ograniczające szkodliwość uzależnienia dla osób aktywnie używających narkotyki, których celem jest poprawa ich zdrowotnej i socjalnej sytuacji. Organizuje również programy redukcji szkód spowodowanych używaniem narkotyków, których celem jest przeciwdziałanie rozprzestrzenianiu się wirusa HIV, innych chorób zakaźnych. Działalność Monaru i Markotu ma niebagatelny wpływ na ograniczenie bezdomności i kryminalizacji tych osób. Monar to również 13 poradni i punktów konsultacyjnych w całej Polsce.

Marek Kotański zmarł w 2002 roku. W ostatnich latach towarzyszył mu hejt sekty nienawiści. Społeczności lokalne utrudniały i utrudniają powstawanie kolejnych ośrodków leczenia osób uzależnionych. Jak w czasach komunistycznych tak i dziś politycy uważają, że nie ma problemu jak się nic z nim nie robi.

Z podobnym hejtem spotyka się teraz Jurek Owsiak. Wolontariusze są przeganiani sprzed kościołów, a telewizja "publiczna" utrzymywana z naszych wpłat abonamentowych ma zakaz z Ministerstwa Kultury pokazywania akcji WOŚP, która przecież służy wszystkim Polakom.
Jurek Owsiak to człowiek-instytucja.W 1992 roku założył "Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy" która już dawno przerosła wszelkie początkowe oczekiwania. Zadaniem WOŚP jest „działalność w zakresie ochrony zdrowia polegająca na ratowaniu życia chorych osób, w szczególności dzieci, i działanie na rzecz poprawy stanu ich zdrowia, jak również na działaniu na rzecz promocji zdrowia i profilaktyki zdrowotnej”. WOŚP to nie tylko zbiórka pieniędzy przez setki tysięcy wolontariuszy zaangażowanych w akcji, której finałem jest "Światełko do nieba". To również umiejętne inwestowanie zebranych pieniędzy w sprzęt medyczny wszędzie tam gdzie jest potrzebny. Najważniejszą rolą WOŚP jest edukacja pomocy bliźniemu. Dzięki temu wzrasta bezideowa, niekomercyjna wrażliwość społeczna. Podczas finału WOŚP ludzie przypominają sobie o drugim człowieku, są empatyczni i czują w tym swoją siłę bez wykrzykiwania haseł nienawiści jak ich przeciwnicy. Przecież miłość i dobro nie ma ideologii.

Mimo bardzo zjadliwej walki przeciw WOŚP od 1993 roku zebrali oni blisko 750 mln złotych na sprzęt medyczny, który na co dzień widzimy w szpitalach i na ulicach naszych miast bo wiele karetek pogotowia jest kupionych z pieniędzy zebranych przez Owsiaka i jego Orkiestrę.
WOŚP to również edukacja tysięcy anonimowych młodych ratowników...

 

Jaka jest skala pomocy WOŚP?

 

W tym roku  zebrano 105 570 801,49 zł. To niewiele, gdy się porówna z kwotą jaką  73 mln złotych jakie najbogatszy na świecie redemptorysta dostał od naszego rządu. W porównaniu budżet Caritas sięga rocznie około 50 mln złotych. Pieniądze te przekazuje na profesjonalne placówki opiekuńczo-wychowawcze: Stacje Opieki Caritas, ośrodki rehabilitacyjne, Zakłady Pielęgnacyjno-Opiekuńcze, Domy Pomocy Społecznej, Warsztaty Terapii Zajęciowej, Domy Samotnej Matki, kuchnie dla ubogich, świetlice dziennego pobytu dla dzieci i osób w podeszłym wieku, oraz pomoc międzynarodową na misjach.


Podobną do działalnością do tych Monaru i Markotu Marka Kotańskiego zajmuje się Fundacja im. Brata Alberta. Działalność ich założona w 1987 roku była początkowo skierowana jedynie do osób niepełnosprawnych. Likwidacja barier architektonicznych, prowadzenie schronisk dla niepełnosprawnych, świetlic terapeutycznych, warsztatów rehabilitacyjnych, domów samopomocy i szkoły integracyjnej dla niepełnosprawnych. Obecnie Schroniska Fundacji im Brata Alberta są w wielu miastach jedyną noclegownią dla bezdomnych. Łącznie w Polsce działa 241 schronisk i noclegowni dla bezdomnych. Są prowadzone przez różnego rodzaju fundacje i towarzystwa samopomocy.

Bardzo znaną w Polsce jest akcja "Szlachetna paczka" (dawniej "Świąteczna paczka") założona w 2001 roku przez księdza Jacka Stryczka i Stowarzyszenie Wiosna. Jest to akcja ponad podziałami religijnymi i politycznymi. Podobnie jak w WOŚP Owsiaka udział w niej biorą tysiące wolontariuszy. Uczestniczą w niej różne kościoły chrześcijańskie w Polsce. Średnio 30 darczyńców przypada na jedną paczkę wartości ok. 2000 zł na obdarowaną rodzinę. Akcja była również aktywnie wspierana przez Prezydenta Komorowskiego. Budżet Szlachetnej paczki mimo bardzo skromnej reklamy jest niewiele niższy od WOŚP. W 2013 roku wynosił 33,1 mln zł, podczas, gdy WOŚP zebrał wówczas 50,6 mln zł. Zbiórka pieniędzy w Szlachetnej paczce ma nieco inny charakter. Korzystając z "bazy rodzin w potrzebie" adresujemy nasz dar do konkretnej rodziny. Możemy to robić jako firma, czy osoba prywatna. Szlachetnej paczce towarzyszą akcje całoroczne. Jedną z nich jest akcja "Zostań aniołem" dla wybranego dziecka. Akcja ma na celu zapewnienie pomocy materialnej dziecku podczas jego nauki.

Z porównania akcji "Szlachetna paczka" i WOŚP można odnieść wrażenie, że ta druga to jest głównie show, lansujący organizatorów. Trudno oceniać w jakim stopniu jest to prawda. Z pewnością każda pomoc bliźnim jest potrzebna, zarówno tych co chcą robić to anonimowo, jak i tych którzy swoją hojność przeliczają na osiągniętą reklamę.



Oprócz tych najbardziej znanych organizacji w Polsce i na świecie działają tysiące fundacji i organizacji pożytku publicznego. Termin Organizacja Pożytku Publicznego (OPP) został wprowadzony w 2004 roku ustawą o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie (Dz.U. 2003 Nr 96 poz. 873). Określa ona jakie warunki musi spełnić dana OPP by korzystać z możliwości otrzymywania 1 % od dochodu darczyńców, być podmiotem zwolnionym z opodatkowania podatkami dochodowym i lokalnymi, jak również by uzyskać prawa do nieodpłatnego informowania o swojej działalności przez jednostki publicznej radiofonii i telewizji. Status OPP nadają zainteresowanym organizacjom wydziały gospodarcze Krajowego Rejestru Sądowniczego. Uzyskanie takiego statusu nie jest zbyt trudne. Przykładem może być nazistowskie stowarzyszenie "Duma i Nowoczesność", które uzyskało status OPP w związku ze zbiórką funduszy na rzecz  mordercy południowoafrykańskiego polityka który w więzieniu odsiaduje swój wyrok.
 Dlatego z pewnością należy uważać przy przekazywaniu 1 % z naszych podatków.

Wypadałoby wspomnieć o takich fundacjach jak:
  1. Fundacja Ewy Błaszczyk "A kogo?", która prowadzi klinikę "Budzik" dla osób, głównie dzieci pogrążonych w śpiączce. 
  2. Fundacja Polskiej Akcji Humanitarne Janiny Ochojskiej, zajmująca się pomocą humanitarną na całym świecie.
  3. SOS Wioski Dziecięce, zajmująca się dziećmi osieroconymi i opuszczonymi.
  4. Fundacja im. Stefana Batorego, założona przez Georga Sorosa zajmuje się fundowaniem stypendiów dla uzdolnionej młodzieży.
  5. Fundacja AVALON zajmująca się bezpośrednią pomocą osobom niepełnosprawnym.
  6. Fundacja Gajusz, która pomaga nieuleczalnie chorym dzieciom w prowadzonym hospicjum, jak we własnych domach.
  7. Fundacje TVN "Nie Jesteś Sam" i Polsat zajmujące się pomocą społeczną w różnym zakresie.
  8. Fundacja "Mam Marzenie"  realizująca marzenia dzieci chorych na nieuleczalne choroby.
  9. Fundacja "Dajemy Dzieciom Siłę" zajmująca się dziećmi które są ofiarami przemocy domowej.
  10. Fundacja "Mam Dom" zajmująca się adopcją dzieci i wspieraniem rodzin adopcyjnych. 
  11. CME Centrum Misji i Ewangelizacji, która organizuje obozy dla dzieci i społeczne świetlice środowiskowe.
  12.  

Oczywiście są to jedynie przykłady instytucji działających w ramach OPP. Praktycznie każde hospicjum, noclegownia, darmowa jadłodajnia, ośrodek terapeutyczny, czy schronisko dla zwierząt korzysta ze statusu OPP i ma możliwość przyjmowania na własne konto 1% z naszych podatków. Niektóre działają bardzo lokalnie inne jak na przykład wypożyczalnia sprzętu rehabilitacyjnego Diakoni Ewangelicko-Augsburskiej swoim zasięgiem obejmują niemal cały kraj. Nie wszystkie instytucje, czy inicjatywy pomocy bliźnim są rejestrowane. Chociażby kluby anonimowych alkoholików działających przy parafiach.

Niedawno spotkałem przypadkowo Ukraińca, który wyszedł z nałogu dzięki protestanckim duchownym - baptystom działającym od kilku lat w parafiach na Ukrainie. On sam był świadectwem takiej działalności, połączenia terapii z uzależnienia z ewangelizacją i nawróceniem. Teraz sam jest terapeutą i zajmuje się problemami swoich rodaków pracujących i mieszkających w Polsce.

 

Jak my możemy pomagać innym?  


Oczywiście w zależności od ilości czasu i zasobności naszego portfela możemy to robić w różny sposób. Począwszy od przekazywania 1% naszego podatku na jakąś konkretną fundację, czy stowarzyszenie. Możemy też wrzucać pieniądze bezpośrednio do puszki WOŚP, "Szlachetnej paczki" czy innej akcji charytatywnej. Możemy to robić również w kościele podczas ogłoszonej zbiórki celowej prowadzonej na rzecz Caritas, Diakonii czy innej akcji. Dawać bezpośrednio osobie, która o to prosi, czy wpłacając pieniądze na rzecz jakiejś inicjatywy, lub przekazywać jakieś rzeczy, (meble, ubrania, zabawki) gdy takie zbiórki są organizowane. Takie ogłoszenia są przykładowo w Radiu Maryja. Ludzie dzwonią chcąc oddać coś co mają w domu innym, potrzebującym osobom.
Gdy mamy nieco więcej czasu możemy aktywniej uczestniczyć w pomocy innym poprzez wolontariat przy istniejących akcjach organizowanych przez różne fundację lub bezpośrednio pomagając innym. Pomagać jako wychowawcy w ośrodkach dla młodzieży, w szpitalach przy pomocy chorym. Tak samo możemy zgłosić się do pomocy w domach dziecka i domach opieki społecznej, lub służyć czworonogom w jakimś schronisku dla zwierząt. Możemy to połączyć ze sprawdzeniem się w wykonywaniu przyszłego zawodu.



Moja znajoma, początkująca fryzjerka, zaoferowała darmowe strzyżenia w domu dziecka w Łodzi, a jeden z przyjaciół ze Starogardu Gdańskiego stworzył zespół muzyczny w którym zagrały i zaśpiewały osoby chore na Zespół Downa, który potem dawał koncerty na różnych imprezach. Między innym występowali na Giełdzie Piosenki Turystycznej w Szklarskiej Porębie w 2003 roku. 

Osoby które chcą poświęcić swoje życie innym, mogą zająć się wolontariatem w akcjach humanitarnych za granicą, czy współprowadzeniu domów adopcyjnych dla dzieci porzuconych.
Jeżeli oprócz czasu mamy zdolności organizacyjne możemy zorganizować własną fundację i próbować przebić się z autorską inicjatywą tworząc organizację pożytku publicznego. Ciągle żyjemy w świecie w którym jest jeszcze wiele do zrobienia.
 
Jest też temat wstydliwy dla Europejczyków XXI wieku. To uchodźcy. Pisaliśmy już o tym w innej części naszego bloga. Już samo poruszanie tego tematu i tłumaczenie innym powodów dlaczego powinniśmy pomagać uchodźcom jest wartością służącą miłości do bliźnich.

Nie ważne czy będziemy to robić jako harcerze, aktywni parafianie, czy wolontariusze jakiejś akcji charytatywnej, z pewnością da nam to poczucie dobrze realizowanej służby społeczeństwu, czy Panu Bogu. Warto nawrócić się na miłość.

Pomoc innym to może być również modlitwa, lajkowanie jakiejś inicjatywy na fejsbuku, datek pieniężny, a czasem niezamykanie oczu na czyjąś krzywdę. Dotyczy to również przemocy domowej, której często jesteśmy niemymi świadkami. Pomocą dla innych mogą też być bezinteresowne korepetycje mniej zdolnym uczniom, czy tym które miały problemy zdrowotne. Może też być zanoszenie obiadów ze stołówki szkolnej emerytowanej nauczycielce, która jest chora lub ma problemy finansowe. Nawet nasz telefon do straży miejskiej czy na policję informujący o bezdomnym śpiącym na ławce podczas mrozów może uratować mu życie.Czasem pomoc może innym może ograniczać się jedynie do miłej, życzliwej rozmowy z osobą samotną, która potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem. Zwracała na to uwagę niedawno Teresa May przygotowując nawet specjalny program rządowy skierowany do osób samotnych.

Na pomoc innym każdy znajdzie swoje miejsce i zadania jakie może wykonać.

Bo byłem głodny, i daliście mi jeść; byłem spragniony, i daliście mi pić;

 przybyszem byłem, a przygarnęliście mnie; 

nagi - a odzialiście mnie; zachorowałem, i odwiedziliście mnie;

 znalazłem się w więzieniu, a przyszliście do mnie"

          (Ewangelia według Mateusza - 25:35-36)



#przykazanie miłości #służba innym #fundacje #pomoc społeczna #wolontariat #organizacja pożytku publicznego #OPP


- Copyright © Inside Your Life | blog lifestylowy - Skyblue - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -