Kim jest dzisiejszy użytkownik internetowy?


Internet w Polsce wyrasta już z okresu młodzieżowego i zaczyna wiek dojrzałego człowieka w wieku produkcyjnym. Warto sobie przypomnieć jakie były początki. Pierwszy internet analogowy uruchomiono w Polsce we wrześniu 1990 roku. Pierwsze komputery zostały podłączone w 1991 roku. Na początku służyły jedynie do testowego przesyłu maili. Pierwsze komputery z dostępem do internetu znajdowały się w Warszawie, Krakowie, w Toruniu i w Katowicach. Na początku łączyliśmy się z internetem przy pomocy modemu telefonicznego. Wraz z powstawaniem sieci telewizji kablowej pojawiła się alternatywna forma dostępu do internetu. Użytkowników, którzy szperali w internecie nazywano surferami. Dziś to chyba zapomniane określenie?

 

Początki Internetu w Polsce

W 2001 roku nasz podstawowy operator telefoniczny uruchomił Neostradę. Powszechny dostęp do internetu przy pomocy modemu ADSL. Oferowane prędkości przesyłu danych to było wówczas: 256 kb/s, 512 kb/s, 1 Mb/s i 2 Mb/s bez limitu przesyłania danych. Z naszych internetowych łączy zniknął specyficzny dźwięk wybierania numeru telefonicznego do bramki internetowej. Rok później zwiększono standard przesyłu danych, a w 2003 roku modem wyposażono w wydajniejsze łącze USB. W 2006 roku zaczęła być dostępna opcja telefonii internetowej VoIP, przez co znacznie zostały obniżone koszty połączeń telefonicznych z zagranicą. Wraz z rozwojem technologii pojawiały się coraz szybsze procesory, umożliwiające coraz szybszy przesył danych. Pojawił się internet satelitarny, stałe łącza światłowodem, a osiem lat temu LTE umożliwiające szybkie bezprzewodowe i symetryczne łączenie się z internetem.

Giganci Internetu - Google i media społecznościowe

Obok rozwoju technologii umożliwiających coraz szybsze i tanie łączenie się z internetem następował rozwój oprogramowania. Przede wszystkim pod koniec lat dziewięćdziesiątych powstało Google, które szybko zdominowało rynek przeglądarek internetowych.  Odpowiednie oprogramowanie umożliwiło tworzenie sklepów internetowych, platform handlowych i zakupowych, platform do rozliczeń bankowych między innymi na bazie oprogramowania P2P. Rozrywka przestała ograniczać się do gier online. Powstały media społecznościowe wypierając tradycyjne komunikatory  IRC, Pol-czat, Tlen.pl, GG i Skype. Zauważyliście, że już 12 lat ma portal społecznościowy Nasza Klasa? Siedem lat później w internecie pojawił się Facebook, który obok Twittera, Instagramu, Google Plus daje szeroką ofertę do kontaktu między ludźmi, tworząc nowe zjawisko nazywane jako socjal media. Powstał wirtualny świat globalizacji, zastępujący relacje online zarówno rodzinne, jak i koleżeńskie. Liczba znajomych na Facebooku sięga setek, a w domach jesteśmy zazwyczaj sami.


Wikipedia największa, powszechna encyklopedia

Internet stał się też największą encyklopedią. Za sprawą Wikipedii znacznie łatwiej jest poznać znaczenie wielu słów, wydarzeń. Wiedzę zastępuje szybki dostęp do internetu. Na maturę wystarczy iść ze smartfonem by mieć pod ręką wszystkie prawa matematyczne, zagadnienia z geografii, historii itd. Nawet sama nauka jest podawana przez internet coraz bardziej popularne stają się webinaria zarówno dla większej liczby osób jak i indywidualne. Jest też oferta korepetycji przez internet. 
Muzyka w internecie "zabiła" tradycyjne nośniki muzyki i filmów. Po co kupować płyty skoro z internetu ściągnie się wszystko. W tym zakresie 13 lat temu rynek zdominował oficjalne YouTube, ale pełno jest stron pirackich. Są też internetowe sklepy muzyczne gdzie wykonawcy łatwo mogą sprzedać swoją muzykę z pominięciem całej machiny wydawnictw i dystrybucji. To samo dotyczy filmów i książek zastąpionych przez e-booki.


Jak bardzo dzisiejszy użytkownik internetowy różni się od dawnego surfera szperającego w sieci? 

 Przede wszystkim różni się czasem spędzonym przed komputerem. Kiedyś był to zwykły użytkownik internetu, który okazjonalnie wchodził do kafejki internetowej by przez kilka minut posurfować. Mało kto dziś wie co to jest kafejka internetowa. Ile kosztowało kilka minut dostępu do świata internetu. Dzisiejszy użytkownik internetowy jest określany przez socjologów jako ktoś na kształt biologiczno-cyfrowej hybrydy, dla której urządzenie do łączenia się z internetem (PC-et stacjonarny, laptop, smartfon) jest jakby dodatkowym zmysłem służącym zarówno do komunikacji jak i przedłużeniem osobistej pamięci, czy wręcz naszą inteligencją. Już nie potrzebna jest dobra pamięć tego co nauczyliśmy się w szkole. Nie musimy pamiętać, w której książce są jakieś konkretne informacje. Wystarczy spojrzeć do Internetu by móc zabłyszczeć wiedzą wśród znajomych. Internet pomaga w gotowaniu potraw, uprawianiu działki, zwiedzaniu okolicy, a nawet coraz częściej zastępuje nam lekarza. Pojawiło się nawet określenie Dr Google.

Internet stał się niezbędnym narzędziem bez którego coraz ciężej się obyć. Kiedyś początkujące panie domu miały zeszyty pełne notatek jak ugotować coś na obiad. Dziś gotują potrawy na bieżąco zaglądając do internetu patrząc jak je przyrządzić.

To dzięki Internetowi mamy przyjaciół, dokonujemy zakupy, planujemy wakacje, robimy opłaty, rozliczamy się z fiskusem, czy załatwiamy różne sprawy urzędowe. Coraz częściej posiadanie internetowe jest jedynym sposobem rejestracji na studia, zapisania dziecka do przedszkola, rozliczenia podatkowego, prowadzenia konta bankowego itp. Nawet seniorzy zapisując się do sanatorium muszą sprawdzać kolejkę przez internet.


Wiele sklepów odchodzi od sprzedaży w punktach stacjonarnych na rzecz sklepów internetowych. Po co utrzymywać markety stacjonarne i armię pracowników skoro sklep internetowy znacznie obniży koszty i pozwoli na korzystniejszą ofertę cenową. Cena towaru bezpośrednio wpływa na wybory klientów. Platforma handlowa zadba o terminowe rozliczenia transakcji. Potem wystarczy spakować co trzeba i wysłać kurierem. Niektóry towar łatwiej jest zaprezentować w internecie. Specjalne aplikacje umożliwiają chodzenie po wirtualnym sklepie jak po prawdziwym supermarkecie. Z tym, że wirtualnego doradcy zakupowego nie trzeba szukać na całej hali. Wystarczy kliknąć i zaraz odpowie na każde pytanie. Obsługa przez 24 godziny. Dostawa dzień po złożeniu zamówienia.

Można na okrągło siedzieć w domu i nigdzie nie wychodzić. Wszystko załatwimy przez internet i nie będziemy tracić czasu na innych czynnościach odciągających nas od komputera.

W ten sposób powstaje uzależnienie od internetu. Tak jak kiedyś ludzie nie potrafili odejść od ulubionej gry komputerowej tak teraz nie potrafią przerwać dostęp do sieci internetowej. Do niedawna problemem mógł być sprzęt. Jednak do lamusa trafiły nieporęczne PC-ety, czy laptopy. Zastąpiły je tablety i smartfony, a coraz tańszy transfer danych u operatorów komórkowych nie wymaga już zabierania modemów, czy dostępu do darmowego Wi-fi, które też nie jest już problemem. Wszędzie znajdzie się jakieś miejsce, gdzie połączymy się z siecią. Lotniska, stacje kolejowe, pociągi, komunikacja miejska, markety urzędy zapewniają darmowy szerokopasmowy internet. Są gminy które udostępniają darmowy internet swoim mieszkańcom. Już w 2005 roku darmowy internet dostarczany drogą radiową został udostępniony w gminie Czudec.

Internet na trwałe zagościł w naszych domach. Współczesny użytkownik internetowy to każdy z nas. Internet i komputer stały się powszechnie używanym narzędziem służącym nam w codziennym życiu. Wielu z nas dzięki Internetowi ma pracę. Programiści, branża IT to był początek. Teraz wiele osób dzięki Internetowi wykonuje pracę zdalną w swoich domach na rzecz firm oddalonych o dziesiątki kilometrów. Przykładem mogą być firmy świadczące usługi w zakresie SEO. Zabierając laptop na wyjazdy wakacyjne możemy wypoczywać wykonując normalną pracę, nawet za granicą. Wystarczy dostęp do internetu i kilka godzin poświęcić na pracę by nie brać żadnego urlopu. Nawet nasz zleceniodawca nie musi wiedzieć, że nie ma nas w kraju.


Wraz z pojawieniem się internetu pojawiły się nowe zagrożenia. Świat się wyraźnie zmniejszył, pojawiły się nowe zagrożenia. Powstała cyberprzestępczość. Dochodzi do ataków hakerskich o charakterze militarnym. Następuje inwigilacja i profilowanie użytkowników internetowych dla celów marketingowych, czy politycznych. Wskazuje się fałszowanie wyborów z wykorzystaniem internetu. Internet umożliwia integrację ludzi niezadowolonych by wywołać rewoltę. Internetowi, zwłaszcza facebookowi przypisuje się Arabską Wiosnę, rewolucję, która zapoczątkowała obalenie ówczesnej władzy w Syrii, Egipcie, Tunezji, Libii. Rewolucję, która wydarzyła się w sposób spontaniczny bez przygotowania i planu co dalej. Facebook stał się narzędziem do komunikacji w rękach terrorystów. Umożliwia zapewnia kontakt przestępcom. Platforma do krypto waluty, Bitcoina,  umożliwia międzynarodowe rozliczenia finansowe przestępcom i terrorystom.

Internet i jego zagrożenia

Dla zwykłych użytkowników portale społecznościowe stały się możliwością prezentacji swoich rodzin, dzieci. Odświeżenia starych znajomości. Nawiązanie nowych. Wiele osób dzięki temu łatwiej nawiązuje nowe znajomości. Zarówno te trwałe jak i okazjonalne, nie zawsze bezpieczne. Internet jest podstawowym źródłem wiedzy seksualnej dla dzieci. Często przy jego pomocy dochodzi do przedwczesnej inicjacji seksualnej. Dzięki Internetowi młodzież ma ułatwiony dostęp do zakupu narkotyków.

Innym typem zagrożenia są sekty, które poprzez Internet werbują swoich wyznawców. Kluby kiboli poprzez Internet umawiają się na "ustawki", współczesne wyjęte spod prawa, walki gladiatorów.  W Internecie można też umówić się na nielegalne wyścigi uliczne. Po prostu Internet oznacza wolność bez żadnej kontroli.

Nad taką skalą zagrożeń musimy zapanować chroniąc nasze dzieci przed niewłaściwym wykorzystaniem Internetu. Instytucje państwowe i międzynarodowe starają się zapanować nad niektórymi patologiami. Powstają przepisy uniemożliwiające handel w internecie podróbkami, zwalcza się hejterów, organizuje zasadzki na podofilów. Państwa totalitarne w których rządy obawiają się rebelii, ogranicza się dostęp do światowego Internetu. Nakłania właścicieli przeglądarek internetowych i socjal mediów do współpracy z reżimem, zakłada cenzurę i nakazuje udostępnianie numerów IP użytkowników internetowych celem ich identyfikacji.  




Nikt w internecie nie jest anonimowy

Nawet platformy do handlu krypto walutami oparte o technologię blockchain mogą z czasem zostać złamane, tak jak to się stało w USA, gdy wykryto, że są wykorzystywane przez przestępców.  Teoretycznie znaczna część z nas użytkowników internetowych ma zmienne IP różne po każdym wznowieniu połączenia. Jednak nasi dostawcy internetu mają bazę danych w których jest odnotowywane każde nasze połączenie. Nasze komputery, laptopy, smartfony niezależnie od tego stawiają "niepowtarzalny" ślad przypisany do naszego urządzenia. Namierzenie internauty łamiącego prawo nie jest takie trudne, chociaż są dostępne również różne anonimusy utrudniające identyfikację. Jednak wówczas to u dostawcy programu zostawiamy ślad naszego IP.

Internet otworzył przed nami nowy świat

 Ciężko nie docenić faktu, że internet otworzył przed nami inny, nowy świat. Era informacji, nieograniczonego dostępu do wiedzy stała się faktem. Ułatwienia technologiczne dostępne dzięki sieci internetowej na stałe zmieniły nasze życie.

Dlaczego dano nam tak wiele za darmo? 

Często zadajecie sobie to pytanie? Przecież taki rozwój internetu musi służyć osobom, które zarabiają na tym pieniądze. Właściciele socjal mediów, przeglądarek internetowych i różnego rodzaju oprogramowania robią duże pieniądze.

W jaki sposób zarabia się w obecnie w Internecie?

Poprzez reklamę i gromadzenie informacji. Nie tylko reklamę agresywną, dołączaną do różnego rodzaju stron internetowych, chodzi również o gromadzenie danych o użytkownikach internetowych. Każdy użytkownik jest profilowany. Bez konieczności zgody na to sądu, bez zabezpieczenia przy pomocy takich instrumentów jak RODO. Gromadzi się informacje o tym co szukamy w internecie. Gdzie spędzamy wakacje, jakie mamy preferencje, co kupujemy, gdzie, za ile, ile mamy członków rodziny. Gromadzi się nasze zdjęcia. Nawet gdy nie dodamy je do socjal mediów, inteligentne boty znajdą nasze wizerunki na innych stronach. Przez internet nie jesteśmy już anonimowi, a konsorcja wiedzą jak na nas zarobić pieniądze.


Ostatnia afera dotycząca wyborów w USA wykazała że dostęp do naszych profili internetowych mają również politycy czy instytucje typu ZUS. Zamieszczając w internecie zdjęcie z wakacji na których byłeś mimo zwolnienia lekarskiego bądź pewien, że trafi ono na biurko inspektora w ZUS który rozliczy cię z tego wyjazdu.

#Internet #internauta #socjal media #Facebook #Nasza Klasa #Google #YouTube #surfer

Czy łączy nas piłka nożna ?


Są takie chwile, gdy wydarzenia sportowe stają się najważniejszym newsem, a my chcąc nie chcąc, w tym uczestniczymy. Nasze domy zamieniają się w strefy kibica, a czas odmierzają  kolejne mecze. Oczywiście skala zaangażowania jest uzależniona od sukcesów jakie odnoszą "nasi" i podatności domowników na uleganie zborowym zachowaniom.

Zawody sportowe od wieków służyły kilku celom. Przede wszystkim były źródłem rozrywki. Już starożytny poeta Juwenalis zauważył, że pospólstwo oprócz podstawowych dóbr potrzebuje również zajęcia w postaci rozrywki. Chleba i igrzysk! Spełnienie tych dwu podstawowych potrzeb oznaczało spokojne rządzenie kolejnym cesarzom. Rozrywkę dostarczały walki gladiatorów. Budowano specjalne areny przypominające dzisiejsze stadiony, na których zawodowi "sportowcy", gladiatorzy toczyli walki, często kończące się śmiercią jednego z rywali. Krwawe zawody dostarczały odpowiednich emocji. Rozładowywały napięcia, dawały zajęcie.

Krwawe walki gladiatorów nie były pierwszymi zawodami jakie organizowano dla widzów. Już 700 lat wcześniej w starożytnej Grecji urządzano bezkrwawe igrzyska olimpijskie, których celem była sportowa rywalizacja uczestników igrzysk.. Zwycięzców zawodów nagradzano, nad zawodami czuwali odpowiedni sędziowie, a na czas trwania igrzysk wstrzymywano wszelkie działania wojenne.
Rywalizacja sportowców z różnych państw dawała możliwość porównania ich siły i zdolności w walce. Sportowcy staczali na starożytnych stadionach bezkrwawe wojny, które pozwalały ocenić, które narody cechuje większa sprawność i gotowość do walki.

Wraz z podnoszeniem wysokości nagród dla uczestników zawodów, pojawiła się korupcja i doping. Nad uczciwym przebiegiem zawodów musieli zapanować sędziowie. Uczciwa walka wymagała ćwiczeń i odpowiedniego wytrenowania. Dzięki temu zawody sportowe nie tylko dostarczały rozrywki, ale zmusiły społeczeństwa do uprawiania sportu. By osiągnąć sukces na zawodach i zdobyć nagrodę trzeba było uprawiać sport i zadbać o odpowiednią kondycję. Chcąc być sprawnym sportowcem należało przestrzegać odpowiedniej diety, uprawiać ruch i regularnie ćwiczyć. To podnosiło kulturę i sprawność fizyczną, która z czasem przekładała się na długość i jakość życia.
W ten sposób możemy uzmysłowić sobie że sport i zawody sportowe ciągle są niezbędnym elementem w prawidłowym rozwoju społeczeństwa.



Uprawianie sportu jest i dziś bardzo potrzebne. Postęp cywilizacyjny przyczynił się poniekąd do znacznego ogrania sprawności fizycznej społeczeństwa. Otyłość staje się coraz bardziej powszechną chorobą, a sport zaczyna się ograniczać głównie do kibicowania współczesnym gladiatorom. Dlatego wzrasta znaczenie funkcji edukacyjnej zawodów sportowych. Ich przebieg jest szeroko propagowany w mediach. Dzięki temu dobrze zarabiający sportowcy są przykładem dla młodych ludzi jak osiągnąć sukces. Jednocześnie przesyt globalizacją wywołuje powstawanie trendów nacjonalistycznych i potrzebę odnoszenia sukcesu. Dzięki temu, jak w starożytnym Rzymie, wzrasta zapotrzebowanie na igrzyska, a ilość przeróżnych zawodów sportowych jest coraz większa.

Na świecie, a głównie w Europie najbardziej popularnym sportem jest piłka nożna. Zapewne dlatego, że jest bardzo widowiskowym spektaklem. Poza tym sporty drużynowe rządzą się nieco innymi prawami niż sporty indywidualne. Na końcowy sukces ma wpływ cała drużyna, a w zasadzie cały sztab reprezentacji. Od kucharza i kierowcy autobusu po lekarzy, masażystów, analityków i trenerów. Dzięki temu sukces drużyny piłkarskiej jest niczym zwycięstwo narodowe, całego państwa a hasło "Łączy nas piłka" pomaga utożsamić się kibicom z ich ukochaną drużyną. Dotyczy to tak samo lokalnych drużyn piłkarskich, jak i reprezentacji.

Kibice drużyn klubowych mają z resztą nie tylko wymiar lokalny. Czołowe kluby piłkarskie przyciągają fanów nie utożsamiając ich jedynie z danym regionem. Zresztą skład zawodników klubów piłkarskich nie ma za wiele wspólnego z siedzibą klubu. Oczywiście kluby prowadzą szkolenie przyszłych zawodników. Szkółki piłkarskie prowadzą nabór młodzików nie tylko w rejonie, gdzie jest  stadion klubu. Są drużyny które prowadzą szkolenia przyszłych piłkarzy na całym świecie. Jednak najpopularniejszym sposobem pozyskania zawodników jest ich kupowanie od innych klubów, nie tylko w kraju, ale i na całym świecie.

By ich "kupić" i ściągnąć do drużyny potrzebne są pieniądze. Dlatego ważny jest odpowiedni show wokół rozgrywek ligowych by przyciągnąć odpowiednich sponsorów. Po prostu piłką nożną rządzą pieniądze, a stadiony, zawodnicy i relacje w mediach wyglądają jak jednak wielka reklama.


Mecze muszą przyciągać kibiców i sponsorów. Liczy się wygrana nie tylko ta sportowa, ale i ta dotycząca frekwencji  na stadionie i oglądalności w mediach. Jeżeli mecze drużyny przyciągają dużą liczbę kibiców, to klub ma pieniądze z biletów, relacji w mediach i z reklamy. Sponsorzy chętnie inwestują w taki klub, a on ma pieniądze na kupowanie kolejnych piłkarzy i edukowanie własnych piłkarzy w klubowych szkółkach piłkarskich. Kluby sportowe stają się potężnymi firmami, o znaczeniu międzynarodowym. Zatrudniają najlepszych piłkarzy, szkoleniowców z całego świata. Współorganizują również własne kluby kibica. Często mówi się, że widownia to dodatkowi zawodnicy. Atmosferę na stadionie tworzą kibice. Często od ich dopingu zależą wyniki meczu. Gwizdy deprymują przeciwnika, a oklaski i chóralne śpiewy i odpowiedni doping "uskrzydlają" własną drużynę. Kluby przygotowują swoim kibicom odpowiednie gadżety. Kibice mają flagi, szaliki klubowe, odpowiednie trąbki, syreny, specjalne koszulki, by jak najdokładniej móc identyfikować się z własną drużyną.

Znaczna część kibiców nie przychodzi na mecze, aby oglądać dobre zawody sportowe. Przychodzą by kibicować "swoim". Kibice obu drużyn, które odbywają mecz rywalizują między sobą w sposobie kibicowania. Kto będzie głośniejszy. Kogo bardziej będzie widać. Często towarzyszy temu agresja, bijatyki, brak szacunku dla ducha sportu i zawodników. Kibice zapominają, że "ich" drużyna składa się jedynie z "najemników", którzy mają kontrakty z klubem na jeden sezon, lub  maksymalnie kilka lat. Rywalizacja kibiców często nie ma nic wspólnego z tym co reprezentuje drużyna której kibicują. Organizują "ustawki" podczas których kibice różnych drużyn bijatyką sprawdzają "wartość" ich "kibicowania". Kluby odcinają się od takich kibiców nazywając ich kibolami. Środowiska kiboli przyciągają środowiska przestępcze, a burdy stadionowe odpychają miłośników sportu od chodzenia na mecze, a wraz z nimi odchodzą sponsorzy. Przez takie działania wiele klubów piłkarskich, nawet dobrych z tradycjami, ma problemy spowodowane zachowaniem własnych kibiców.



Zupełnie innym kibicowaniem cieszą się piłkarskie reprezentacje państw. Ich skład jest wybierany przez specjalnych trenerów-selekcjonerów, którzy z rodzimych piłkarzy klubowych i tych co grają za granicą rekrutują drużynę narodową. Podczas meczy jest "zawieszona" zawiść klubowa, a mecze reprezentacji stają się "świętem narodowym" dla kibiców wszystkich klubów. Kibolom podczas meczy miedzy państwowych rzadko udaje się wywołać burdy na stadionach. Wśród kibiców dominują barwy narodowe, a zawody sportowe bardziej przypominają starożytne igrzyska, z prawdziwym duchem sportu. By podnieść rangę takich imprez organizowane są poza stadionami specjalne strefy kibica, a całe rodziny mogą bezpiecznie dopingować własnej reprezentacji.

Podczas ważnych meczy reprezentacji pustoszeją ulice, a większość z nas dopinguje naszej drużynie narodowej. Na stadionie, gdzie odbywa się mecz, w strefach kibica, w pubach ze znajomymi, czy w domach przed telewizorem. W tym okresie, zwłaszcza Mistrzostw Europy, czy Mistrzostw Świata w sklepach są dostępne odpowiednie gadżety kibica. Flagi, szaliki, czapki, kubki, szklanki, trąbki, breloczki, zdjęcia piłkarzy z reprezentacji. Pojawiają się one u kibiców nie tylko tych zgromadzonych na stadionach i w strefach kibica. Flagi są wywieszane przed domami, na samochodach, nosimy na co dzień czapki, szaliki z barwami narodowymi. Wszyscy jesteśmy wówczas kibicami. Wspieramy naszą drużynę. Identyfikujemy się z nią.

Takie kibicowanie wzmacnia patriotyzm, wyzwala potrzebę uprawiania sportu, jednoczy ludzi, przyjaciół, rodziny. Mecze lubimy oglądać w większym gronie. Jest to więc okazja do spotkań. Wspólne przeżywanie meczy wyzwala w nas dodatkowe emocje. Nawet skrajni politycy omawiając wydarzenia sportowe w mediach nie skaczą sobie do oczu. Można się zgodzić ze sloganem: "Łączy nas piłka".


Podobno w naszej rodzinie wydarzenia sportowe od zawsze wyzwalały emocje i były okazją do spotkań rodzinnych. Wspólnie oglądano występy naszych lekkoatletów na olimpiadzie. Walki bokserów, wyczyny żużlowców, czy Kolarski Wyścig Pokoju. Tata często opowiada, że gdy jeździł Szurkowski, Szozda czy Sójka bardzo popularna była gra w kapsle, w którą dzieci grały na niemal każdym podwórku. Występy Ireny Szewińskiej, walki legendy wagi ciężkiej Lucjana Treli czy braci Skrzeczów są ciągle omawiane przez naszych dziadków i rodziców. Najwięcej emocji jest oczywiście wokół piłki nożnej. Mecze klubowe o Mistrzostwo Polski, rozgrywki o puchar UEFA. przeżywają ciągle chociaż minęło tyle lat.

Również w moim domu staram się kontynuować tę tradycję. Oglądanie naszych sportowców dobrze wpływa na nasze dzieci. Jest zachętą do uprawiania sportu. Świetnie do tego nadaje się piłka siatkowa. Ta dyscyplina jest wolna od burd kibiców wiec można bezpiecznie oglądać mecze na żywo. Są odpowiednio przygotowane hale sportowe, a mecze są organizowane z należytą oprawą. Są specjalni DJ-je, którzy kierują dopingiem, a kibice nagradzają brawami zawodników obu drużyn. Nawet przegrany mecz dostarcza satysfakcji, gdy widzimy ile serca siatkarze wkładają w potyczkę. Sportowa rywalizacja, gra fair play, możliwość chellenege'u, to wyróżnia tę dyscyplinę. Może dlatego  że jest to sport bezkontaktowy, a może że nasze reprezentacje kobieca i mężczyzn odnosi teraz dy że sukcesy zarówno klubowe jak i reprezentacji.

Za tydzień ruszają kolejne Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Może warto zorganizować w domu strefę kibica. Zaprosić znajomych, rodzinę by wspólnie uczestniczyć w kolejnym święcie piłkarskim.



#strefa kibica #piłka nożna #Mistrzostwa Świata #kibic #mecz



Freelancer - styl życia


Wytwarzanie dóbr jest związane z koniecznością wykonania wysiłku zwanego pracą. Praca jest przede wszystkim źródłem dochodów. Dzięki nimi człowiek jest w stanie zaspakajać swoje potrzeby materialne jak i niematerialne. Środki uzyskane dzięki pracy zabezpieczają nam byt, rozwój, relaks...
Można powiedzieć, że żyjemy dzięki temu, że pracujemy. Osoby, które nie mają pracy zostają wykluczeni z dostępu do wielu dóbr. Muszą korzystać z pomocy socjalnej umożliwiającej jedynie egzystencję. Praca ma również wartość dodatkową. Dzięki pracy możemy realizować swoje ambicje nie tylko dzięki zarabianym pieniądzom, ale również pozycji w hierarchii społecznej jaką określa wykonywanie jakiegoś zawodu. Od wieków istnieją zawody cieszące się powszechnym szacunkiem. Oczywiście to się zmienia. Zależy też od środowiska. Pamiętam jak kiedyś ludzie na wsiach bardzo szanowali księdza, organistę, nauczyciela, lekarza, weterynarza, strażaka, masarza, czy kombajnistę. Dziś pewnie to się zmieniło, a tym bardziej w miastach.

Są zawody w których zarabianie pieniędzy jest związane wykonywaniem pracy na rzecz jakiejś firmy, z koniecznością zatrudnienia się w jakimś przedsiębiorstwie. Są też zawody, które umożliwiają pracę wyłącznie na własny rachunek lub w obu formach zatrudnienia jednocześnie. Profesja, która nie wymaga świadczenia pracy u kogoś nazywana jest wolnym zawodem, z angielska freelancer.

Freelancer to tak zwany wolny strzelec. Osoba, która nie pracuje na pełen etat, a z powodzeniem daje sobie radę finansowo uprawiając wolny zawód. Do niedawna freelancerów kojarzono jedynie z artystami, tłumaczami, paparazzi, cz paniami do towarzystwa. Nazwa freelancer pochodzi z czasów pierwszych najemników wojennych. Lanca to rodzaj broni, którą posługiwali się wolni (free) najemnicy, nie związani duchowo z żadną nacją. Można powiedzieć, że o jednym z pierwszych typowym freelancerze pisał Cervantes w powieści Don Kichot z la Manczy. Żywot pomysłowego szlachcica daje dużo do myślenia. Przecież do dziś najemnicy to podstawowi żołnierze biorący udział w działaniach wojennych na Ukrainie, w Syrii, czy krajach afrykańskich.


Wraz z nowymi czasami pojawiły się również nowe profesje freelancerów. Reporterzy i fotoreporterzy, którzy polują na różne ciekawe wydarzenia by je potem sprzedać dowolnym mediom, doradcy wizerunkowi, tak zwani PR-owcy, czy copywriterzy sporządzający dowolne teksty reklamowe zamieszczane w internecie. Dodatkowo cechą XXI wieku jest odejście od tradycyjnych form zatrudnienia na rzecz elastycznych form zatrudnienia na tak zwanych śmieciówkach. Oczywiście to jest patologia, ale z drugiej strony daje wolność zwłaszcza, gdy jest to tak zwana praca zdalna.

Będąc na etapie planowania swojej edukacji by zdobyć jakiś zawód, dobrze jest zastanowić się nad wyborem drogi jaką chcemy podążać w swoim życiu zawodowym. Praca w jakiejś firmie, korporacji, przedsiębiorstwie zawsze wiąże się z wykonywaniem czyiś poleceń. Dostosowaniem swojego życia do jakiegoś kolektywu. Nie wszystkim pasuje taki styl życia. Don Kichot był wolnym, niezależnym szlachcicem, który sam kierował swoim życiem. Nie wszyscy są zdolni do pracy w grupie. Bycie trybikiem w jakiejś maszynie. Niektórzy wolą pracować na własny rachunek, na swoje nazwisko. Niektóre zawody umożliwiają pracę w obu formach zatrudnienia. Hydraulik czy lekarz może wykonywać swoją pracę zarówno w firmie usługowej, czy szpitalu, jak i w własnej firmie, czy gabinecie. Wolny zawód często kojarzy nam się z artystami tworzącymi sztukę. Malarz, pisarz, muzyk to nie tylko praca. To styl życia.

Już w szkole średniej można zauważyć różnicę między licealistami, a młodzieżą z techników, czy szkół zawodowych. Jedni są indywidualistami, którzy chcą po swojemu walczyć z wiatrakami, natomiast tym drugim bliżej do pracy zespołowej i wspólnego osiągania sukcesu.


Tworzenie sztuki wymaga posiadania niezbędnych zdolności. Nie wszystkiego można się nauczyć. Najczęściej zdolności takie przechodzą z pokolenia na pokolenie. Podobnie jest z innymi wolnymi zawodami. Lekarze, prawnicy, dziennikarze, politycy, aktorzy, sportowcy, muzycy to są zawody "dziedziczone". Dzieci uczestniczą w stylu życia jaki jest w ich domach. W ten sposób kształtują swoje przyszłe podejście do życia. Trudno mówić o wykonywaniu pracy artysty w celach zarobkowych. To jest pasja dzięki której zarabia się przy okazji pieniądze. Nawet pieniądze, które się w ten sposób zarabia nie są nazywane wynagrodzeniem, ale honorarium.

Wykonywanie wolnego zawodu daje możliwość utrzymania niezależnie od miejsca zamieszkania. W przypadku pracy zdalnej to duża szansa dla ludzi, którzy mieszkają na tak zwanej prowincji. Oczywiście wolny zawód nie oznacza braku dyscypliny. Styl życia wolnego strzelca pozwala na dużo więcej, ale wymaga to równocześnie samoograniczeń i odpowiedniej organizacji pracy. Podobnie jak u osób prowadzących własną działalność gospodarczą. Poza tym osoby wykonujące wolny zawód mają większą możliwość mobilności. Mogą pracować podczas wakacji nawet za granicą. Łatwiej emigrują stając się obywatelami Świata. 

Wraz z pojawieniem się ery komputerów i Internetu powstały nowe zawody związane z branżą IT. Informatycy, programiści, graficy komputerowi, blogerzy, specjaliści od SEO, SEM czy e-marketingu to często osoby świadczące swoje usługi jako freelancerzy. Jest to poniekąd również wynikiem współczesnych wyzwań rynku pracy, gdzie firmy najchętniej zatrudniają osoby współpracujące z nimi na umowach śmieciowych. Ekonomiści nazywają to elastycznymi formami zatrudnienia. Jest to wygodne również dla osób zatrudnionych. Nie ma umów lojalnościowych zobowiązujących freelancera do świadczenia usług jedynie jednej firmie. Mogą swobodnie przechodzić do konkurencji. Dzięki temu łatwiej wybierają optymalne rozwiązania wśród różnych ofert na rynku. Nawet kasjer pracujący w markecie na umowie zlecenie łatwiej może wybrać optymalną ofertę w zależności od ofert na rynku pracy. Często pracują oni ad hoc, na telefon, wybierając market który zaoferuje im wyższe wynagrodzenie.


Wybierając swoją drogę zawodową opartą o pracę zdalną ma się w perspektywie dużo swobody zapewniającej realizację odpowiedniego dla nas stylu życia. Internet daje duże możliwości pozyskiwania zleceń od klientów, których nigdy nie spotkamy, którzy mieszkają czasem setki kilometrów od nas. Wystarczy nam laptop i dostęp do internetu, a swoją pracę możemy wykonywać wszędzie. Przykładowo zajmując się tłumaczeniami możemy to robić podczas wakacji. Realizujemy swoje pasje poświęcając jedynie kilka godzin na wykonywanie obowiązków związanych z pracą. Powstają aplikacje na smartfona, które umożliwiają pracę za pośrednictwem odpowiednich platform handlowych. W ten sposób można już handlować walutami, czy akcjami.

Styl życia, który łączy obowiązki związane z wykonywaną pracą i naszym życiem prywatnym daje wiele korzyści. Do pracy nie chodzimy za karę i mamy świeże spojrzenie na wiele problemów. Jesteśmy dzięki temu bardziej kreatywni, twórczy i posłowi. Realizacja pasji daje nam poczucie zadowolenia z życia. Nasza obecność w domu dobrze wpływa na więzi rodzinne. Umożliwia opiekę nad dziećmi, czy osobami chorymi.

Można znaleźć sporo zleceń dla freelancerów. Oczywiście trzeba pamiętać by odpowiednio kalkulować stawki za wykonywaną pracę. Musimy przecież z tych pieniędzy opłacić ubezpieczenie, podatki, urlop, czy koszty związane z samodzielnym prowadzeniem działalności .
Mimo to wiele osób wybiera tę formę stylu życia realizując swoje pasje i godząc je z życiem zawodowym.


#styl życia #freelancer #pasje #praca zdalna #samozatrudnienie #wolny strzelec

Rozwój dziecka. Taniec, balet, rytmika


O tym, że potrzebujemy ruchu od najmłodszych lat wiemy wszyscy. Zwłaszcza, gdy mamy już jakiś czas życia za sobą. Patrząc na kilkuletnie dzieci zazdrościmy im, że mają całe życie przed sobą. Chcielibyśmy w nich przelać cały bagaż doświadczeń jaki sami zebraliśmy w ciągu naszego życia.

 Jak zachęcić dzieci do uprawiania sportu, czy chociażby zwykłego ruchu. 
Niektóre dzieci nie potrzebują specjalnej zachęty. Są bardzo żywotne i potrafią cały dzień spędzić na podwórku biegając, krzycząc, łażąc po drzewach, czy grając w piłkę. Jednak nie wszystkie dzieci są tak żywiołowe. Potrzebują odpowiedniej zachęty i motywacji. Dobrym rozwiązaniem są zajęcia na basenie. Jednak nie dotyczy to wszystkich. Z badań i obserwacji kilkuletnich dzieci wynika, że
dobrze na rozwój dzieci wpływa taniec, balet czy chociażby zajęcia z rytmiki. Połączenie ruchu i muzyki rozwija u dziecka wyobraźnię. Przy zaburzeniach motoryki u dzieci rytmika jest podstawowym zajęciem terapeutycznym.
Od starożytności wiemy, że muzyka wpływa na psychikę człowieka.  Jest istotnym elementem w jego wychowaniu i pozytywnie oddziałuje na jego rozwój. Jednak dopiero Jan Jakub Rousseau filozof, pedagog i teoretyk muzyki zapoczątkował szczegółowe badania nad tym związkiem. Według niego wychowanie młodego człowieka poprzez muzykę i taniec odgrywa bardzo ważną role w rozwijaniu jego aktywności i innowacyjnej twórczości. Muzyka działa na emocje człowieka. Ma nawet właściwości medyczne. "Muzyka łagodzi obyczaje" - powiedział niedawno jeden z posłów zanim inny, który pewnie nigdy nie słuchał muzyki, ukarał go karą. Wychowanie przez sztukę jaką jest balet, czy taniec łączy wszystkie formy prawidłowego kształtowania człowieka.
„Musica animea lavamen” – Muzyka jest lekarstwem dla duszy.



Zauważyliście, że już noworodki, zanim nauczą się schodzić podrygują jak słyszą muzykę. Mamy śpiewają dzieciom kołysanki, a gdy dzieci stają na nóżkach tańczą w rytm muzyki. Jakby się z tą zdolnością urodziły. To może być sygnał, że dziecko ma w tym kierunku zdolności. Szkoda to zmarnować. W żłobku, czy przedszkolu często są zajęcia z rytmiki i tańca. Większość zabaw odbywa się w kółeczku i polega na śpiewaniu i wykonywaniu różnych ćwiczeń. Jest to zabawa, ale za razem śpiew i ruch. Taniec spełnia również inne funkcje. Uczy empatii, dyscypliny i współdziałania w grupie. Dziecko musi dostosować się do swoich rówieśników, poznać prawidłową postawę. Dzięki takim zajęciom zadba o swój wizerunek, a ruchy jego ciała staną się skoordynowane. Jeżeli dzieci to akceptują może warto zrobić następny krok i zapisać nasze dziecko do szkoły tańca lub na balet.

Często rodzice zastanawiają się czy wybrać balet, czy szkołę tańca. A jeżeli taniec to jaki?
Myślę, że nie wolno oczekiwać cudów od naszego dziecka. Nie róbmy z nauki tańca kolejnego wyścigu szczurów. To może zniechęcić dziecko do tych zajęć. Niech to będzie nieco inna zabawa. Również wybór rodzaju tańca nie powinien wynikać z ambicji rodziców. Jak pozna taniec trochę lepiej samo odnajdzie w nim swoją drogę. Różnice między tańcem, a baletem na początku są minimalne. W tańcu jest więcej elementów rytmiki i współpracy z partnerem. W balecie najważniejsza jest zdolność rozciągania ciała do wykonywania różnych figur, estetyka i dyscyplina postawy. Poza tym na balecie i tak w początkowym okresie dziecko będzie uczyło się tańca klasycznego. Można jedynie domniemywać, że wybór szkoły baletowej może być drogą do zdobycia zawodu. Dzięki szkole baletowej już nastolatkowie zarabiają własne pieniądze, co z powodzeniem można pogodzić z nauką, czy studiami.

Kiedy zapisać dziecko na taniec?
 Zazwyczaj szkoły tańca zaczynają nabór dzieci w wieku 3-5 lat. Oczywiście zależy to od rozwoju dziecka i jego zdolności do odnalezienia się w grupie. W przypadku baletu liczy się czas. Wyćwiczenia należytej postawy, odpowiedniego poruszania, zajmuje nieco więcej czasu, dlatego normą przyjęć są dzieci 3 letnie, ale starsze dzieci też są mile widziane.



Oczywiście zawsze zajęcia dodatkowe, pozalekcyjne to wyzwanie zarówno dla dziecka jak i dla rodziców. Dziecko musi odmówić wspólnej zabawy z kolegami z podwórka, a my musimy wozić naszego potomka na zajęcia, a czasem nawet płacić za nie sporo pieniędzy. Na szczęście kostium, czy pointy nie są tak drogie niż niektóre instrumenty muzyczne. Oczywiście najlepiej wybrać renomowaną szkołę państwową działająca przy jakiejś operze, czy operetce. Można w tym zakresie poszukać opinii rodziców dzieci, które mają w tym doświadczenie. Z pewnością szkoła baletowa wyjdzie nam taniej niż pojedyncze zajęcia nawet w grupie. Tyle tylko, że trzeba podejść do tego profesjonalnie, a nie okazyjnie.

Dla dziewczynek, czy chłopców?
Pokutuje przekonanie, że chłopcy mają trenować piłkę nożną, czy sporty walki, a dziewczynki powinny chodzić na balet. Jeszcze przed wojną w szkołach żeńskich głównymi zajęciami były nauki humanistyczne, a z dodatkowych szydełkowanie, robótki krawieckie śpiew i taniec. Chłopcy uczyli się nauk ścisłych, a ich zajęcia dodatkowe obejmowała nauka rzemiosła, i gra w piłkę.
Trochę z tych przyzwyczajeń nam zostało. Najczęściej chłopcy trafiają do szkół baletowych dzięki siostrom. Idą tam z ciekawości i najczęściej zostają. Do szkoły tańca trafiają nieco później,  ze swoimi partnerkami, które wstydzą się z nimi tańczyć na różnych imprezach. Pierwszym poważniejszym wyzwaniem jest studniówka. Wówczas młodzież chodzi na krótkie kursy tańca dla par.


Balet, a styl życia.
Balet to przede wszystkim sztuka mowy ciała. Swoimi ruchami tancerze przekazują widowni nastrój postaci, które grają na scenie. Tancerz jest artystą i cechuje go nieco inny styl życia od sprzedawcy w sklepie, czy programisty komputerowego. Przygotowanie do roli jaką ma odtwarzać na scenie wiąże się ze zgłębieniem libretta, kontekstu jego powstania. Sama choreografia pozwala oddać emocje postaci, uwydatnić wydźwięk i znaczenie sztuki. 

Każdy ma jakieś ulubione balety. Nowoczesne, czy klasyczne. Balet jest ciągle żywy. Chętnie sięgają po ten sposób wyrazu współcześni muzycy, którzy w ten sposób mogą zilustrować swoje utwory. Moim ulubionym baletem jest Próba Gábora Pressera, węgierskiego kompozytora i muzyka. Libretto i choreografię do tego baletu napisał Antal Fodor, a w polskiej inscenizacji asystentem była Ewa Wycichowska. Polska premiera tego baletu miała miejsce na deskach Teatru Wielkiego w Łodzi 25 lutego 1984 roku, tuż po zniesieniu stanu wojennego w Polsce. Balet opisujący mękę Chrystusa i jego rozstrzelanie na krzyżu. Wielu z widzów odbierało jako jasny obraz zamachu dyktatora na wiarę. Bez względu na to kim on jest. Gabor Presser był dobrze nam znany jako autor muzyki i członek zespołu Omega i Locomotiv GT. Jego najbardziej znanym utworem była "Dziewczyna o perłowych włosach". Balet Próba odniósł sukces na całym świecie. Ostatnio Próba była wystawiana w Poznaniu, również w choreografii Ewy Wycichowskiej. 
Rok 1984 był bardzo ważny w polskiej kulturze. Polacy potrzebowali artystycznego przekazu po stanie wojennym. Teatry, opery, filharmonie były pełne widzów. W tym okresie Ewa Wycichowska napisała również libretto i była choreografem baletu „Republika – rzecz publiczna”. W balecie wykorzystano muzykę polskiego kompozytora, założyciela i lidera zespołu Republika - Grzegorza Ciechowskiego. Podczas premiery w Teatrze Wielkim w Łodzi  (29 grudnia 1984 roku) na scenie obok baletu wystąpił zespół, który wykonywał muzykę na żywo.

#rozwój dziecka #balet #taniec #rytmika #muzyka #Gabor Presser #Ewa Wycichowska #Republika

Tanie wakacje. Słowacki raj



Niecałe 70 km od Polski znajdują się Hrabušice, jedna z baz wypadowych w Słowacki Raj. Słowo raj nie jest przesadzone, zwłaszcza dla amatorów górskich wędrówek, którzy nie lubią się zbytnio przemęczać. Najwyższa góra w Słowackim Raju - Veľká Knola ma wysokość 1266 m n.p.m. Ale większość najbardziej atrakcyjnych szlaków nie przekracza wysokości 950 m. Ktoś kto odwiedzał Małą Fatrę poznał z pewnością szlak Janosikowe Diery. Słowacki Raj to zespół takich szlaków, których jest tam kilkanaście. Wędrówki wzdłuż potoków, które wcinają się skalny masyw Słowackiego Raju wąskimi wąwozami są świetną okazją do trenowania wspinaczki po odpowiednio przygotowanych szlakach. Zabezpieczenia typu podesty, drabinki, klamry, łańcuchy brzmią złowrogo, ale jak się nie ma lęku wysokości nie sprawiają żadnych problemów. 
Słowacki Raj to świetne miejsce na dłuższe wakacje. Jedyny warunek to odpowiednia pora roku, żeby nie było śniegu i lodu. Zazwyczaj nie lubimy chodzić po górach w upalne lato. Tam to jednak nie grozi. Wąwozy z wartkimi strumieniami i licznymi wodospadami są jak naturalna klimatyzacją. Ilość atrakcji jaka tam na nas czeka zapewnia, że nie będzie nam się nudzić. Świetnie wypełni nam kalendarz nie tylko na 14 dniowy urlop, ale również na kilka takich wyjazdów. 
W promieniu 30 kilometrów mamy Tatrzańską Łomnicę (tania i bez tłoku kolejka górska w wysokie Tatary), cztery kompleksy basenów termalnych, naturalne źródła wody mineralnej(gazowanej), przepiękne jaskinie w tym najbliższa z naturalnym lodowcem (czynna w miesiącach letnich), dyskoteka w Spišský Štvrtok, największy zamek na Słowacji - Spiski Hrad, Siva Brada Geyser - Słowackie "Pamukkale", jeziorko z wypożyczalnią sprzętu wodnego, niezapomniany rafting na rzece Hornad, ciekawe miasteczka, a przede wszystkim szlaki Słowackiego Raju. 

W zależności jakie są nasze oczekiwania i upodobania - naszą bazą wypadową mogą być Hrabušice, położony przy szlakach Podlesok, na południu położone nad jeziorem Dedinki, czy bezpośrednio w górach Kláštorisko. Zimą dla narciarzy najlepiej jechać do Dedinek lub do Biele Vody. Musimy jednak pamiętać, że Słowacki Raj to niskie górki i trasy zjazdowe bardziej przypominają ośle łączki i zadowolą jedynie początkujących narciarzy.

Podlesok

Najczęściej naszą bazą wypadową mamy w Podlesoku. Jest tam kilka możliwości noclegu. Schronisko, prywatne kwatery, domki kempingowe, duże pole namiotowe przystosowane również do przyjazdu własnym kamperem, czy przyczepą kempingową. Wszystkie te ośrodki są wspaniale zagospodarowane. Boiska do gry w siatkówkę, czy piłkę nożną, place zabaw dla dzieci. Nawet ścianki wspinaczkowe dla maluchów. Są również liczne trasy rowerowe. Teren jest odpowiednio monitorowany. To ważne bo w okolicy jest kilka miejsc, gdzie są siedliska Cyganów. Oczywiście ci w Hrabušicach są "cywilizowani" Cyganie i można u nich spokojnie wynajmować kwatery, ale w Latanowcach, czy w Janovcach są osiedla z kurnymi chatami, gdzie bez prądu mieszka najbiedniejsza społeczność Romów. 20 lat temu można było się spotkać w tamtych okolicach z namolnym żebractwem dzieci. Teraz o takich przypadkach nie słyszeliśmy. Z pewnością jest to też jakaś atrakcja turystyczna, ale widok skąpo odzianych dzieci, które zimą idą w drewniaczkach do sklepu w Janovcach długo nie zapomnimy. Cyganie dają o sobie znać wiosną. Pielęgnują oni głupi zwyczaj wypalania traw i strażacy mają z nimi sporo kłopotów.

Z Podlesoka rozciąga się wspaniały widok na Tatry Wysokie do których mamy niespełna 30 kilometrów.
W Podlesoku jest kilka klimatycznych gospod, w których w sezonie jest muzyka na żywo. Od maja do września jest ustawiana przy samym Auto Campie scena, gdzie występują różne zespoły, głównie ludowe.  

Podlesok to miejsce skąd biorą początek najbardziej popularne szlaki. Najbliższy to Sucha Bela z przeuroczym Okienkowym Wodospadem. To bardzo ciekawy szlak, w którym najciekawszy jest wodospad, do którego wspinamy się po długiej drabinie, a który kończy się oknem skalnym z którego wypływa woda. W wąwozie Sucha Bela mamy też 30 metrowy system kaskad zwany Misové vodopády. Misove czyli takie na których występują kotły eworsyjne. Spadająca z wysokości woda kotłuje się w głębokich dołkach, które sama wyrzeźbiła.

Sucha Bela skalne okno

Uwaga: w Słowackim Raju mimo, że to park narodowym nie ma zakazu wchodzenia z psami. Musimy jednak wiedzieć, że jest tam sporo miejsc niebezpiecznych dla psa.  Bezwzględnie musimy trzymać go na smyczy, aby pies nie wszedł na jakąś półkę skalną. Zwykle rezultat jest taki, że półka prowadzi go donikąd i zaczyna improwizować co najczęściej kończy się jego bolesnym upadkiem. Najlepiej zostawić go na noclegu lub przygotować dla niego specjalne nosidełko. Nasz pies ma do tego specjalnie przystosowany plecak z którego nie wyskoczy i z którego wygląda mu jedynie głowa. Chronicznie boi się chodzenia po ażurowych kratkach. Ma po prostu lęk wysokości. Dlatego podczas wchodzenia po drabinkach, klamrach łańcuchach, czy podestach siedział cały czas w plecaku i raczej nie spoglądał w przepaść.

Dlaczego braliśmy ze sobą psa?

Bo szlaki są jednokierunkowe i samo przejście wąwozów jest jedynie 1/3 czasu całej wycieczki. Potem może spokojnie chodzić na smyczy i cieszyć się wolnością. Oczywiście zawsze zabieramy ze sobą zestaw do sprzątania kupek.
 
Szlak Sucha Bela kończy się na wysokości 930 m n.p.m.

Szlak wzdłuż Hornadu. Pies w plecaku!
Inny szlak z Podlesoka prowadzi na Tomášovský výhľad wąwozem Hornadu. Na rzece możemy podziwiać amatorów raftingu. Na Hronadzie blisko Podlesoka jest miejsce katastrofy śmigłowca ZHS(Horskej Záchrannej Služby - odpowiednik GOPR). 17 lipca 2015 roku zginęło tam 4 ratowników górskich lecących na ratunek turystów w Tatrach. W drodze kilkukrotnie przekraczamy Hronad po malowniczych mostkach wiszących. Po drodze mamy możliwość skrętu w prawo na Kláštorisko wzdłuż Kláštorskiej rokliny. To krótki wąwóz z siedmioma wodospadami. Najwyższy Strakovy vodopád ma 13,5 metra.  Prowadzi na niego jedna długa drabina. To pięć pięter! Po krótkiej wędrówce dochodzimy do Kláštoriska 740 m n.p.m. To ulubione miejsce turystów, w którym turyści najczęściej odpoczywają, po przejściu różnych wodospadów. Są tam do wynajęcia domki kempingowe i pole namiotowe nieopodal schroniska. Najbardziej podoba mi się tam napis w jednym z miejsc biwakowych:

 "Nepľuvajte pod stôl môžu tam ležať vaši kamarati" :-)

Idąc w kierunku szlaku wychodzącego z Suchej Bely na uboczu po lewej stronie mamy malownicze wąwozy w którym jest Obrovsky vodopad 20 m. wysokości i dalej Sokolia Dolina. Kláštorisko jest pełne ludzi. Nasz pies jest dość dziki dlatego najchętniej odpoczywamy w samotności na malownicze hali nie dlatego Bykarki 1057 m n.p.m.

Obrovsky vodopad

Po dwóch dniach chodzenia po drabinkach czas na wycieczkę samochodem na Spisky Hrad (zdjęcie główne). To największy kompleks zamkowy na Słowacji zajmujący powierzchnię 4 ha. Zwiedzanie trwa blisko 3 godziny (można wejść z psem). Po drodze możemy zobaczyć "słowackie Pamukkale" gejzery (podobno sztuczne) położone tuż przy drodze w Siva Brada . Widać je wyraźnie na wzgórzu nieopodal kaplicy. Woda z gejzerów ma sporo wapnia dzięki czemu powstają śnieżnobiałe jeziorka i nacieki przypominające tureckie Pamukkale. Między Siwą Brodą, a Spiskim Zamkiem znajduje Spiska Kapituła. Siedziba spiskich biskupów, miejsca, gdzie mieszkał Jan Paweł II podczas pielgrzymki w lipcu 1995 roku.

W drodze powrotnej możemy zajrzeć do Cingova skąd prowadzi krótki szlak na Tomášovský výhľad. Jest tam widok na przełom Hronadu, przypominający nam Pieniny. 

Wracając do Podlesoka radzimy jechać dookoła przez Spišský Štvrtok . Droga na skróty może okazać się dłuższa. Wprawdzie GPS poprowadzi nas wąskimi dróżkami asfaltowymi kluczącymi między polami i bagnami, jednak stracimy na to więcej czasu i możemy trafić na dzikie tabory cygańskie. W centrum Spišský Štvrtoku (Spiski Czwartek) jest dyskoteka w czymś co przypomina nasze remizy strażackie.

 
Tomášovský výhľad

Kolejne dwa dni warto poświęcić na dwa nieco oddalone wąwozy Veľký Sokol i Stredné Piecky. Są to nieco dłuższe szlaki, również jednokierunkowe. Są one rzadziej odwiedzane więc panuje tam spokój, a latem nie ma kolejek by wejść po drabinkach. Rzadko jeździmy do Słowackiego Raju latem, ale z opowiadań turystów słyszeliśmy, że są czasem problemy zwłaszcza na długich drabinach, gdy komuś "w szpilkach" nagle zachce się schodzić. Wszystkie szlaki są jednokierunkowe więc zanim zdecydujecie się na pokonanie jakiegoś szlaku zastanówcie się czy dacie radę wejść po drabinie na 5 piętro.


Baseny termalne na Słowacji


Do atrakcji wodnych należą położone w okolicy baseny termalne. Największy kompleks jest w Tatralandii w Liptowskim Mikulaszu i Popradzie. Tatralandia jest oddalona o  60 km. Prowadzi tam autostrada, więc dojazd nie zajmuje dużo czasu. Za to nawet rowerem możemy dojechać do oddalonego o 12 kilometrów Vrbova. Nie ma tam tyle zjeżdżalni i atrakcji dla dzieci, ale nawet zimą możemy skorzystać z kąpieli leczniczych w niespotykanej gdzie indziej wodzie siarkowej. Cały rok przyjeżdżają tam ludzie, którzy twierdzą, że jest to najlepsze i najtańsze sanatorium pomagające na wiele chorób. W najcieplejszym basenie "siadaczkowym" woda ma 36-38 stopni. Można sobie dobrze wygrzać biczami wodnymi stawy i kręgosłup. W części centralnej są niedawno oddane baseny skupiające się na masażach wodnych. Nie są to imitacje z bąbelkami, ale prawdziwe bicze wodne. Nieraz bywaliśmy na tych basenach w zimie. To niezła frajda kąpać się na dworze przy temperaturze -20 stopni. Nurkować by nam włosy nie zamarzały. Najlepszą atrakcją jest wówczas na przemian tarzanie się w śniegu i wskakiwanie do gorącej wody. Oczywiście dla młodszych dzieci są baseny w pomieszczeniu zamkniętym, a dla młodszej dziatwy brodzik z atrakcjami. Wybierając się jedynie do Vrbova możemy na miejscu skorzystać z dużej oferty prywatnych kwater, bungalowów z wliczonym biletem całodziennym na basen. Latem są też czynne domki kempingowe i pole namiotowe. Pobyt w bungalowach bez wyżywienia ze stałą wejściówką na baseny kosztuje 23 Euro. Oczywiście na baseny psa nie zabieramy. Dodatkową atrakcją jest połów ryb w pobliskim stawie hodowlanym. Jest drogo, ale według informacji można złowić amura, czy suma afrykańskiego.

Vrbov

Po południowej stronie Słowackiego Raju mamy spore jezioro sztuczne Palcmanská Maša w Dedinkach. Znajduje się tu centrum wypoczynkowe z wypożyczalnią sprzętu wodnego i dużą ilością pensjonatów. Zimą jest tu centrum narciarskie Gugel - Mlynky z kilkoma wyciągami. Często Dedinky są wybierane na miejsce organizacji Zielonych Szkół. Również z Polski południowej. Gdy byliśmy tam z naszą klasą w Dedinkach była dodatkowa atrakcja w postaci wyciągu krzesełkowego do schroniska na szczycie Geravy (1071 m n.p.m.). Na szczycie był punkt widokowy na jezioro i zaporę. Dziś pozostały jedynie słupy po wyciągu. Z Dedinek możemy wybrać się na jeden z najwyższych szczytów Słowackiego Raju Havranią Skałę 1153 m n.p.m. Nieco wyższa Remiaška 1168 m n. p. m. jest niedostępna z uwagi na obowiązujący tam ścisły rezerwat przyrody. Szlak na Havranią Skałę jest dobrze opisany od strony atrakcji przyrodniczych jakie mijamy po drodze. To ścieżka naukowa Občasný prameň, która przybliża nam od strony merytorycznej przyrodę Słowackiego Raju.
 
Kiedyś z Podlesoka do Dedinek prowadziła droga przez przełęcz Kopanec. Było to ekstremalne wyzwanie dla samochodu, kierowcy jak i pasażerów. Niezliczona ilość zakrętów, wąski zniszczony asfalt, brak barierek i ciągła zagadka co nas czeka za każdym łukiem drogi wywoływała nagły przypływ adrenaliny i chorobę morską. Do Dedinek możemy wybrać się przez Spiską Nową Wieś i przełęcz Grejnar. W 2002 roku miała tam miejsce katastrofa lotnicza. Dwa Migi-29 Słowackiej Armii zderzyły się w powietrzu. Pilot jednego z nich zginął na przełęczy. Lepsza i krótsza droga wiedzie przez Vernar. Jest tam po drodze ważna atrakcja regionu - Dobszyńska Jaskinia Lodowa.

Musimy zwrócić uwagę, że jaskinia nie jest otwarta przez cały rok. Godziny w których można  ją zwiedzać się ściśle wyznaczone z uwagi na konieczność zachowania równowagi termicznej. Nie ma tam możliwości zwiedzania "dopóki są chętni". By ją zobaczyć musimy przyjść odpowiednio wcześniej.  Nie zwiedzimy jej podczas majówki, bo jaskinia jest udostępniona turystom od 15 maja do 30 września. Oprócz niedziel! Czas zwiedzania 30 minut, temperatura w części lodowej -3,9 do -0,2 °C. Pamiętajcie o ciepłym ubraniu! Nie ma możliwości rezerwacji biletów. Dobszyńska Jaskinia Lodowa jest wpisana na listę światowego dziedzictwa przyrody. To wyjątek, że w jaskini położonej tak nisko (970 m n.p.m.) przez cały rok utrzymuje się lodowiec. Godziny wejść 9:30, 11:00, 12:30, 14:00. W drodze powrotnej możemy nabrać darmowej wody mineralnej, gazowanej ze źródełka położonego niedaleko wsi  Hôrka, C'est Ondřej. To wyjątkowa w smaku woda, w której jest naturalny gaz. Robienie zakupów polecam w położonym niedaleko sklepie GS (COOP) w pobliskich Janovcach. Plusem jest obsługa w języku polskim. Kierowniczką i zarazem kasjerką jest bardzo miła pani, która pochodzi z Polski. 


Źródło wody mineralnej, gazowanej Ondrej

W Słowackim Raju jest wiele ścieżek do uprawiania narciarstwa biegowego jak i przystosowanych do turystyki rowerowej, głównie od strony Dedinek.

Dla tych co mają nieco więcej czasu na zwiedzanie polecam Havranią Dolinę. Miejsce, gdzie znajdują się dawne piece hutnicze i kopalniane sztolnie. Przed laty wydobywano tam rudy żelaza i miedzi. Natomiast w osadzie Novoveská Huta jest czynna do dziś odkrywkowa kopalnia uranu. To jedno z dwu miejsc występowania uranu na Słowacji. W kopalniach w Novoweskiej Hucie występuje też  chalcophyllite, bardzo rzadki minerał zawierający arsen. Warto też poznać ciekawą architekturę Spiskiej Nowej Wsi i Kežmaroku. Zobaczyć jezioro z elektrownią szczytowo-przepompową Cierny Vah, skąd rozciąga się przepiękny widok na Tatry i Poprad. Można też odwiedzić więcej miejsc w Tatrach. Najczęściej zaglądamy do Tatrzańskiej Łomnicy i Skalnego Plesa. To jedyne miejsca gdzie możemy kolejką wjechać z psem w wysokie Tatry. Widok z Łomnicy zapiera dech w piersiach. Niestety trzeba mieć szczęście by kupić bilet na sam szczyt. Kolejka dowiezie nas jedynie do Skalnatej doliny (1751 m n.p.m.). Na sam szczyt Łomnicy (2634 m n.p.m.) kursuje jedynie jeden  15-sto osobowy wagonik, wiec trzeba wjazd rezerwować dużo wcześniej, a nie zawsze jest pogoda. Można za to pokusić się na wjazd wyciągiem krzesełkowym lub wejście łatwym szlakiem na Przełęcz Łomnicką ( 2190 m n.p.m.) i Łomnicką Wieżę, zwaną Łomnicką Basztą (2202 m n.p.m.). Tam będziemy czuć oddech Tatr Wysokich. Z Łomnickiej przełęczy prowadzi również dobrze ubezpieczony szlak na samą Łomnicę. Czas wejścia z przełęczy około 1h 30 minut.

W centrum Popradu jest co roku organizowany uliczny sylwester.
Z nieco dalszych jaskiń polecam Demianowską Jaskinię Wolności i położoną na granicy słowacko-węgierskiej ogromną jaskinię Domica. Zwiedzając tę jaskinię można przejść ze Słowacji na Węgry. Wejścia do jaskini są po obu stronach granicy.

#Słowacki Raj #Podlesok #Sucha Bela #Vrbov #Hrabušice #Kláštorisko 

 

W pogoni za szczęściem. Zrównoważony rozwój, czy wyścig szczurów?


Nie macie wrażenia, że wszyscy ulegamy hipnozie nieustannej pogoni, określanej mianem wyścigu szczurów? Absorbująca praca zawodowa, z ciągłym dążeniem do odniesienia sukcesu materialnego. Źle opłacana, aby ciągle był niedosyt i maksymalizacja wydajności. Pory roku zmieniają się jak w kalejdoskopie, a stan posiadania coraz to innych gadżetów, zdobyczy cywilizacji daje nam namiastkę czegoś co powszechnie nazywane jest szczęściem. By je zdobyć jesteśmy w stanie zrobić niemal wszystko. Jednocześnie nie zauważamy faktu, że zadowolenia nie daje nam posiadanie jakiegoś gadżetu, ale to, że ktoś inny jeszcze go nie ma. Skoro nie ma, więc zajmuje niższy level. Jak w grze Nintendo, i to nas cieszy! Posiadanie czegoś jest przecież przywilejem. Jedziemy do pracy wypasioną furą, wyposażoną w napęd hybrydowy i najnowsze osiągnięcia techniki, a kolega z sąsiedniego biurka poci się na rowerze. Radość nas rozpiera. ON musi się jeszcze sporo napedałować zanim osiągnie mój poziom. Więc banan się pojawia na naszej twarzy do czasu, gdy trafiamy na korek. Kolega dogania nas jadąc ścieżką rowerową, więc wjeżdżamy na chodnik, przecież nie może dotrzeć do celu swej podróży szybciej od nas! Mamy do tego prawo.W końcu ON nie ma prawa zmieniać zaszeregowania społecznego.

To nie jest odosobniony przypadek. To jest powszechne zjawisko, w każdej grupie wiekowej i niemal każdej społeczności. Co ciekawe, tak postępują również państwa. Wizy, cła, i cała ta polityka antyimigrancka jest po to by INNI nie przeszli na wyższy level. Miarą sukcesu poszczególnych państw jest produkt krajowy brutto. Określa on status materialny społeczeństwa. Ilość gadżetów na jakie stać obywateli jakiegoś państwa.

Rywalizacja przyspiesza rozwój ekonomiczny i postęp. Ludzie oczekują coraz lepszych gadżetów. Szybciej, więcej, taniej, nowocześniej. Jest to twórcze, napędza gospodarkę. Produkcja i modernizacja gadżetów następuje w tempie geometrycznym, podobnie rośnie liczba ludności. Zniszczyliśmy przy tym środowisko, rabunkowo wykorzystujemy surowce, których ilość jest przecież ograniczona. Do tego toniemy w śmieciach, a powietrze nie nadaje się do oddychania w wielu miejscach na ziemi. Nastąpiło znaczne rozwarstwienie poziomu życia w społeczeństwie. Coraz trudniej przebić się na wyższy poziom stanu posiadania. Ludzie mniej zamożni domagają się solidaryzmu. To samo następuje na poziomie globalnym. Izolacja biedniejszych państw spowodowała, że ICH ludność emigruje w poszukiwaniu możliwości przejścia na wyższy level. Pojawiają się na tym tle konflikty narodowościowe, religijne i kulturowe. To idealna pożywka dla ruchów nacjonalistycznych, terroryzmu i komunizmu.

Dokąd my zmierzamy?


Czym właściwie jest to szczęście?

Od strony psychologicznej szczęściem określamy dobrą passę, chwilową radość jak i zadowolenie z życia. Zdobywanie gadżetów wynika z dobrej passy, wywołuje też chwilową radość. Chwilową, bo za jakiś czas gadżet będzie passe. Jak nowa zabawka, którą damy dziecku. Z czasem zestarzeje się i będzie na tyle powszechna, że jej posiadanie nie będzie stanowić przywileju wyższej kasty. Z perspektywy lat może okazać się, że gadżety nie przynoszą żadnej radości z życia. Wyścig aby je osiągnąć był daremny, a poświęcenie na nie życia nie dało nam szczęścia. Może więc nie warto stawać do wyścigu szczurów i zmodyfikować nasze postępowanie?


Do podobnych wniosków doszli nawet ekonomiści. Twórcy budowania religii konsumpcjonizmu. Kreowania popytu i podaży. Skoro jest nas coraz więcej, a wszyscy chcą utrzymać swój stan posiadania i standard życia, konieczny jest zrównoważony rozwój, inaczej zaczniemy się cofać.

Niektórzy uważają, że już jest to niemożliwe, że powinniśmy skupić się na zapewnieniu elementarnych potrzeb człowieka jakimi są żywność i woda. Zmarły niedawno Stephen Hawking uważał, że jedynym wyjściem jest przejście (przynajmniej elit) na wyższy level, poziom kosmosu. Tak jak teraz emigranci z Afryki i krajów Arabskich, ludzkość będzie musiała opuścić Ziemię. Poszukać innej planety nadającej się do zasiedlenia. Prognozy demograficznie, jak i klimatycznie spowodują, że już niebawem Ziemia przestanie stanowić bezpieczny dom. Ma tremu służyć wznowienie na strategiczną skalę zdobywanie kosmosu i jego penetracja w poszukiwaniu innej planety nadającej się do osiedlenia.

O zrównoważonym rozwoju ekonomiści, demografowie, ekolodzy mówią od dawna. Najczęściej łączą rozwój ekonomiczny z zapewnieniem ochrony środowiska. Posługują się pojęciem ekorozwoju. Unia Europejska forsuje samoograniczenie się państw w emisji gazów cieplarnianych, wykorzystania  paliw samoodnawialnych, wprowadzenia gospodarki powtórnego wykorzystania odpadów, wspierania rozwoju technologii nie wywołujących nieodwracalnych szkód w przyrodzie. Wyśrubowane normy ekologiczne powodują sprzeciw wśród krajów biedniejszych. Traktują to jako jedną z form restrykcji służących blokowania rozwoju ich państw. Politycy partii populistycznych traktują walkę z tymi przepisami jak patriotyczny obowiązek. Nie przejmują się, że trują (chociażby smogiem) mieszkańców państw w których sprawują władzę. Są obojętni na statystykę wykazującą, że każone środowisko wywołuje większą zachorowalność czy wręcz śmiertelność obywateli. Dodatkowo nie dbają o przyrodę prowadząc rabunkową gospodarkę zasobami leśnymi. Nie myślą o przyszłych pokoleniach. Liczy się dla nich jedynie moment w którym mogą być przy władzy.



Bardzo dziwnie zrównoważony rozwój tłumaczą, na światowych forach ekonomicznych, nasi politycy. Dają za przykład gospodarkę Chin. Podkreślają sukces gospodarki scentralizowanej, opartej na silnej roli państwa. Mówią o zaciskaniu fiskalizmu i wyższych podatkach, oraz sprzeciwie dla robotyzacji w przemyśle. Takie przynajmniej były główne tezy premiera Morawieckiego w temacie zrównoważonego rozwoju na 47. konferencji ekonomicznej w Davos. Główne zagrożenie na świecie nasz premier widzi w tym, że 70-90 proc. społeczeństwa nie partycypuje w globalnym wzroście gospodarczym. Wrogiem, według niego, jest globalizacja i narzucanie ekorozwoju państwom rozwijającym się. Od zrównoważonego rozwoju ważniejszy dla niego jest odpowiedzialny rozwój.
Na szczęście nikt z światowych ekonomistów nie podchwycił tej "wizji" rozwoju. Forum było w połowie ubiegłego roku, a w grudniu minister Morawiecki został naszym premierem.

Korzystanie bez umiaru z zasobów surowców naturalny politycy tłumaczą względami religijnymi. Fałszywie interpretując słowa Starego Testamentu "czyńcie sobie ziemię poddaną...Bądźcie płodni i rozmnażajcie się; zaludniajcie ziemię i bierzcie ją w posiadanie! Dla was są ryby w morzu, ptaki w powietrzu i wszelka istota żywa, która się porusza na ziemi." Ks. Rodzaju 1.28. Nieco inaczej na ten fragment patrzą protestanci. Służebność natury człowiekowi widzą jako prawidłowe dbanie o nią i odpowiednie gospodarowanie, by nas wyżywiła. Tę myśl jeszcze w XVII wieku zapoczątkował szwajcarski biskup Jacob Amman twórca chrześcijańskiej wspólnoty amiszów.

Wspólnoty amiszów do dziś świetnie sobie radzą w 28 stanach USA oraz Ameryce Środkowej. To bardzo konserwatywna i restrykcyjna wspólnota o strukturze gmin izolujących się od otoczenia. Amisze w swoim postępowaniu ściśle przestrzegają swoich zasad. Są one dość szczegółowe. Od zalecanych fryzur po kolor ubioru. Amisze nie korzystają z nowoczesnej techniki. Ortodoksyjne zbory nie korzystają nawet z elektryczności, samochodów, telewizji, fotografii i innych nowoczesnych wynalazków. Praktycznie wszyscy zajmują się rolnictwem i przetwórstwem płodów rolnych. Można powiedzieć że dla nich czas zatrzymał się w XIX wieku w momencie przyjazdu do Ameryki.

Budowa wspólnot na zasadach gmin jest bardzo ważnym elementem ich życia. Gmina o wszystkim decyduje. Każdy jej służy, a w podeszłym wieku jest przez nią utrzymywany. Amisze nie podlegają ubezpieczeniu społecznemu, nie służą w wojsku, nie posyłają dzieci do szkół publicznych. Ograniczają naukę do czternastego roku życia, jedynie na poziomie szkoły podstawowej. Wypełniają swoje życie w zgodzie z Biblią i otaczającą ich naturą.

Czy są szczęśliwi? 

Pewnie tak, bo nie znają naszego świata, a może dlatego, że my wiemy jaki on jest.


Amisze to potomkowie imigrantów, głównie ze Szwajcarii. I to tam mamy nowoczesną wspólnotę, która szczyci się życiem w zgodzie z naturą, rozumiana jako wzór zrównoważonego rozwoju.

Methernitha to niewielka wspólnota chrześcijańska która zamieszkuje  Linden w Szwajcarii. Podobnie jak amisze, są zorganizowani w formie spółdzielni. W latach pięćdziesiątych kupili oni ziemię niedaleko Brna i osiedlili się, aby żyć w zgodzie z chrześcijaństwem i naturą, dbając o otaczające ich środowisko. Odrzucili wszystko co uzależnia: nikotynę, alkohol, narkotyki. Ludzie żyjący w tym zborze pomagają sobie nawzajem. Jednak w przeciwieństwie do amiszów członkowie wspólnoty mają własne, niezależne poglądy i filozofię, cieszą się wolnością osobistą i wolnością działania. Zasady funkcjonowania zboru nigdy nie naruszały swobód jej członków i innych ludzi. Idealistyczna wizja jeden za wszystkich, wszyscy za jednego.

Początkowo wspólnota żyła z produkcji mebli. Jednak sławę zyskała dzięki cudownej maszynie jaką opracowali członkowie zboru. By żyć "w równowadze" z przyrodą na przełomie lat 60. i 70. rozpoczęli prace nad perpetuum mobile - Thesta Distatica, maszynę wytwarzającą energię z przemian elektrostatycznych w atmosferze. Pierwsze maszyny wytwarzające energię zostały zbudowane w 1982 roku i działają do dziś. Największa produkuje od 3 do 4 kilowatów prądu stałego o napięciu 230 woltów. Naukowcy potwierdzili, że uzyskuje energię z nacisku pola grawitacyjnego przy braku jakiegokolwiek napędu.

Można powiedzieć, że to cud 150 osobowa wspólnota chrześcijańska, żyjąc w zgodzie z przyrodą stała się samowystarczalna, wytwarza własną czystą energię i żyje od 70 lat w harmonii i szczęściu w zrównoważonym rozwoju.

Thesta-Distatica http://perpetualmotion21.blogspot.com/2015/06/thesta-distatica.html

Czy trzeba żyć w komunach, gminach, spółdzielniach aby dążyć do szczęścia, w zrównoważonym rozwoju i zgodzie z przyrodą?


Szczęście jest stanem emocji, na który mamy wpływ. Zamiast pożądać rzeczy które osiągnęli inni wystarczy zaakceptować to co posiadamy. Odrzucić bezmyślny wyścig szczurów i pogodzić się z miejscem, które zajmujemy. Znajdziemy tę poradę w Nowym Testamencie, który w wielu fragmentach piętnuje zazdrość. Amerykański filozof William James stwierdził, że: "akceptacja (tego, co się stało) jest pierwszym krokiem do przezwyciężenia konsekwencji każdego nieszczęścia". Skoro zaakceptujemy to co nas spotyka, przestaniemy zazdrościć innym, nie będziemy chcieli dążyć by mieć coraz więcej, to nie będziemy nieszczęśliwi. A może nawet osiągniemy radość z życia, bez konieczności wyzbycia się własnej osobowości i skazywania się na członkostwo w jakimś zborze. William James twierdził, że człowiek, w celu zaspokojenia swoich potrzeb posługuje się prawdą względną zbudowaną na własny użytek. Tak samo powinniśmy oceniać poglądy religijne. Dlatego, według jednych ludzi, mamy czynić ziemię sobie podporządkowaną, aby ją bez ograniczeń eksploatować, inni zaś uważają, że mamy dbać o nią czerpiąc jedynie z niej w sposób zrównoważony, w zgodzie z nią współistnieć

Aby żyć w zgodzie z naturą trzeba jednak zaakceptować nasze w niej miejsce. Musimy szanować życie nasze i przyrody. Tylko tak możemy żyć nie niszcząc świata, nie podcinając gałęzi, na której siedzimy. Oczywiście łatwiej jest tak żyć, gdy jesteśmy jak zwierzęta w stadzie. Pewnie dlatego w komunie, gminie, spółdzielni żyje się łatwiej. 

Na szczęście na świecie są również zwierzęta, które chodzą własnymi ścieżkami. Aby być szczęśliwym wystarczy zaakceptować ścieżkę, którą dane NAM jest iść.


 #szczęście #amisze #wolna energia #zrównoważony rozwój #wyścig szczurów #w zgodzie z naturą #Thesta Distatica #methernitha
  

Moje hobby. Działka. Szkodniki roślin w ogrodzie - jak z nimi walczyć?

Szkodniki roślin w ogrodzie


Piękne, kolorowe rabatki. Własne warzywa i owoce, którym poświęcasz czas. Troszczysz się, opiekujesz, w upały podlewasz obficie wodą by skwar z nieba nie pozostawił po nich śladu na spalonej ziemi. Wtem! Orientujesz się, że coś rujnuje Twoje plony i plany. Bez cienia skrupułów pozbawia Cię złudzeń.

Szkodniki roślin w ogrodzie, to bardzo częsty temat poruszany na forach ogrodniczych. Szczególnie „w sezonie” można spotkać wiele rożnych sposobów na to jak walczyć z myszami polnymi, ślimakami (pomrowami) czy też mszycami. Osobiście nie polecam stosowania środków chemicznych, zwłaszcza jeśli to co uprawiamy ma finalnie wylądować na naszym stole i zostać skonsumowane. Moim zdaniem lepiej sięgać po to co naturalne i walczyć domowymi sposobami ze szkodnikami roślin. 

Przejdźmy jednak do sedna i odpowiedzmy sobie na pytanie:

 

 

Szkodniki roślin w ogrodzie - jak z nimi skutecznie walczyć?


Pomrów



Zacznijmy od tych naprawdę rozpowszechnionych szkodników roślin w naszym kraju czyli ślimaków. O ile pomrów czerniawy nie robi zbyt wielkich szkód, o tyle wersja pomarańczowa pomrowa (pomrów wielki) to istna plaga jeśli masz ogródek warzywno – owocowy, czy nawet rabatkę z kwiatami. Zjada dosłownie wszystko. W dni słoneczne nie wychodzą ze swoich kryjówek czyli zacienionych wiat, czy spod desek tarasowych. Jednak gdy tylko spanie nieco deszczu lub słońce zajdzie za chmury nadciąga prawdziwa inwazja. Pomrowy są bardzo żarłoczne, w truskawkach zostawiają tylko wierzchnią warstwę owocu, powstaje z niego swoista otoczka, cały środek jest zjedzony. Nawet jeśli owoc jest tylko nieco uszkodzony to do konsumpcji się już raczej nie nadaje. W roślinach zielonych wygryzają dziury w liściach – dotyczy to szczególnie salaty. Pomrów rozmnaża się bardzo szybko. Ta odmiana ślimaków to obojnak, do rozmnażania nie potrzebuje partnera. Jaja pomrowów są liczne, składane najczęściej płytko w ziemi. Niestety - nie ma wrogów naturalnych. Jak sobie radzić z pomrowem?

1. Niszczenie. Spulchnianie ziemi, w okolicach gdzie często bytują pomrowy jest dość skutecznym zabiegiem. Można się spodziewać, że gdzieś w pobliżu są zakopane ich liczne jaja, a spulchnienie ziemi powoduje, że jaja wysychają, a co za tym idzie – nie rozwinie się z nich dojrzała forma szkodnika. To gatunek bardzo inwazyjny.

2. Sól. Pomrowy nie przepadają za solą. Bardzo często sięgam po sól gdy liczebność pomrowów w moim ogrodzie gwałtownie wzrasta i nie nadążam z przeciwdziałaniem. Wysypuję solą ścieżki, miejsca po których chętnie przemieszczają się ślimaki. I o ile nie spadnie deszcz, to sposób jest bardzo (100%) skuteczny. Po opadach efektywność działania spada do zera i czynność trzeba powtórzyć. Nie warto przesadzać też z ilością soli, bo nie na wszystkie rośliny zadziała to pozytywnie. Wysokim zasoleniu gleby mówimy stanowcze nie. Na pomrowy zadziała już niewielka ilość NaCl, to dla niech bariera niemal nie do pokonania! (Ich dolne czułka wyczuwają kwasowość podłoża).

3. Kora lub trociny. W pełni ekologiczny sposób na pomrowa to obsypanie ścieżek drobnymi trocinami lub drewnianą korą. Ślimak z trudem porusza się po takiej powierzchni (o ile w ogóle zdecyduje się na nią wejść).


Kret



Działka zryta przez krety to nie jest przyjemny widok dla ogrodnika. Jednak trzeba sobie zdawać sprawę, że kret tak naprawdę nie wyrządza nam wymiernych szkód w postaci podgryzania czy niszczenia upraw. Jedyną winą kreta jest drążenie podziemnych korytarzy i usypywanie kopców. Oczywiści, takie działania nie wpływają pozytywnie na rośliny i pośrednio – czy kret jest tego świadomy czy nie – robi nam jednak krzywdę. Jakie mam na niego sposoby?

1. Kulki z naftaliną. Sprawdzone i przetestowane. Kret widać nie przepada za tym zapachem i po wetknięciu kulki w kretowisko (trzeba znaleźć norkę – dziurkę wewnątrz) zwykle opuszcza swój tunel. Z tego co wiem nie dzieje mu się krzywa, po prostu zmienia teren bytowania i przenosi się np. do ogródka sąsiada. ;-)

2. Preparat odstraszający z bzu czarnego. Bez czarny może występować nawet jako chwast w uprawach, albo rosnąć w opuszczonych miejscach. Warto się rozejrzeć po najbliższej okolicy. Składniki: 1 kg dzikiego bzu czarnego świeżego (mogą być zarówno liście, jak i młode pędy albo kwiaty, albo wszystko to naraz).10 l wody (najlepiej nagrzanej przed słońce) Wykonanie: Dziki bez czarny najwygodniej włożyć do wiaderka (najlepsze będzie to z plastiku). Nie trzeba go rozdrabniać. Gnojówka z dzikiego bzu czarnego jest gotowa po 2-4 tygodniach (w zależności od pogody). Gdy jest ciepło, robi się szybciej, zaś zimno - wolniej. Wystarczy ją przelać do konewki i nierozcieńczoną podlać nory oraz kopce. Takim preparatem można podlewać trawnik lub ogród, to naturalny nawóz o własnościach użyźniających. Trzeba jednak zastosować preparat rozcieńczony: 1 część na 10 części wody. Ciekawostka i prośba o ostrożność: we wszystkich częściach świeżej rośliny (kwiaty, pędy, liście) występują glikozydy cyjanogenne: sambunigryna i sambucyna, które są trudjące (po obróbce termicznej roślina traci te właściwości). Kwiaty, pyłem i owoce mogą też wywoływać reakcje alergiczne.


Mysz polna

 

 

Niestety mysz polna niszczy uprawy. Jest to wyjątkowo szkodliwe zwierzątko, które lubi dodatkowo zimą mieszkać na gapę w naszych domach. Podgryza korzenie roślin, zjada to co jest dla niej atrakcyjne smakowo – cebulki kwiatowe, kłącza, warzywa korzeniowe.

1. Woda. Nory myszy polnych (podobne do tych wykonywanych przez krety, tylko, że są bez kopczyków) można zasypywać - jeśli będziemy zdeterminowani mysz da sobie spokój. Jeśli jednak to nie poskutkuje – można w norki wlewać wodę. To zapewni wyższą skuteczność, bo mysz polna nie lubi wody.

2. Liście orzecha włoskiego. Mysz polna nie przepada za liśćmi orzecha włoskiego. Liście wtykane w otwory nor mogą więc przynieść spodziewany efekt.

3. Czosnek. Obsadzanie działki czosnkiem lub bazylią może odstraszyć mysz polną. Czosnek i bazylia to rośliny od których mysz raczej stroni, mają dla niej zbyt intensywny zapach, to naturalny odstraszacz. Najskuteczniej zasadzić w kilku miejscach na działce, aby myszy nie miały ochoty się do nas w ogóle „wprowadzać”.


Mszyce

 

 

Czy na mszyce jest skuteczny preparat naturalny? Muszę przyznać, że żaden sposób nie sprawdził się u mnie w 100%. Mszyce to ciężki przeciwnik, bo może doprowadzić nawet do całkowitego obumarcia rośliny ( http://www.zachowajmyzdrowie.pl/szkodniki-roslin-doniczkowych/ ) Ciekawostka: wrogiem naturalnym mszyc jest biedronka.

1. Mechaniczne usuwanie. Żmudne i trudne zadanie, bo mszyce potrafią w ilościach masowych skolonizować dowolną roślinę. Ręczne ich usunięcie to zadanie na kilka godzin i raczej nikt nie zagwarantuje nam pełnej skuteczności, zwłaszcza jeśli mszyce są już w stadium dojrzałym (z larwami mszyc jest nieco łatwiej sobie poradzić).

2. Strumień wody. To nieco prostsze w wykonaniu niż ręczne usuwanie mszyc. Mocny strumień wody pomoże nam cały proces przyspieszyć, ale tu tez nikt nie zagwarantuje nam, że działanie zakończy się powodzeniem.

3. Tytoń. 300 gr tytoniu (lub pół paczki tanich papierosów) zalać wrzącą wodą, tak by tytoń/papierosy przykryć. Podgrzać na małym ogniu ale pilnować, aby nie doszło do zagotowania. Przecedzić, rozcieńczyć w 10 l. wody.

4. Rumianek. 300 gr. suszonych kwiatów (lub dwadzieścia herbatek ekspresowych) zalać wrzącą wodą, tak by je przykryć. Podgrzać na małym ogniu ale nie zagotowywać. Przecedzić, rozcieńczyć w 10 l. wody.

#pomrów wielki #kret #mszyce #mysz polna#szkodniki ogrodowe


Tagi: ,

- Copyright © Inside Your Life | blog lifestylowy - Skyblue - Powered by Blogger - Designed by Johanes Djogan -